Aryaman Birla
Spokojnie palił i oceniał swoje karty. Uśmiechnął się jednym kącikiem ust do delikatnego dziewczęcia, które spoglądało na niego wyjątkowo intensywnie. Czy powinien już się zacząć martwić tym, że ktoś miesza mu w głowie? Nigdy się tym nie przejmował, bo zauważy, kiedy się to zdarzy. Tego był pewien w swojej wrodzonej arogancji.
— Mogę uosabiać Vritrę, smoka, który zatrzymał całą wodę w niebiosach i został pokonany lub Kamadewę. Już wspominałem naszej gospodyni o święcie Koli. Bóg miłości, spalony i przywrócony przez Śiwę jako myśl, podkreślając w ten sposób, że miłość jest stanem umysłu, a nie wyłącznie fizyczną rozkoszą — odpowiedział, dokładając miękko wymienione karty. Płynne ruchy rzeczywiście mogły przypominać wodę, ale całe nieco wiotke zachowanie można było dopisać też do tego gadziego usposobienia. Jedni ukrywali swoje przypadłości jak najdłużej, inni zanurzali się w nich, nawet jeśli wykluczało ich to zupełnie z mugolskiego towarzystwa.
Ostatecznie, podczas licytacji, Aryaman postawił aż czterdzieści żetonów wyrównując i zostając z oszałamiającą dziesiątką. Najwyżej coś zastawi. Jak się bawić, to bawić.
Patrząc na Anthony'ego, który pasuje, cmoknął z dezaprobatą wobec niego. Czy on dał sobie rozdwoić język na rzecz odgrywanej roli? Czasami trzeba zapomnieć o sobie i o swoim ego, porwać się sztuce i nie zastanawiać nad tym, co głosi serce. Zdradliwa suka.
— Czy żeby coś zastawić, trzeba odejść od stolika? Nie chciałbym przerywać od gry — dopytał krupiera.
Położył karty koszulkami do dołu, a do papierosa w dłoni dołączyła szklaneczka z alkoholem. Nie byli barbarzyńcami, nie będą siedzieć o suchym pysku.