07.07.2024, 15:13 ✶
– Prawda? Szalenie miło z ich strony – powiedział złośliwie, oczywiście nie kierując tej złośliwości w stronę Brenny, a korzeni. Bo najwyraźniej to było normalne, by wrócić z urlopu z negatywnym nastawieniem wobec korzeni. – My akurat z nimi znowu tak nie walczyliśmy. Infernusy też już się dopalały, gdy przyszliśmy.
Na jej kolejne słowa nie odpowiedział, rzucając jej jedynie spojrzenie surowego uzdrowiciela numer dwa. Naprawdę, jeśli następnym razem to on zasłabnie przy niej, a w sumie to nawet miał na to dzisiaj jakieś szanse, to będzie gadać, że nie potrzebuje odpoczynku, tylko na przekór Longbottom. O ile, najpierw nie zemdleje oczywiście.
Zacisnął usta i popatrzył na chwilę w taflę wody. Z tego co rozumiał z plotek, Roberts zawsze twierdził, że za śmiercią jego żony stało coś więcej i... No cóż. Miał rację. Cholera, że też nikt nie zorientował się wcześniej, co się tutaj działo. Tyle śmierci można byłoby uniknąć. Widział przecież pozostałości po zabitych mugolach, którzy chcieli się tylko udać na krótki odpoczynek.
– Jakkolwiek to głupio nie zabrzmi, gdyby Roberts nie próbował podpalić lasu pewnie nie znaleźlibyśmy Bagshota – stwierdził jedynie krótko. Wątpił, czy bez "pomocy" korzeni, natrafiliby na Owena.
Gdyby nie to, że musiał przyjrzeć się jej dłonią, najchętniej bardzo dramatycznie położyłby się teraz na trawie. No tak. Było jeszcze przecież ciało, które znalazła Brenna.
– Potrzebujesz pomocy? – spytał, chociaż wiedział jaka będzie jej odpowiedź i że to musimy oznaczało odpowiedni Departament, a nie ich dwójkę.
Przyjrzał się jej dłoniom i zamrugał.
– Hm... – mruknął, marszcząc brwi. Spodziewał się... Nie tego. Dłonie rzeczywiście wyglądały dobrze. I tak na wszelki wypadek oczyścił je specyfikiem, ale nie miały zaraz odpaść i zagoiłyby się szybko bez jakiekolwiek ingerencji uzdrowicieli. – No dobrze. Wyjątkowo miałaś rację. – Ustąpił, chowając wszystko to torby i ponownie biorąc kubek. – Ale wiedz, że byłem podejrzliwy, bo to niecodzienna sytuacja.
Brenna : Basilius 1:1000, aż chciałoby się pomyśleć, ale sam nie wiedział ile razy tak naprawdę to on mial racje, no i chyba jednak musiałby niestety uwzględnić te nieliczne razy, kiedy to on się upierał, że wszystko było dobrze, jednocześnie niemal mdlejąc.
Pokiwał głową.
– Nie wiem czego tobie udało się dowiedzieć, ale tak to biskup Athlewold był magiem, a Triona mugolką. Spalił ją na stosie jako ofiarę do zaklęcia ochronnego tych ziem, a mugole z Carlise wzmacniali rytuał co roku jedynie paleniem kukły. Brenno, to musiało być naprawdę potężne zaklęcie ochronne. Sam nie wiem do końca jak ono działało. – A bardzo chciałby wiedzieć. Nawet nie po to, by je wykorzystać, bo przecież wymagałoby ofiary, a ze zwykłej krukońskiej ciekawości. Lub by zobaczyć, czy nie dałoby się przerobić go na nieco mniej brutalną wersję. – W każdym razie rytuał rzeczywiście z czasem słabł i obejmowała mniejszy teren. Szkoci najechali te tereny pod koniec sierpnia i dlatego niemal im się udało. Po dziesiątym pewnie nie mieliby szans. Ah no i ośrodek, wyspa i katedra zawsze były pod jego działaniem. Tylko, że jakiś czarnoksiężnik zaczął żerować na tej magii, więc skończyło się jak skończyło.
