Nie oszukujmy się. Richard, nawet jeśli starał się odgrywać miłego, uprzejmego, życzliwego szwagra, dla Grace najpewniej nie byłby pierwszym, drugim, ani nawet trzecim wyborem, gdyby kobieta zaczęła szukać nagle kogoś, kto mógłby odegrać względem niej rolę powiernika bądź czegoś podobnego. Kogoś kto okazałby jej niezbędne wsparcie w całej tej niełatwej sytuacji. Odpowiedniej osoby poszukiwałaby zapewne wśród ludzi sobie bliższych, skupiając się na rodzinie oraz przyjaciołach. Aczkolwiek nie jest to temat, na którym powinniśmy się jakoś szczególnie mocno skupiać. Przejdźmy do dalszej części tej rozmowy.
- Oczywiście. - nawet tego nie kwestionował. Być może dlatego, że sam nigdy nie był blisko z Michaelem. Sam też nie uważał nigdy Rookwooda za szczególnie lotnego. Na to zresztą, przynajmniej na chwilę obecną, zdawał się wskazywać jego dotychczasowy przebieg kariery. - Uzdrowiciel to ktoś od Prewettów. O ile to ma znaczenie. - doprecyzował, skoro akurat na tę kwestie brat zwrócił faktycznie uwagę. Coś tam na jego temat wiedział, choć sam z usług mężczyzny akurat nie korzystał. Nie miał takiej potrzeby.
Kiedy brat potwierdził jego przypuszczenia, Robert przez dłuższą chwilę milczał. Nie mógł pozwolić sobie teraz na wycieczkę do salonu. Na udanie się po alkohol. Albo papierosy. Mógł oczywiście poczęstować się tym drugim od brata, ale na ten krok się nie zdecydował. Zamiast tego dłońmi potarł twarz. Myślał. Starał się zapanować nad chaosem, jaki zagościł teraz w jego głowie. Odpowiednio sobie wszystko uporządkować.
- Co zrobiłeś? - wreszcie padło z jego strony pytanie. Tylko czy faktycznie chciał wiedzieć, w jaki sposób to wyglądało? Przebiegało krok po kroku? Czy wykorzystał do tego zaklęcie? Czy zdecydował się po prostu posłużyć własnymi rękoma? Bez sięgania po magie? Czasami niewiedza bywała błogosławieństwem. Czasami zapewniała bezpieczeństwo. Bo skoro nie wiedziałeś, nie byłeś w stanie powiedzieć niczego, co mogłoby zwrócić na Ciebie uwagę. Wywołać pewne wątpliwości na temat Twojej osoby. Zapewnić bilet w pierwszej klasie, w pociągu jadącym bezpośrednio do Azkabanu. - Zresztą, nic nie mów. - Robert, zgodnie z tym właśnie tokiem rozumowania pokręcił głową. Doszedł do słusznego wniosku. Nie chciał wiedzieć zbyt wiele. Chciał natomiast pomóc. Tak jak zawsze pomagał bratu. Tak jak zawsze ten brat pomagał mu. - Czego konkretnie potrzebujesz? Jeśli te alibi ma być wystarczająco mocne, musimy zadbać o to, żeby nasze zeznania się zgadzały. A najlepiej... najlepiej byłoby, gdyby potwierdził to ktoś jeszcze. - tutaj ciężko westchnął. Na kim jeszcze mogliby się wesprzeć? W jaki sposób to zrobić? Czy może... powinien w tym przypadku zaryzykować, skorzystać z pewnych umiejętności, nad którymi cały czas pracował? Które przez cały ten czas starał się odpowiednio rozwijać? Nawet jeśli się nad tym zastanawiał, to na temat tej możliwości na chwilę obecną nie zająknął się choćby słowem.