Tłok, który w ostatnich dniach panował w kamienicy, dla nieprzyzwyczajonego do tego stanu rzeczy Roberta, na dłuższą metę był czymś odrobinę męczącym. Dlatego też, zamiast o wcześniej umówionej godzinie, śniadanie zdecydował się zjeść wcześniej. Zyskując tym samym kilka chwil utęsknionego spokoju, ciszy, potrzebnej mu samotności. Tej samotności, do której zdążył się w ostatnich latach przyzwyczaić. Tej samotności, która okazała się dla niego czymś aż nadto wygodnym.
Choć wczoraj zdecydował się przedwcześnie zrezygnować z towarzystwa Richarda, nie zamierzał na sam jego widok uciekać. Pozostawiać niedopitej kawy. Niedojedzonego śniadania. Szukać wymówki, która brzmiałaby choćby trochę wiarygodnie. Obydwaj byli wszak dorosłymi ludźmi. A nad tego typu kwestiami... nad tym trzeba było pracować. Należało nauczyć się tego, w jaki sposób radzić sobie z emocjami.
- Jasne, częstuj się. - odezwał się, starając wyrzucić z własnej głowy wszystko to, co dotyczyło wczorajszego wieczora. Nie wracać do tego. Nie skupiać się na tym. - Powinna być jeszcze ciepła.
Powinna było w tym przypadku słowem kluczem. Robert bowiem zdążył już spędzić na tyle dużo czasu w jadalni, aby to zapewnienie niekoniecznie musiało okazać się czymś prawdziwym. Mogło być zwyczajnie na wyrost. Wynikać z braku prawidłowej oceny tego, ile czasu upłynęło. Czasami łatwo było się nieco zapomnieć.
Wrócił do swojej gazety, przewracając kolejną stronę. Starając się czytać kolejny artykuł. Zmarszczył przy tym brwi. Znów nie udało mu się trafić na nic szczególnie interesującego. Święta miały niekoniecznie dobry wpływ również na zawartość Proroka Codziennego. Ciężko było przez to przebrnąć. I pomyśleć, że człowiek rok po roku tak samo głupio zakładał, że tego typu treści, to przede wszystkim działka czasopism typowo kobiecych. Takich jak chociażby Czarownica.
- Niewiele. Głównie świąteczne i noworoczne treści, jakby koniec roku wypadał już dzisiaj, a nie dopiero za tydzień z hakiem. - niezadowolenie wybrzmiało w jego głosie całkiem wyraźnie, kiedy udzielał odpowiedzi, jednocześnie składając gazetę i rezygnując z kontynuowania tych męczarni. Cokolwiek by o Robercie powiedzieć, to nie był przecież masochistą. Ani kurą domową, zainteresowaną zdobyciem kolejnych 50 przepisów na pyszny piernik. Fartucha nigdy nie nosił. Do kuchni zaglądał niezbyt często. - Jeśli chcesz, droga wolna. - dorzucił, tym samym dając bratu przyzwolenie na to, aby z gazety skorzystał. O ile tylko miał na to ochotę. Sam powinien wreszcie dokończyć śniadanie. Skupić się na przygotowanych przez Selar tostach, zanim te przestaną nadawać się do spożycia.