05.07.2024, 17:10 ✶
Basilius naprawdę pod żadnym pozorem nie oczekiwał od niej jakichkolwiek przeprosin. Bo za co? Że las ich rozdzielił od siebie, a ostatecznie i tak wszystko skończyło się dobrze?
Zaśmiał się cicho.
– Wiesz, udało mi się odwieźć Isaaca od dźgania ich różdżką i zapalenia papierosa pod ziemię, a to chyba było trudniejsze, niż rozmowa z korzeniami, więc może masz racje. – Na Matkę. To wszystko brzmiało tak abstrakcyjnie, aż dziwnie było pomyśleć, że wydarzyło się dzisiejszego dnia.
Popatrzył na nią. Popatrzył na jej dłonie, a potem znowu na nią.
– Czyli nikt się nimi nie zajął – podsumował, siadając na trawie za jej przykładem i Longbottom już mogła być pewna, że nie odpuści, zanim się im nie przyjrzy.– Brenno z całym szacunkiem, ale to nie była luźna sugestia. Jesteś zmęczona. Musisz odpocząć.
Basilius też naprawdę się cieszył, że wyszli stamtąd cali i to jeszcze z Bagshotem.
– To Millie i Penny go znalazły. My tylko pomagaliśmy. W sumie wyglądał zaskakująco dobrze, jak na to co przeszedł. Powinien dojść do siebie. I nie mów tego Millie, ale naprawdę dobrze, że tam była. – Zerknął ma kubek i skrzywił się nieznacznie. Paskudny był. Prewett zdecydowanie nie żywił żadnych pozytywnych uczuć wobec tego miasteczka, a w tym ośrodku jego noga już pewnie nigdy nie powstanie. – Nie to... Dostałem od jednego z uzdrowicieli wraz z kawą.
Jego spojrzenie powędrowało ku bransoletce, którą wygrzebali ze stosu, kiedy Brenna postanowiła klęczeć w popiole. Westchnął cicho i odłożył kubek w bezpiecznym miejscu, zabezpieczając go jeszcze zaklęciem, tak by się nie wywrócił, a następnie sięgnął do swojej torby. Nawet jeśli nie pomagał innym uzdrowicielom i tak miał przy sobie medykamenty pierwszej pomocy w razie, jakby co.
– No dobrze. Pokaż dłonie – powiedział, wyciągając niewielki flakonik z fioletowo-przezroczystym specyfikiem do oczyszczania. – Wiesz, myliłem się. Jednak palenie samej kukły wystarczyło, by wzmacniać rytuał. Co się w ogóle działo z wami, gdy Roberts zaatakował las? Słyszałem, że on... Hm.
Zaśmiał się cicho.
– Wiesz, udało mi się odwieźć Isaaca od dźgania ich różdżką i zapalenia papierosa pod ziemię, a to chyba było trudniejsze, niż rozmowa z korzeniami, więc może masz racje. – Na Matkę. To wszystko brzmiało tak abstrakcyjnie, aż dziwnie było pomyśleć, że wydarzyło się dzisiejszego dnia.
Popatrzył na nią. Popatrzył na jej dłonie, a potem znowu na nią.
– Czyli nikt się nimi nie zajął – podsumował, siadając na trawie za jej przykładem i Longbottom już mogła być pewna, że nie odpuści, zanim się im nie przyjrzy.– Brenno z całym szacunkiem, ale to nie była luźna sugestia. Jesteś zmęczona. Musisz odpocząć.
Basilius też naprawdę się cieszył, że wyszli stamtąd cali i to jeszcze z Bagshotem.
– To Millie i Penny go znalazły. My tylko pomagaliśmy. W sumie wyglądał zaskakująco dobrze, jak na to co przeszedł. Powinien dojść do siebie. I nie mów tego Millie, ale naprawdę dobrze, że tam była. – Zerknął ma kubek i skrzywił się nieznacznie. Paskudny był. Prewett zdecydowanie nie żywił żadnych pozytywnych uczuć wobec tego miasteczka, a w tym ośrodku jego noga już pewnie nigdy nie powstanie. – Nie to... Dostałem od jednego z uzdrowicieli wraz z kawą.
Jego spojrzenie powędrowało ku bransoletce, którą wygrzebali ze stosu, kiedy Brenna postanowiła klęczeć w popiole. Westchnął cicho i odłożył kubek w bezpiecznym miejscu, zabezpieczając go jeszcze zaklęciem, tak by się nie wywrócił, a następnie sięgnął do swojej torby. Nawet jeśli nie pomagał innym uzdrowicielom i tak miał przy sobie medykamenty pierwszej pomocy w razie, jakby co.
– No dobrze. Pokaż dłonie – powiedział, wyciągając niewielki flakonik z fioletowo-przezroczystym specyfikiem do oczyszczania. – Wiesz, myliłem się. Jednak palenie samej kukły wystarczyło, by wzmacniać rytuał. Co się w ogóle działo z wami, gdy Roberts zaatakował las? Słyszałem, że on... Hm.