07.07.2024, 18:41 ✶
Możliwe, że Trelawney chodzący za Vaklem czasem niemal jak jego cień był już dla Annie na tyle normalnym widokiem, że po prostu nie potrafiła odciąć jego osoby od pachołka swojego męża, a może nieświadomie zauważała w tej rozmowie coś dziwnego, czego nie chciało jej się w tej chwili analizować. Niekoniecznie z lenistwa. Raczej z nieprzyjemnego poczucia, że może ją zaprowadzić do kolejnych wniosków, w których znów okazywało się, że to ona ostatecznie zostawała z niczym. Jedynie posmakiem popiołu, którym była kiedyś słodycz spokojnego i szczęśliwego życia.
Nie mogła powstrzymać unoszących się kącików ust, choć w tej sytuacji zapewne grymas ten wyrażał jedynie czystą ironię sytuacji. Znała swojego męża, wiedziała o jego przyzwyczajeniach, gestach, o tym co lubi i czego nienawidzi. Jeszcze niedawno był jej oparciem, sztucznym i zakłamanym, a jednak czuła się w stworzonej przez siebie bańce bezpiecznie, choć tak naprawdę nigdy jej do końca nie chciała. Myślała, że nie chciała.
A teraz Vakel był jej największą zmorą, wyrazem porażki i prawdopodobnie zmarnowanych lat, jego i jej.
Sama nie rozumiała, czemu to tyle ciągnęła. Czego się spodziewała? Szczęśliwego zakończenia?
- Panie Trelawney, wydaje się Pan rozsądnym człowiekiem. Może trochę butnym, skoro rozumie Pan sytuację, a jednak nadal wdał się Pan ze mną w tę dyskusję. Mam więc nadzieję, że będzie Pan w całej tej sytuacji ostrożny i nie będzie Pan próbował porwać się na coś, czego nie ma Pan możliwości unieść - mówiła, obserwując twarz mężczyzny.
Chciał zobaczyć jak tonie?
Ha, pewnie nie był pierwszą osobą która tak pomyślała. Annie wiedziała, że czasem ciężko było zdobyć się o sympatię dla jej osoby. W tej sytuacji nawet lepiej niż zwykle, bo tym razem powód był konkretny i sama na miejscu kogoś, kto był blisko Dolohova już dawno podjęłaby jakieś środki.
Vakel jednak dbał o reputację bardziej niż ktokolwiek i zmiażdżenie żony pod stosem własnych publikacji raczej nie zostałoby dobrze odebrane. Peregrinus to wiedział i bał się zrobić cokolwiek, co nie spodobałoby się Vakelowi, przyszedł jednak w progi jej gabinetu i prawie jej groził, czując się pewnie bezpiecznie, myśląc, że Annie będzie bała się naruszyć aktualnego zawieszenia broni z własnym mężem.
Widać jej nie znał.
Nie przestając się uśmiechać, wyciągnęła różdżkę z kieszeni szaty i wycelowała w podłogę pod Peregrinusem, chcąc zmienić transmutować podłogę pod nim w warstwę ruchomych piasków, na tyle grubą, by zapadł się chociaż do pasa.
Cóż, nie tylko ona mogła utonąć.
Na transmutację podłogi
Nie mogła powstrzymać unoszących się kącików ust, choć w tej sytuacji zapewne grymas ten wyrażał jedynie czystą ironię sytuacji. Znała swojego męża, wiedziała o jego przyzwyczajeniach, gestach, o tym co lubi i czego nienawidzi. Jeszcze niedawno był jej oparciem, sztucznym i zakłamanym, a jednak czuła się w stworzonej przez siebie bańce bezpiecznie, choć tak naprawdę nigdy jej do końca nie chciała. Myślała, że nie chciała.
A teraz Vakel był jej największą zmorą, wyrazem porażki i prawdopodobnie zmarnowanych lat, jego i jej.
Sama nie rozumiała, czemu to tyle ciągnęła. Czego się spodziewała? Szczęśliwego zakończenia?
- Panie Trelawney, wydaje się Pan rozsądnym człowiekiem. Może trochę butnym, skoro rozumie Pan sytuację, a jednak nadal wdał się Pan ze mną w tę dyskusję. Mam więc nadzieję, że będzie Pan w całej tej sytuacji ostrożny i nie będzie Pan próbował porwać się na coś, czego nie ma Pan możliwości unieść - mówiła, obserwując twarz mężczyzny.
Chciał zobaczyć jak tonie?
Ha, pewnie nie był pierwszą osobą która tak pomyślała. Annie wiedziała, że czasem ciężko było zdobyć się o sympatię dla jej osoby. W tej sytuacji nawet lepiej niż zwykle, bo tym razem powód był konkretny i sama na miejscu kogoś, kto był blisko Dolohova już dawno podjęłaby jakieś środki.
Vakel jednak dbał o reputację bardziej niż ktokolwiek i zmiażdżenie żony pod stosem własnych publikacji raczej nie zostałoby dobrze odebrane. Peregrinus to wiedział i bał się zrobić cokolwiek, co nie spodobałoby się Vakelowi, przyszedł jednak w progi jej gabinetu i prawie jej groził, czując się pewnie bezpiecznie, myśląc, że Annie będzie bała się naruszyć aktualnego zawieszenia broni z własnym mężem.
Widać jej nie znał.
Nie przestając się uśmiechać, wyciągnęła różdżkę z kieszeni szaty i wycelowała w podłogę pod Peregrinusem, chcąc zmienić transmutować podłogę pod nim w warstwę ruchomych piasków, na tyle grubą, by zapadł się chociaż do pasa.
Cóż, nie tylko ona mogła utonąć.
Na transmutację podłogi
Rzut Z 1d100 - 32
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 28
Akcja nieudana
Akcja nieudana