08.07.2024, 21:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.07.2024, 21:36 przez The Overseer.)
Przy ognisku z Alastorem
Miło ze strony Bren, że mnie zaprosiła - tak sobie pomyślałem, zaskoczony, że właściwie wciąż o mnie pamiętała. Pewnie dzięki - albo przez - ostatnią wizytację BUMu w cyrku, kiedy to okazała się być panią kontrolerką standardów przepisowych na naszym nowym miejscu w Londynie, a przy okazji również właśnie funkcjonariuszka BUMu. Niebywałe, że miałem takie znajomości! I właściwie chwała, że to na nią trafiło, a nie jakiegoś służbistę, bo pewnie byłoby teraz z nami gorzej, o wiele gorzej.
Starałem się o tym nie myśleć. Ostatnimi czasy miałem naprawdę sporo trosk, a nie chciałem ludziom smęcić przy ognisku, więc siedziałem sobie grzecznie i piekłem kiełbasę. Chciałem siedzieć sobie grzecznie, wolny od wszelkich negatywnych uczuć i piec kiełbasę, ale się nie dało, bo tuż nieopodal stała Norka od tej Nory Nory, Słodka Nora, ale czy taka słodka to już może bym nie orzekał tak szybko, bo jej obecności z kolei przywiała wraz z miłym, chłodnym powietrzem gorzki posmak porażki i pustki, i pustki, a także porażki. Była z kimś. Ewidentnie szczęśliwa. Najwyraźniej zbyt ostro oceniałem Flynna w ramach romansów ze wszystkimi, ale... ale to i tak nie zmieniłoby nic.
E tam! Uparcie odwróciłem się do gościa, który siedział gdzieś po mojej prawej stronie i też zajmował się kiełbasą. Skinąłem, chcąc się... przywitać? Czy to już kiedyś nastąpiło?
- Co sądzisz o tych mugolskich samolotach pasażerskich...? Na co dzień podróżuję mugolskimi samochodami, ale samoloty... Ciekawe, jak to działa - zagaiłem, zastanawiając się przy okazji, czy nie weźmie mnie za wariata? Choć to nie byłby pierwszy ani ostatni raz.
Ale, tak na dobrą sprawę, nie mogłem sobie tego wyobrazić... W jaki sposób to się wzbijało w powietrze, skoro nie miało ptasich skrzydeł, ani szczypty magii? Statkami czy promami pływałem na niewielkie dystanse, ale samoloty... Chyba bym się obawiał. Na dobrą sprawę, nawet nie potrafiłem latać na miotle, więc o czym to ja w ogóle mówiłem?
- Cóż... Jesteś z rodziny Bren? - zapytałem po chwili, starając się zmienić ten skomplikowany temat. Nie zawsze to, co pierwsze nasuwało się na myśl, było najodpowiedniejszym. Spojrzałem na trzymaną w dłoni muszę i z ciekawości zarzuciłem ją sobie na szyję. Znając życie, to nie była tylko i wyłącznie ozdóbka.
!zaklętamuszla
Miło ze strony Bren, że mnie zaprosiła - tak sobie pomyślałem, zaskoczony, że właściwie wciąż o mnie pamiętała. Pewnie dzięki - albo przez - ostatnią wizytację BUMu w cyrku, kiedy to okazała się być panią kontrolerką standardów przepisowych na naszym nowym miejscu w Londynie, a przy okazji również właśnie funkcjonariuszka BUMu. Niebywałe, że miałem takie znajomości! I właściwie chwała, że to na nią trafiło, a nie jakiegoś służbistę, bo pewnie byłoby teraz z nami gorzej, o wiele gorzej.
Starałem się o tym nie myśleć. Ostatnimi czasy miałem naprawdę sporo trosk, a nie chciałem ludziom smęcić przy ognisku, więc siedziałem sobie grzecznie i piekłem kiełbasę. Chciałem siedzieć sobie grzecznie, wolny od wszelkich negatywnych uczuć i piec kiełbasę, ale się nie dało, bo tuż nieopodal stała Norka od tej Nory Nory, Słodka Nora, ale czy taka słodka to już może bym nie orzekał tak szybko, bo jej obecności z kolei przywiała wraz z miłym, chłodnym powietrzem gorzki posmak porażki i pustki, i pustki, a także porażki. Była z kimś. Ewidentnie szczęśliwa. Najwyraźniej zbyt ostro oceniałem Flynna w ramach romansów ze wszystkimi, ale... ale to i tak nie zmieniłoby nic.
E tam! Uparcie odwróciłem się do gościa, który siedział gdzieś po mojej prawej stronie i też zajmował się kiełbasą. Skinąłem, chcąc się... przywitać? Czy to już kiedyś nastąpiło?
- Co sądzisz o tych mugolskich samolotach pasażerskich...? Na co dzień podróżuję mugolskimi samochodami, ale samoloty... Ciekawe, jak to działa - zagaiłem, zastanawiając się przy okazji, czy nie weźmie mnie za wariata? Choć to nie byłby pierwszy ani ostatni raz.
Ale, tak na dobrą sprawę, nie mogłem sobie tego wyobrazić... W jaki sposób to się wzbijało w powietrze, skoro nie miało ptasich skrzydeł, ani szczypty magii? Statkami czy promami pływałem na niewielkie dystanse, ale samoloty... Chyba bym się obawiał. Na dobrą sprawę, nawet nie potrafiłem latać na miotle, więc o czym to ja w ogóle mówiłem?
- Cóż... Jesteś z rodziny Bren? - zapytałem po chwili, starając się zmienić ten skomplikowany temat. Nie zawsze to, co pierwsze nasuwało się na myśl, było najodpowiedniejszym. Spojrzałem na trzymaną w dłoni muszę i z ciekawości zarzuciłem ją sobie na szyję. Znając życie, to nie była tylko i wyłącznie ozdóbka.
!zaklętamuszla