Celine nieszczególnie przejmowała się tym, co na temat jej rozpoznawalności mówili inni. Nauczyła się, wraz z biegiem czasu, że nie warto zaprzątać sobie tym głowy. To jedynie szkodziło. Źle wpływało na kondycje psychiczną. A kiedy siadała psychika, człowiek zaczynał z biegiem czasu funkcjonować gorzej również w kontekście fizycznym. To się łączyło. Tkwiąc w świecie show biznesu, będąc szeroko rozpoznawalną celebrytką, należało nauczyć się tego jak być twardym; jak sobie radzić z tym, co zawsze się z tym wiązało. Bo sława miała zarówno swoje zalety, jak i wiele różnych wad. Aczkolwiek to nie na tych wadach i zaletach powinniśmy skupić się w tym momencie.
Skrzatka stojąca przed Urlett i Celine, pokiwała głową.
- Napar z lawendy wąskolistnej, korzenia kozłka lekarskiego, albo mięty. - powtórzyła za Urlett - I czerwone wino dla pani Celine.
Po tych słowach, Tiny teleportowała się, znikając tym samym sprzed oczu obydwu kobiet, które ponownie w salonie pozostały całkiem same - mogąc się wzajemnie cieszyć swoim towarzystwem. Rzecz jasna, o ile tylko było czym się w tym przypadku cieszyć.
- Pomyślałam, że na początku możemy chwilę porozmawiać, poznać się i czegoś napić, a następnie udać na Pokątną? Dawno nie odwiedzałam butiku Mirandy Rosier. Poza nim jest tam też kilka innych miejsc, które warto odwiedzić. Na koniec możemy jeszcze wstąpić do kawiarni. Szczerze polecam Le Petit Délice. Akurat też znajduje się w tej okolicy. Bardzo przyjemne miejsce. - zaproponowała, nie chcąc na dzień dobry zarzucać kobiety zbyt dużą ilością propozycji. Zbyt wieloma punktami planie zwiedzania Magicznego Londynu. Wolała to zrobić na spokojnie.
Jeśli chodzi o język, jakim posługiwała się Urlett, to Celine oczywiście to zauważyła. Zarazem jednak problemu świadoma nie była, dlatego zrzuciła to na karb tego, że jeszcze się z blondynką nie miała okazji lepiej poznać. Liczyła na to, że z czasem ulegnie to pewnej zmianie. Rzecz jasna o ile tylko ten czas zostanie im dany w odpowiednich ilościach.