05.07.2024, 09:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2024, 13:52 przez Lorien Mulciber.)
Lorien, wciąż uzbrojona w swój kieliszek z niedopitym szampanem (który swoją drogą nie należał do jej ulubionych trunków, ale cóż począć), trzymając pana męża pod ramię, ruszyła w stronę pokoju z ruletką.
Decyzja logiczna i co ważniejsze… strategiczna. Przede wszystkim pani Mulciber zauważyła jak kieruje się tam Agnes. A w tym momencie to od niej była w stanie dowiedzieć się większości plotek na temat brytyjskiej socjety i aktualnej sytuacji na salonach. Niemal trzy miesiące nieobecności mogły być zabójcze dla pozycji wśród czystokrwistej śmietanki towarzyskiej.
W dodatku nie trudno było się domyślić, że przy stołach pokerowych zasiadli właśnie najbardziej zajadli i krwiożerczy gracze z jakimi kiedykolwiek miała okazję w życiu grać. Postanowiła zaczekać aż alkohol nieco bardziej uderzy im do głów, potracą swoje żetony lub upiją się zwycięstwem. Aż staną się nieostrożni, a zakłady ryzykowne. Wtedy zaczynała się najlepsza zabawa.
Nawet jeśli żadne z nich nawet nie zbliży się do tego skoku adrenaliny jaki dawała obawa o utratę majątku, domu czy drobiazgów wartych więcej niż czyjaś roczna pensji. Czasem tęskniła za czasami, gdy cokolwiek było jeszcze tak ekscytujące jak dawne rozgrywki w skąpanych w półmroku kasynach Prewettów. Nieświadomie przesunęła palcami po złotym łańcuszku na szyi, oplatając go wokół palca wskazującego. Nawyk bawienia się cenną przywieszką w kształcie wagi pozostał od lat ten sam.
- I jak tu wygrywać jak najszczęśliwsze liczby już obstawione?- Zaśmiała się serdecznie obserwując żetony ułożone na 16 i 10. Niczego innego się po Agnes nie spodziewała. Do właśnie takiego poziomu samouwielbienia powinno się w życiu dążyć.
Co prawda Lorien nie zasiadła na krześle - głównie dlatego, że obstawianie byłoby w ten sposób trudniejsze. Mały człowiek, krótkie rączki i te sprawy. Dlatego wsparła się wygodnie o blat, napawając wzrok znajomą planszą. Decyzje, decyzje...
Uznała, że na początek nie wypada specjalnie przebijać zakładów gospodyni, może jedynie nieco ją podjudzić do odważniejszych decyzji. Przechyliła się przez stół kładąc 10 żetonów na polu czerwonym. Jej ulubionym kolorze.
To nad liczbami musiała się jeszcze chwilę zastanowić. Pewnie gdyby wierzyła, że jest w tym cokolwiek więcej niż zwykły łut szczęścia zaczęłaby rozważać wszelkie “potencjalne ważne” daty. Ślub, urodziny rodziny, przyjaciół, pierwszą wygraną rozprawę sądową.
Ostatecznie, po bardzo głębokim namyśle, przesunęła po dwa żetony na 7, 18 i 33. Zdawałoby się, że kompletnie niezwiązane ze sobą liczby.
Dopiero wtedy usiadła, nonszalancko zakładając nogę na nogę i obserwując dalsze poczynania ludzi przy stole. Wygrana czy przegrana - na dłuższą metę to i tak nie miało żadnego znaczenia.
//
10 żetonów na czerwone
2x na 7, 18, 33 - łącznie 6 żetonów
Decyzja logiczna i co ważniejsze… strategiczna. Przede wszystkim pani Mulciber zauważyła jak kieruje się tam Agnes. A w tym momencie to od niej była w stanie dowiedzieć się większości plotek na temat brytyjskiej socjety i aktualnej sytuacji na salonach. Niemal trzy miesiące nieobecności mogły być zabójcze dla pozycji wśród czystokrwistej śmietanki towarzyskiej.
W dodatku nie trudno było się domyślić, że przy stołach pokerowych zasiadli właśnie najbardziej zajadli i krwiożerczy gracze z jakimi kiedykolwiek miała okazję w życiu grać. Postanowiła zaczekać aż alkohol nieco bardziej uderzy im do głów, potracą swoje żetony lub upiją się zwycięstwem. Aż staną się nieostrożni, a zakłady ryzykowne. Wtedy zaczynała się najlepsza zabawa.
Nawet jeśli żadne z nich nawet nie zbliży się do tego skoku adrenaliny jaki dawała obawa o utratę majątku, domu czy drobiazgów wartych więcej niż czyjaś roczna pensji. Czasem tęskniła za czasami, gdy cokolwiek było jeszcze tak ekscytujące jak dawne rozgrywki w skąpanych w półmroku kasynach Prewettów. Nieświadomie przesunęła palcami po złotym łańcuszku na szyi, oplatając go wokół palca wskazującego. Nawyk bawienia się cenną przywieszką w kształcie wagi pozostał od lat ten sam.
- I jak tu wygrywać jak najszczęśliwsze liczby już obstawione?- Zaśmiała się serdecznie obserwując żetony ułożone na 16 i 10. Niczego innego się po Agnes nie spodziewała. Do właśnie takiego poziomu samouwielbienia powinno się w życiu dążyć.
Co prawda Lorien nie zasiadła na krześle - głównie dlatego, że obstawianie byłoby w ten sposób trudniejsze. Mały człowiek, krótkie rączki i te sprawy. Dlatego wsparła się wygodnie o blat, napawając wzrok znajomą planszą. Decyzje, decyzje...
Uznała, że na początek nie wypada specjalnie przebijać zakładów gospodyni, może jedynie nieco ją podjudzić do odważniejszych decyzji. Przechyliła się przez stół kładąc 10 żetonów na polu czerwonym. Jej ulubionym kolorze.
To nad liczbami musiała się jeszcze chwilę zastanowić. Pewnie gdyby wierzyła, że jest w tym cokolwiek więcej niż zwykły łut szczęścia zaczęłaby rozważać wszelkie “potencjalne ważne” daty. Ślub, urodziny rodziny, przyjaciół, pierwszą wygraną rozprawę sądową.
Ostatecznie, po bardzo głębokim namyśle, przesunęła po dwa żetony na 7, 18 i 33. Zdawałoby się, że kompletnie niezwiązane ze sobą liczby.
Dopiero wtedy usiadła, nonszalancko zakładając nogę na nogę i obserwując dalsze poczynania ludzi przy stole. Wygrana czy przegrana - na dłuższą metę to i tak nie miało żadnego znaczenia.
//
10 żetonów na czerwone
2x na 7, 18, 33 - łącznie 6 żetonów