09.07.2024, 07:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.07.2024, 07:53 przez Lorien Mulciber.)
M. Moonshine > Château des Dragons
Prawdę powiedziawszy Lorien już nie bardzo interesowało, co się w tym momencie działo na stoisku Sophie. Już nie. Mogliby sobie wystawić cały karton tych… świeczek, a kobieta wzruszyłaby ramionami i poszła w swoją stronę. Kogo próbowali oszukać? Kto miał wiedzieć, ten już wiedział, choć na ocenę skali zniszczenia przyjdzie czas później. Plotki między czarodziejami rozchodziły się z prędkością światła. Teraz należało już tylko siedzieć cicho i liczyć, że sprawa sama się uspokoi za jakiś czas.
Uniosła lekko brwi, gdy Charlie nagle zrezygnował. Nie chciał iść? Przez Lyssę? To było co najmniej dziwne. Przecież była w stanie upilnować dwójki. Zakładając, że nie byli malutkimi dziećmi i nie musiałaby ich przykleić do siebie zaklęciem nietrwałego przylepca. Albo wyczarować magicznych szelek i smyczy, co by się nie rozbiegli na wszystkie strony.
Ale nie zamierzała go specjalnie przekonywać do spaceru - po wszystkim co się zadziało może wolał zostać blisko stoiska z kadzidłami? Być na zawołanie ojca czy wuja? Jeśli tak - musiała przyznać, że decyzja była wyjątkowo odpowiedzialna. Nie podejrzewała go o to.
Dlatego nie naciskała dalej. Zerknęła za to jeszcze raz po swojej gromadce przy Mulciber Mooshine. Machnęła delikatnie ręką, przywołując do siebie Lyssę, gdy ta stwierdziła, że chętnie się przejdzie. Cudownie. Jeśli Charlie albo Leonard chcieli do nich dołączyć - zawsze mogli to zrobić nieco później.
Ruszyły w nieco rozrzedzający się tłum. Trochę osób już wróciło do domu lub kłębiło się przy scenie, na której… Odwróciła się w tamtą stronę słysząc znajomy, choć wzmocniony zaklęciem głos Longbottoma. Złodziej różdżek?
Zapewne, gdyby tylko Lorien przez moment interesowała się występami czy trwającą loterię i odkryłaby, że Morpheus właśnie został wytypowany do grania worka treningowego w kursie samoobrony, już by tam była. Ale Fortuna musiała czuwać nad biednym Longbottomem, bo oszczędziła mu tym razem widoku typowej Lorkowej miny p.t. “Nie dam ci tego zapomnieć do końca życia.” , gdy już tak będzie leżał rozwalony na łopatki na deskach sceny.
Tracąc zainteresowanie sceną, której i tak nie widziała, skupiła się na kocie panny Mulciber, który wylegiwał się i wdzięczył w jej objęciach. Zdążyły już odejść kawałek od rodzinnego stoiska.
- Cóż to za pocieszne stworzenie?- Nie pogłaskała go; nawet się nie zbliżyła jakoś szczególnie. Zdarzało się, co prawda nieczęsto, ale Lorien starała się zawsze dmuchać na zimne, że koty wyczuwały jej ptasią naturę.
Propozycja przejścia się po stoiskach i zapewne odreagowania wszystkich negatywnych emocji małym zakupowym szaleństwem brzmiała bardzo dobrze.
- Co powiesz zatem, żebyśmy wpierw odwiedziły mojego drogiego przyjaciela?- Zapytała, choć pytanie to można było uznać za retoryczne. Już prowadziła Lyssę w stronę Château des Dragons. Nawet jeśli nie zamierzała zostawać tam dłużej, to była pierwsza okazja od…. dawna by zamienić z Shafiq’iem parę słów. Może posmakować jakichś nowości ze słonecznej Francji.