Myślała, że udało jej się już wywinąć z tej nie do końca komfortowej sytuacji, nie odetchnęła jednak z ulgą, jeszcze nie pozwolił jej odejść. Straszna kraksa, zastanawiała się, jak długo zejdzie jej na przekabacaniu mężczyzny. Miała wrażenie, że brygadziści są zdecydowanie łatwiejsi w obsłudze, nie wyglądali na specjalnie inteligentnych, gdyby tak było to przecież znaleźliby się w gronie aurorów, a nie jakichś tam krawężników.
Ech, wyglądał jakby myślał, jakby się nad czymś mocno zastanawiał, niedobrze, bardzo niedobrze. Jeszcze przed kilkoma sekundami widziała siebie pędzącą do ministerstwa z tą przeklętą skrzynką, teraz jednak ta wizja odsuwała się w czasie. Przeczuwała, że szybko go nie opuści.
Nie zamierzała go oszukiwać. To nie był sposób jej działania, nie wymyśli mu numeru legitymacji na poczekaniu, trochę jednak musiała nagiąć prawdę. Nie chciała, aby cokolwiek doszło do jej matki, postanowiła więc nieco podkoloryzować swoje dane osobowe. - Niestety, nie wzięłam ze sobą legitymacji, mam na nazwisko Shafiq, zapewne kojarzy pan mojego ojca Anthony'ego, jest ważnym człowiekiem w ministerstwie, na pewno by się zdenerwował, gdyby się dowiedział, że tak długo zajęło mi przyniesienie tej skrzynki. - Nie było to przecież całkowite kłamstwo, w końcu Anthony był jej ojcem, może tylko chrzestnym, tylko co to za różnica, skoro ten prawdziwy i tak już dawno nie żył?
Sukces!
Sukces!
znowu charyzma
Czekała na to, co zrobi mężczyzna. Nie miała pojęcia, jak odbierze jej słowa, nie kręciła przecież, każdemu mogło się zdarzyć zapomnienie legitymacji służbowej, czyż nie? Szczególnie kiedy był takim młodym pracownikiem, który dopiero zaczynał swój staż. Miała nadzieję, że będzie w stosunku do niej wyrozumiały.