07.07.2024, 01:33 ✶
Południowe stragany –> widownia
Gdy upewnił się już, że wszyscy, a zwłaszcza Sophie, będą żyć po akcji przy stoisku Mulciberów, Basilius wreszcie oddalił się od feralnego straganu i nie za bardzo mając pomysł co na razie ze sobą robić po prostu przystanął przy scenie, by przyglądać się zawodom strzeleckim, w których brał udział nie kto inny jak Anthony Shafiq, Erik Longbottom i jeszcze jakiś kolejny wysoki brunet do kompletu, bo najwyraźniej jeden taki na scenie to było dla wszystkich za mało. Gdyby nie to, że Basilius był pewny, że Longbottom i ten drugi znaleźli się przy Shafiqu przypadkowo, to jeszcze by uznał, że czarodziej dobierał sobie towarzyszy broni według jakiegoś wzoru, tak jak te brzydkie meble w jego rezydencji.
I już miał iść dalej, może do loterii, bo przecież nie przepuściłby okazji wydania pieniędzy w zamian za losową nagrodę o nieznanej jakości i wartości, gdy uznał, że jednak jeszcze chwilę zostanie, bo najwyraźniej nie kto inny, jak Millie Moody, świeżo z Lecznicy Dusz, miała robiła coś dziwnego na scenie i to jeszcze reprezentując swój Departament. Aby było śmieszniej czarownica wyciągnęła do pomocy kolejnego Longbottoma i Prewett skrzywił się nieco, bo nie wieszczył Morpheusowi dużych szans. Czarodziej nie wyglądał przecież na kogoś kto mógłby przyszpilić kogokolwiek do ziemi, czy coś takiego.
Wtedy dostrzegł w tłumie znajomą sylwetkę i burzę ciemnych loków. Uśmiechnął się i pomachał siostrze, aby do niego podeszła.
– Dopiero przyszłaś, czy po prostu cały czas mnie unikałaś? – spytał żartobliwie, gdy już znalazła się przy nim.
Gdy upewnił się już, że wszyscy, a zwłaszcza Sophie, będą żyć po akcji przy stoisku Mulciberów, Basilius wreszcie oddalił się od feralnego straganu i nie za bardzo mając pomysł co na razie ze sobą robić po prostu przystanął przy scenie, by przyglądać się zawodom strzeleckim, w których brał udział nie kto inny jak Anthony Shafiq, Erik Longbottom i jeszcze jakiś kolejny wysoki brunet do kompletu, bo najwyraźniej jeden taki na scenie to było dla wszystkich za mało. Gdyby nie to, że Basilius był pewny, że Longbottom i ten drugi znaleźli się przy Shafiqu przypadkowo, to jeszcze by uznał, że czarodziej dobierał sobie towarzyszy broni według jakiegoś wzoru, tak jak te brzydkie meble w jego rezydencji.
I już miał iść dalej, może do loterii, bo przecież nie przepuściłby okazji wydania pieniędzy w zamian za losową nagrodę o nieznanej jakości i wartości, gdy uznał, że jednak jeszcze chwilę zostanie, bo najwyraźniej nie kto inny, jak Millie Moody, świeżo z Lecznicy Dusz, miała robiła coś dziwnego na scenie i to jeszcze reprezentując swój Departament. Aby było śmieszniej czarownica wyciągnęła do pomocy kolejnego Longbottoma i Prewett skrzywił się nieco, bo nie wieszczył Morpheusowi dużych szans. Czarodziej nie wyglądał przecież na kogoś kto mógłby przyszpilić kogokolwiek do ziemi, czy coś takiego.
Wtedy dostrzegł w tłumie znajomą sylwetkę i burzę ciemnych loków. Uśmiechnął się i pomachał siostrze, aby do niego podeszła.
– Dopiero przyszłaś, czy po prostu cały czas mnie unikałaś? – spytał żartobliwie, gdy już znalazła się przy nim.