07.07.2024, 23:53 ✶
Odwaga nigdy nie należała do jego mocnych stron. Zawsze był cichy, wycofany i cholernie niepewny. Rzadko kiedy próbował nowych rzeczy, a jeśli już się tak zdarzyło, było to wynikiem miesięcy przygotowań mentalnych. Cedric lubił swoje życie, głównie dlatego, że wszystko w nim znał. Może dlatego tak kurczowo trzymał się tej pracy w Mungu, przesiadując tam nawet po godzinach? Z pewnością nie było to zdrowe ani też normalne, ale to właśnie praca i ten cholerny pracoholizm pomogły mu przetrwać rozstanie z Dandelion. Nawet gdy sypało mu się życie, to jedno miejsce pozostawało niezmienne. Przez te tygodnie tylko tam czuł się bezpiecznie. Monotonne przyjmowanie kolejnych pacjentów wypełniało kolejne godziny jego życia, pozwalając mu chociaż na chwilę skupić się na czymś innym niż przykrym fakcie, że nikomu na nim nie zależało. W tamtym okresie był wręcz przekonany, że nie czeka go już nic dobrego. Żył z tą myślą do dnia, czy raczej wieczoru, gdy na jego drodze stanęła Viorica.
W pierwszej chwili nawet nie przykładał do tego większej wagi. Ot kolejna znajoma z czasów szkolnych, która potrzebuje recepty. Krótka rozmowa, diagnoza i zniknie z jego życia na kilka kolejnych lat. Tak jak wszyscy inni. W tamtym momencie nawet nie podejrzewał, że to losowe spotkanie może tak bardzo wpłynąć na jego życie. Jak? Wciąż nie był w stanie na to odpowiedzieć, ale już sama jego obecność na Lammas świadczyła, że nie jest to zwykła znajomość. Bo przecież rzadko kiedy uczęszczał na tego typu imprezy, a gdyby tego było mało — zrezygnował dla niej z dyżuru. Brzmiało to może nieco absurdalnie, ale trzeba pamiętać, że mówimy o Cedricu.
Nie byli parą, w zasadzie to nawet nie randkowali. Na pierwszy rzut oka nie łączyło ich nic więcej, a jednak nie potrafił wyrzucić jej z głowy. Spędzał z nią coraz więcej czasu i wcale nie chciał się zatrzymywać. Pierwszy raz od naprawdę dawna naprawdę czuł chęć do życia.
— No widziałem, ale... niech będzie, dam radę — rzucił w końcu, tuż po tym jak wspomniała o jakiejś loterii. Nie wiedział nawet, co można było na niej wygrać, ale skoro chciała się na to załapać, czemu miałby jej nie pomóc. — Jeśli nie jesteś pewna godzin otwarcia, to może lepiej nie zwlekać? Mamy mniej klientów, także to chyba dobry moment? — dodał jeszcze, posyłając jej pytające spojrzenie. Głęboko w środku aż się wzdrygał na myśl zostania z tym wszystkim samemu, ale po prostu nie potrafił jej odmówić. Nie miał też ignorować tych rażących braków w zdrowym rozsądku. — Jeśli wszystko będzie zamknięte, to zaciągnę cię do mnie. Uprzedzam — rzucił, grożąc jej palcem. Tak na wszelki wypadek, gdyby chciała przedłużyć stoisko na tyle, żeby akurat nie mieli gdzie i czego zjeść. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że mogło to zabrzmieć dość dwuznacznie.
Speszył się nieco, gdy wspomniała o nocowaniu. Wciąż było mu głupio za to, że się przy niej upił. Niepokoiło go też, że wspomnienia tamtego wieczoru były dla niego nieco mgliste, ale chyba było okey? W końcu powiedziałaby mu, gdyby zrobił coś niestosownego.
Cieszyło go, że Vior faktycznie zaczęła planować rozwijanie swojego biznesu. Co prawda na detalach takich rzeczy się nie znał, ale ewidentnie brzmiało to, jakby miała na to konkretny plan. Patrząc na popularność jej towarów na Lammas, nie powinna się nawet zastanawiać.
Gdy temat przeszedł na odwiedzenie Doliny, oczy rozbłysły mu nieco bardziej. Naprawdę dawno nie był w tym miejscu, ale och, naprawdę lubił tam być. Tyle miłych wspomnień no i oczywiście znajomych twarzy. Tak, Menodora wpadła na wręcz genialny pomysł. Z racji na to, że idea wyszła od niej, nie wtrącał się, gdy opisywała Warownię. — Skoro już tam będziemy, to może pochwalisz się nam jakimiś swoimi wytworami? Obiecuję wziąć mieszek i coś kupić — rzucił jeszcze, naprawdę ucieszony wizją takiego wypadu. Gdy zaoferowała pomoc przy składaniu stoiska, pokiwał głową, zerkając jeszcze w stronę Vior, chcąc mieć pewność, że jej to nie przeszkadza. W sumie to nie powinno, ale zadział tutaj odruchowo. Na odchodne jeszcze ją uściskał, obiecując w najbliższym czasie napisać list i ustalić plan planowanej wycieczki. Co prawda niedługo mieli wyjechać nad jezioro, ale miało to trwać raptem kilka dni, także odwiedzenie Doliny mogli umówić, gdy tylko wrócą.