Na jej kolejne słowa nie odpowiedział, rzucając jej jedynie spojrzenie surowego uzdrowiciela numer dwa. Naprawdę, jeśli następnym razem to on zasłabnie przy niej, a w sumie to nawet miał na to dzisiaj jakieś szanse, to będzie gadać, że nie potrzebuje odpoczynku, tylko na przekór Longbottom. O ile, najpierw nie zemdleje oczywiście.
Zacisnął usta i popatrzył na chwilę w taflę wody. Z tego co rozumiał z plotek, Roberts zawsze twierdził, że za śmiercią jego żony stało coś więcej i... No cóż. Miał rację. Cholera, że też nikt nie zorientował się wcześniej, co się tutaj działo. Tyle śmierci można byłoby uniknąć. Widział przecież pozostałości po zabitych mugolach, którzy chcieli się tylko udać na krótki odpoczynek.
– Jakkolwiek to głupio nie zabrzmi, gdyby Roberts nie próbował podpalić lasu pewnie nie znaleźlibyśmy Bagshota – stwierdził jedynie krótko. Wątpił, czy bez "pomocy" korzeni, natrafiliby na Owena.
Gdyby nie to, że musiał przyjrzeć się jej dłonią, najchętniej bardzo dramatycznie położyłby się teraz na trawie. No tak. Było jeszcze przecież ciało, które znalazła Brenna.
– Potrzebujesz pomocy? – spytał, chociaż wiedział jaka będzie jej odpowiedź i że to musimy oznaczało odpowiedni Departament, a nie ich dwójkę.
Przyjrzał się jej dłoniom i zamrugał.
– Hm... – mruknął, marszcząc brwi. Spodziewał się... Nie tego. Dłonie rzeczywiście wyglądały dobrze. I tak na wszelki wypadek oczyścił je specyfikiem, ale nie miały zaraz odpaść i zagoiłyby się szybko bez jakiekolwiek ingerencji uzdrowicieli. – No dobrze. Wyjątkowo miałaś rację. – Ustąpił, chowając wszystko to torby i ponownie biorąc kubek. – Ale wiedz, że byłem podejrzliwy, bo to niecodzienna sytuacja.
Brenna : Basilius 1:1000, aż chciałoby się pomyśleć, ale sam nie wiedział ile razy tak naprawdę to on mial racje, no i chyba jednak musiałby niestety uwzględnić te nieliczne razy, kiedy to on się upierał, że wszystko było dobrze, jednocześnie niemal mdlejąc.
Pokiwał głową.
– Nie wiem czego tobie udało się dowiedzieć, ale tak to biskup Athlewold był magiem, a Triona mugolką. Spalił ją na stosie jako ofiarę do zaklęcia ochronnego tych ziem, a mugole z Carlise wzmacniali rytuał co roku jedynie paleniem kukły. Brenno, to musiało być naprawdę potężne zaklęcie ochronne. Sam nie wiem do końca jak ono działało. – A bardzo chciałby wiedzieć. Nawet nie po to, by je wykorzystać, bo przecież wymagałoby ofiary, a ze zwykłej krukońskiej ciekawości. Lub by zobaczyć, czy nie dałoby się przerobić go na nieco mniej brutalną wersję. – W każdym razie rytuał rzeczywiście z czasem słabł i obejmowała mniejszy teren. Szkoci najechali te tereny pod koniec sierpnia i dlatego niemal im się udało. Po dziesiątym pewnie nie mieliby szans. Ah no i ośrodek, wyspa i katedra zawsze były pod jego działaniem. Tylko, że jakiś czarnoksiężnik zaczął żerować na tej magii, więc skończyło się jak skończyło.