Rzeczywiście miał tego ranka lepszy humor niż poprzedniego wieczoru? Nawet jeśli, to sam tego w ten sposób nie odczuwał. Nie skupiał się na tym wcale. Zajęty śniadaniem, starał się po prostu możliwie najmniej myśleć o wszystkich tych kwestiach, które wcześniej obudziły w nim pewną dozę zazdrości. Nie było sensu tego roztrząsać. Nie było sensu do tego w ogóle wracać. Zwłaszcza, że takie wracanie nie przyniosłoby niczego dobrego.
- Doskonały pomysł. - zaaprobował to, co padło ze strony Ricka, jednocześnie dopijając już do końca kawę, a następnie ocierając delikatnie usta i ich okolice leżącą dotąd na stole serwetką. Myślami był już bardziej przy tym, co znajdywało się w jego planach na ten konkretny dzień. Niby okres świąteczny, ale Robert nie był przecież tym typem człowieka, który z takich właśnie powodów rzucał wszystko. Pozwalał sobie na odpoczynek, cieszenie się tą specyficzną atmosferą. Wolał pracować.
Nie dane było mu jednak wystarczająco szybko opuścić jadalni. Na miejscu zatrzymało go jednak wypowiedziane przez Richarda imię, a także towarzyszące temu zdecydowanie poważniejsze spojrzenie. Skinął bratu głową, żeby mówił. Zgodził się poświęcić mu tą chwilę uwagi. Albo nieco więcej niż chwilę. Bo wydawała się ona, ta uwaga, w tym momencie Richardowi rzeczywiście potrzebna.
Zanim udzielił bratu odpowiedzi, przez chwilę nieco uważniej mu się przyglądał.
- Dlaczego o to pytasz? - w pierwszej kolejności zdecydował się zadać pytanie. Oczywiście, mógł bratu udzielić odpowiedzi, przekazać tych kilka informacji, ale... z racji na to, że Rick mieszkał na co dzień w Norwegii, to wszystko dotyczyło go w naprawdę niewielkim stopniu. Nie musiał się tym tematem aż tak bardzo interesować. Przejmować się tym, co obecnie działo się w Wielkiej Brytanii. Z jakiegoś powodu jednak to robił. Zadawał pytania. Starał się w tym wszystkim grzebać. Aż chciało mu się powiedzieć: zostaw to wszystko, zanim natrafisz na jakieś truchło. Bo tak by to się najpewniej zakończyło. I nie byłby to koniec, który mógłby kogokolwiek zadowolić. Ucieszyć?
Dał bratu dość czasu na jakieś wyjaśnienia. Uzasadnienie tego pytania. Nie potrzebował jednak wiele, żeby cokolwiek więcej mu na ten temat powiedzieć. Robert wyszedł tutaj z założenia, że będzie lepiej, jeśli o pewnych kwestiach Richard dowie się właśnie od niego. Lepiej dla nich obydwu. Dlatego też koniec końców przeszedł do ciut szerszego nakreślenia tej sytuacji.
- Pierwsze ataki skupiły się na Londynie, przede wszystkim tym magicznym. Sporo tego było choćby na Pokątnej i Horyzontalnej. Ostatnio jednak z wolna rozlewa się to również na inne części kraju. - przechodząc do tego tematu, Robert również spoważniał. - Myślę, że to kwestia czasu, zanim faktycznie obejmie to całą Wielką Brytanię. Od manifestu minął dopiero miesiąc, a działania... wszystko zdaje się rozwijać w takim kierunku. - o mały włos nie wspomniał by o tym, że to były ich działania, tym samym przyznając się do tego, że był w to wszystko zaangażowany. Od samego początku. Choć Rickowi ufał, wiedział, że brat by tego nigdy nie wykorzystał, to nie chciał go w to wciągać. Nie w momencie, kiedy był od tego tak daleko; kiedy nie musiał opowiadać się po żadnej ze stron. Podejmować tak wielkiego ryzyka.