Był tym wszystkim zaabsorbowany na tyle mocno, że dopiero po kilku sekundach odnotował pojawienie się nowych osób. Najpierw Atreus, a teraz... Crow. Oczywiście podał mu rękę, szczerze się przy tym uśmiechając, ale widać było, że nieco się zaskoczył. Z jakiegoś powodu nie tak wyobrażał sobie przyjaciół Vior. — Cedric, miło mi Was poznać — mówiąc to, wysunął jeszcze dłoń w stronę Laurenta. — Zaraz, to Ty przed chwilą występowałeś, prawda? Nie mogłem podejść pod scenę, ale nawet stąd robiło to spore wrażenie. Zajmujesz się tym zawodowo? — rzucił jeszcze, zerkając z ciekawością na Crowa.
W pierwszej chwili nawet nie przykładał do tego większej wagi. Ot kolejna znajoma z czasów szkolnych, która potrzebuje recepty. Krótka rozmowa, diagnoza i zniknie z jego życia na kilka kolejnych lat. Tak jak wszyscy inni. W tamtym momencie nawet nie podejrzewał, że to losowe spotkanie może tak bardzo wpłynąć na jego życie. Jak? Wciąż nie był w stanie na to odpowiedzieć, ale już sama jego obecność na Lammas świadczyła, że nie jest to zwykła znajomość. Bo przecież rzadko kiedy uczęszczał na tego typu imprezy, a gdyby tego było mało — zrezygnował dla niej z dyżuru. Brzmiało to może nieco absurdalnie, ale trzeba pamiętać, że mówimy o Cedricu.
Nie byli parą, w zasadzie to nawet nie randkowali. Na pierwszy rzut oka nie łączyło ich nic więcej, a jednak nie potrafił wyrzucić jej z głowy. Spędzał z nią coraz więcej czasu i wcale nie chciał się zatrzymywać. Pierwszy raz od naprawdę dawna naprawdę czuł chęć do życia.
— No widziałem, ale... niech będzie, dam radę — rzucił w końcu, tuż po tym jak wspomniała o jakiejś loterii. Nie wiedział nawet, co można było na niej wygrać, ale skoro chciała się na to załapać, czemu miałby jej nie pomóc. — Jeśli nie jesteś pewna godzin otwarcia, to może lepiej nie zwlekać? Mamy mniej klientów, także to chyba dobry moment? — dodał jeszcze, posyłając jej pytające spojrzenie. Głęboko w środku aż się wzdrygał na myśl zostania z tym wszystkim samemu, ale po prostu nie potrafił jej odmówić. Nie miał też ignorować tych rażących braków w zdrowym rozsądku. — Jeśli wszystko będzie zamknięte, to zaciągnę cię do mnie. Uprzedzam — rzucił, grożąc jej palcem. Tak na wszelki wypadek, gdyby chciała przedłużyć stoisko na tyle, żeby akurat nie mieli gdzie i czego zjeść. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że mogło to zabrzmieć dość dwuznacznie.
Speszył się nieco, gdy wspomniała o nocowaniu. Wciąż było mu głupio za to, że się przy niej upił. Niepokoiło go też, że wspomnienia tamtego wieczoru były dla niego nieco mgliste, ale chyba było okey? W końcu powiedziałaby mu, gdyby zrobił coś niestosownego.
Cieszyło go, że Vior faktycznie zaczęła planować rozwijanie swojego biznesu. Co prawda na detalach takich rzeczy się nie znał, ale ewidentnie brzmiało to, jakby miała na to konkretny plan. Patrząc na popularność jej towarów na Lammas, nie powinna się nawet zastanawiać.
Gdy temat przeszedł na odwiedzenie Doliny, oczy rozbłysły mu nieco bardziej. Naprawdę dawno nie był w tym miejscu, ale och, naprawdę lubił tam być. Tyle miłych wspomnień no i oczywiście znajomych twarzy. Tak, Menodora wpadła na wręcz genialny pomysł. Z racji na to, że idea wyszła od niej, nie wtrącał się, gdy opisywała Warownię. — Skoro już tam będziemy, to może pochwalisz się nam jakimiś swoimi wytworami? Obiecuję wziąć mieszek i coś kupić — rzucił jeszcze, naprawdę ucieszony wizją takiego wypadu. Gdy zaoferowała pomoc przy składaniu stoiska, pokiwał głową, zerkając jeszcze w stronę Vior, chcąc mieć pewność, że jej to nie przeszkadza. W sumie to nie powinno, ale zadział tutaj odruchowo. Na odchodne jeszcze ją uściskał, obiecując w najbliższym czasie napisać list i ustalić plan planowanej wycieczki. Co prawda niedługo mieli wyjechać nad jezioro, ale miało to trwać raptem kilka dni, także odwiedzenie Doliny mogli umówić, gdy tylko wrócą.
Był tym wszystkim zaabsorbowany na tyle mocno, że dopiero po kilku sekundach odnotował pojawienie się nowych osób. Najpierw Atreus, a teraz... Crow. Oczywiście podał mu rękę, szczerze się przy tym uśmiechając, ale widać było, że nieco się zaskoczył. Z jakiegoś powodu nie tak wyobrażał sobie przyjaciół Vior. — Cedric, miło mi Was poznać — mówiąc to, wysunął jeszcze dłoń w stronę Laurenta. — Zaraz, to Ty przed chwilą występowałeś, prawda? Nie mogłem podejść pod scenę, ale nawet stąd robiło to spore wrażenie. Zajmujesz się tym zawodowo? — rzucił jeszcze, zerkając z ciekawością na Crowa.