Zabobońskich kurw… Nie nazwałaby kowenu i kapłanów zabobońskimi kurwami, ale też jej stosunek do religii bardzo się zmienił w ostatnim czasie. To nie tak, że nagle stała się gorliwą wyznawczynią grzmiącą na ludzi, że są ślepi, głupi i głusi, nic z tych rzeczy. Zmiana zaszła w niej samej; to, że wierzyła, bo zobaczyła i doświadczyła tego wszystkiego na własnej skórze, nie znaczyło, że każdy musiał podzielać jej zdanie. Nie spodobało jej się jednak określenie, jakim rzucił Sauriel, rzeczywiście było pozbawione empatii do tego, co czuje druga osoba, wszak wiedział doskonale jaki jest jej stosunek do tego.
Wielka i nadęta, jak to wiele osób o niej myślało, pani auror, nie zwróciła jednak uwagi na to, że Sauriel wyrzucił niedopałka na ziemię. Przydeptał to przydeptał, nic więcej ją nie obchodziło, że śmiecił, pozwoliła sobie jednak na to, by nadal iść z nim pod ramię. Nie spieszyła się bardzo, ale zdecydowanie kierowali się już do wyjścia. Jak na jej standardy, to tego tłumu i wrażeń też miała już po dziurki w nosie, a to było wszak całe morze emocji: przygarnięcie kota, złość na Mulcibera, zamieszanie, strach, bo kot zwiał, później niepokój, gdy spotkała Sauriela i jego towarzyszkę… Victoria ostatecznie się uspokoiła i większą część czasu była tu naprawdę szczęśliwa, zwłaszcza wtedy, gdy Sauriel sam wybrał dla niej i kupił jej wisiorek, może za wyjątkiem momentu, kiedy gorzej się poczuła po kieliszku rakiji… Ale miał to być dzień zdecydowanie zaliczony do tych udanych. Jeden z nielicznych tak naprawdę.
– Może nawet lepiej na osobności. Wszyscy jacyś nerwowi dzisiaj byli przez te świeczki – większą część tego przedzierania się przez ludzi była po prostu zamyślona i nie odzywała się za dużo, ale chyba cisza między nimi tym razem nie należała do tych niezręcznych? – I co, jakie masz teraz plany? – pytała, rzecz jasna, z ciekawości, nic poza tym. Sama planowała wykorzystać świecę, którą kupiła i pomoglić się do Matki, ale poza tym, no to pozostawało jej zapoznać małą Lunę z Kwiatuszkiem, a Kwiatuszka z całym jego nowym domem. Czuła, ze to będzie emocjonująca noc dla całej trójki.
W końcu udało im się wydostać z tłumu.
– Wiesz co… Tak mi przyszło do głowy – Victoria zatrzymała się i ostrożnie położyła na chwilę koszyk z kotkiem na bruk, by zanurkować ręką w swojej torebce. Myślała nad tym przez ten czas i ostatecznie podjęła decyzję, najwyżej Sauriel odmówi. – Może weź to jedno ze sobą? – wyciągnęła do niego jedno z lusterek dwukierunkowych, które wygrała w loterii. Przydatna rzecz. Może i ten model nie miał jakiegoś wielkiego zasięgu, bo jedynie taki wielkości Londynu, ale to było więcej niż nic, a przecież Sauriel dużo przebywał w Londynie, tak, jak ona: jak nie w Ministerstwie, to w domu. Może Sauriel odbierze to jako jej kolejne narzucanie się, i trochę się o to bała, ale jednocześnie nie umiała się tym przejąć.