Najwyraźniej całe to trzymanie kciuków, za wiele szczęścia Penny nie przyniosło. Oczywiście mogłaby spróbować z kolejnymi losami, nie były drogie, ale... no tych pieniędzy to ruda jednak za wiele nie miała przy sobie. A od dopiero co poznanego Matthew pożyczać przecież nie będzie? Choć może jednak? Kłamstwem byłoby, że taka myśl to jej w ogóle się przez główkę nie prześlizgnęła. Przecież ten jeszcze jeden, może dwa losy, mogłyby pozwolić coś wygrać. Ostatecznie jednak ugryzła się w język.
Choć oczywiście trzymała kciuki za Matthew, to na same koło nie spoglądała. Nie śledziła z jakąś taką większą uwagą, co też na nim wypadło. Zamiast tego próbowała zorientować się w tym, które stoiska były najbliżej. Czy zawierały coś interesującego? Wartego zatrzymania się przy nich? W oczy rzuciły jej się... Magiczne Różności? Aż zamrugała te dwa razy, nie do końca pewna czy dobrze to przeczytała. Może coś jej się przewidziało? Wydawało?
Przez głowę przeleciały jej ponownie słowa tego wkurwiającego faceta, który kilka godzin temu przyszedł złożyć całą tą bzdurną reklamacje do sklepu. Czy nie w ten sam sposób określił miejsce, gdzie zakupił ten swój szrot? Zawiesiwszy się na tym, przez nieco dłuższą chwilę u boku Matthew obecna była jedynie ciałem. Wreszcie jednak spojrzała w jego kierunku.
- Wypadło Ci coś fajnego? - zapytała, będąc w zasadzie gotową na to, żeby kolejny raz, na szybkiego pociągnąć go w jakieś tam miejsce. Nie zwracając w ogóle na to, że warto byłoby się upewnić, że nadąża. I mu to nie przeszkadza. - Hm?