Nie miała siły przebicia. Nie słuchali jej, byli zajęci przeglądaniem tego co jest w domu. Nosz kurwa mać. Heather nie lubiła ignorancji, nie podobało jej się to, że nikt jej nie słucha. Nie zamierzała stać w miejscu i czekać w nieskończoność.
- ZNICZU DO MNIE!!! - Krzyknęła głośno. Potrzebowała swojej miotły. Musiała ruszyć się z miejsca, kto wie, gdzie polazło to, co wyszło z ziemi. Musiała podążać za śladami. Nie zamierzała czekać, aż jaśniepaństwo zainteresują się jej krzyczeniem.
Tak, Heather była w gorącej wodzie kąpana, nie znosiła bezczynności. Zrobiła więc jak chciała. Miotła podleciała pod chałupę, nie zastanawiała się ani chwili. Wskoczyła na nią, odbiła się od ziemi i ruszyła w powietrzu.
Leciała nisko, podążała za śladami. Już ona opowie Brennie o tym, jak to wszyscy chcieli z nią współpracować. Nie ma się co dziwić, nie była może najstarsza, ale miała doświadczenie, była przecież brygadzistką, potrafiła złapać trop i za nim podążać. Kij im w oko, najwyżej sama znajdzie te istoty. Mniejsza o to czym były. Jakoś sobie poradzi, jak zawsze. Trochę dramatyzmu jeszcze nikomu nie zaszkodziło.