ma fioletowe włosy od waty cukrowej
Ominęła Beltane (i dziękowała za to bogom z całego serca, że w tamtym czasie nie bardzo miała ochotę szlajać się po sabatach, a po prostu aklimatyzowała się w domu dziadków), ominęła też Lithę (twierdząc, że posiedzi jeszcze w Walii, niech idą się bawić, bo chciałaby popracować, a przy okazji będzie też miała oko na obóz archeologiczny, bo jakoś sprawa, nad którą się wtedy pochylała frapowała ją tak koszmarnie mocno, że nie mogła się skupić na tych całych sabatach), ale przy Lammas… Miała ochotę zobaczyć jak bawią się czarodzieje z Wielkiej Brytanii podczas swoich świąt. Rozumiała, że normalnie miało to miejsce w lesie w Dolinie Godryka, ale ten był teraz niedostępny z różnych powodów. Rozumiała też, że coś dziwnego stało się podczas Lithy i czarodzieje chyba… mieli jakieś obawy i że obchody Lammas nie wyglądają tak jak zawsze. Ale jednocześnie wielu z nich szukało jakiegoś pocieszenia (?) i zorganizowano kiermasz w samym środku Londynu, na placu. Może więc to będzie idealna okazja, by się zjawić i zobaczyć wszystko na własne oczy?
To, że zjawiła się tak późno, to… Cóż. Guzdrała się. Najpierw niepewna co w ogóle na siebie włożyć, później babcia potrzebowała w czymś pomocy, więc odrobinę się przeciągnęło. Potem zauważyła jakiś wyjątkowo frapujący artykuł w gazecie i nie potrafiła oderwać wzroku, a ostatecznie spojrzawszy na zegarek, Ginny złapała się za głowę i na szybko skorzystała z kominka. Na Pokątnej zaś… Jakby to…. Sięzgubiła. Poszła nie w tym kierunku co trzeba, na szczęście zorientowała się, że coś jest nie tak. Nie miała z Pokątną takiego obycia, jakby chciała i z westchnieniem zawróciła…
Po tych trudach i znojach w końcu udało jej się wejść pomiędzy ludzi. Trzymała swoją torbę blisko przy ciele, bo oczywiście, że zabrała ze sobą trochę pieniędzy, i w pierwszej kolejności poszła za nosem. Zaś nos zaprowadził ją do strefy gastronomicznej i różnych słodkości. Zobaczyła tabliczkę Kociego Azylu, najwyraźniej mieli tutaj koty do adoptowania, a sądząc po tym, że żadnego tu nie było, to każdy z nich znalazł nowy dom. Gin uśmiechnęła się na tę myśl, ale zaraz szybko skierowała swoją uwagę na Słodkości Nory Figg.
Pomyślała sobie wtedy, że może to dobry moment, żeby odwdzięczyć się Nell za te wszystkie czekolady i inne słodycze z Miodowego Królestwa? Poprosiła więc osobę za stoiskiem o kilka różowo-kwiatowych lizaków, różowe czekoladki i dwa pączki, choć chwilę to trwało, gdy przyglądała się temu, co w ogóle zostało do kupienia. A czekając na zapakowanie zamówienia, mocno zastanawiała się, czy przypadkiem nie zabrać ze sobą też waty cukrowej. Kojarzyło jej się to z dzieciństwem, gdy przyjeżdżała z rodzicami do Anglii, a tata pokazywał jej Magiczny Londyn. W końcu się zdecydowała.
– Poproszę jeszcze watę cukrową – i za chwilę, błogo nieświadoma, że jej włosy zmieniły kolor na fioletowy, ruszyła w stronę widowni, żeby zobaczyć, co w ogóle dzieje się na scenie.