Drzwi się nie zamknęły, ale najwidoczniej nikt nie chciał być świadkiem niekomfortowej wymiany zdań i możliwej bójki dwójki prefektów.
Odwrócił na bok wzrok, nie mogąc go znieść. Pewność siebie ukryta w mroku kart, w znajomym rytmie pociągu, została mu odebrana z jednym gestem, który, jak zawsze go uczono, miał przynieść mu satysfakcję. Zwycięstwo. Znów stał nad klifem, tak niedaleko domu, Jeremiah patrzy na niego, kulącego się przed wiatrem. Jesteś już dorosły, możesz skakać z nami. Nie był dorosły, ale bracia usłyszeli, że miał dziewczynę. Nie pękaj. Na trzy, skoczę z tobą. Ale gdy spękał i zatrzymał się na brzegu, Jeremiah po prostu go popchnął. Przecież nic się nie stało, umiesz pływać. Teraz to Vasilij był dla niego tą przerażającą pustką pomiędzy twardą ziemią a lodowatymi ramionami wody. Nawet jeśli padły później przeprosiny, to... Znaczyły tyle samo, co te jego. Wartość popiołu rzuconego na wiatr.
Utknął pomiędzy Dolohovem, a stołem Puchonów. To był tylko głupi szczeniak, który wyżej srał, niż dupę miał. Tak próbował sobie mówić, jakby nie odtwarzał w głowie tych niewielu słów, które między nimi padły, prosząc Mojry o zmianę czasu, odwrócenia biegu wydarzeń, aby Vasilij mógł zostawić mu ich więcej. Ten gniew, bez metafory, żywy i surowy, echem przywoływał wyobrażenia, które miał w tych niewielu chwilach sam na sam ze sobą, kiedy woda obmywała jego wstyd.
— Jak bóg. Posejdon nie zastanawia się... — zaciął się. Gdzie był Anthony, gdy go potrzebował? Ach, wiedział dokładnie, gdzie był chudy, patykowaty Prefekt Naczelny, dyrygował pracami na sabat z dala od Wielkiej Sali. Znalazł wszystkim zajęcia i trwał niedaleko. Zacisnął powieki z całej siły i zmusił się do mówienia. — Nie ma wyrzutów sumienia, gdy topi flotę. Ja mam. Ja mam. I nie umiem cię przeprosić, bo każde szczere. Wszystko, co myślę, że będzie szczere, wywoła tylko twoje obrzydzenie.
Wolał jego gniew i pogardę niż obrzydzenie. Obrzydliwy dewiant.
Nigdzie nie było tego znudzonego spojrzenia ciężkich powiek i obojętności. I nie chodziło o splendor Visilija, gwiezdny pył, który pozostawiał po sobie, to nie robiło na Morpheusie wrażenia. Dolohov był brzydkim, antypatycznym, snobistycznym gburem, a jednak wszystko czego chciał, to, aby rozłożyli siebie na części pierwsze, posegregowali kości, mięśnie i układy nerwowe, oddzielili od organów, rozprostowali jelita. Magnetyczne przyciąganie bez gwarancji. A on nie był odważny.