09.07.2024, 09:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.07.2024, 10:52 przez Anthony Shafiq.)
Południowe Stragany, stoisko Potterów
razem z Jonathanem kupuje u Brenny perfumy, macham do Loraine i odłączam się na moment, by poplotkować z dawno niewidzianą przyjaciółką
razem z Jonathanem kupuje u Brenny perfumy, macham do Loraine i odłączam się na moment, by poplotkować z dawno niewidzianą przyjaciółką
Prychnął pogardliwie na sugestie Jonathana. On i Apollo? W którym niby świecie? Niepomny zupełnie na to, że od lat otaczał się wianuszkiem pięknych, inspirujących kobiet, wypisz wymaluj pasowałyby przecież na muzy! O ileż uroda była z pozoru oczywistym kryterium, Anthony stawiał przede wszystkim na sprawny i cięty język, który musiał dorównywać poziomowi zarówno ogłady jak wiedzy. A jednak porównanie do Apolla go obruszało. Możliwe, że był zbyt zasiedziały w swoim własnym osądzie w tej sprawie:
– Nie mój drogi. Hades na prawdę nigdy mnie nie obrażał, a Somnia to wypisz wymaluj Bachus w najczystszej odsłonie. Te wszystkie wizje to po prostu pijackie majaki, ot co! – Poprawił wstęgę, wygładził materiał. Nie był pewien, może powinien już ją zdjąć? Ciążyła mu na barku.
Widok Brenny za stoiskiem zaskoczył go. Czyżby przekwalifikowanie? Zdawał sobie sprawę, że z jakiś powodów znają się z Jonathanem lepiej, co dziwiło go nieco, ale nie wnikał za bardzo w naturę tej relacji. W końcu w świecie czarodziejów, szczególnie czystokrwistych, każdy znał każdego czyż nie?
– Wezmę oba w takim razie – odpowiedział gładko, zaintrygowany mocno faktem, jak trafnie kobieta określiła zapachy, które mogłyby mu odpowiadać w codziennych obowiązkach. Nie było tam co prawda żywicznych tonów, ale te rzeczywiście miał zarezerwowane tylko na swoje samotne wieczory, na momenty, kiedy po prostu chciał od wszystkich odpocząć. Nie sięgał po ten zapach otoczony tłumem. Tymczasem zwłaszcza ów czarna herbata przykuła jego uwagę. Lubił ten zapach. Nawet bardzo.
– Daj się skusić, nie wiesz, że Longbottomom się nie odmawia? Tak działa przecież magia ich krwi. – Oczywiście Anthony wiedział, że nie tak działa wyzywanie na pojedynek, nie był też świadomy, że Brenna odziedziczyła inne talenty po kądzieli. Nie miało to jednak znaczenia. Gdy odwrócił się do Jonathana, dostrzegł zmierzającą do domu smoka Lorien.
– Wybaczcie na moment, Jonathan nasza umowa pozostaje w mocy, muszę zamienić kilka słów z sędziną i uratować ją przed ubiegłorocznym rocznikiem. Dajcie mi chwilę – rzucił pospiesznie poklepując przyjaciela po ramionach i w długich krokach zrównał się z przyjaciółką i jej towarzyszką.
– Kogo moje oczy widzą! – przywitał je jowialnie. – Czyżby naszła Wasz ochota na wino? Dla tak wyjątkowych osób, wyjątkowa degustacja, co Wy na to? – mówił na tyle głośno, by Tahira go słyszała i rychło otworzyła pod ladą butelkę, a nie nalewała jego gościom z beczek.
– Nie mój drogi. Hades na prawdę nigdy mnie nie obrażał, a Somnia to wypisz wymaluj Bachus w najczystszej odsłonie. Te wszystkie wizje to po prostu pijackie majaki, ot co! – Poprawił wstęgę, wygładził materiał. Nie był pewien, może powinien już ją zdjąć? Ciążyła mu na barku.
Widok Brenny za stoiskiem zaskoczył go. Czyżby przekwalifikowanie? Zdawał sobie sprawę, że z jakiś powodów znają się z Jonathanem lepiej, co dziwiło go nieco, ale nie wnikał za bardzo w naturę tej relacji. W końcu w świecie czarodziejów, szczególnie czystokrwistych, każdy znał każdego czyż nie?
– Wezmę oba w takim razie – odpowiedział gładko, zaintrygowany mocno faktem, jak trafnie kobieta określiła zapachy, które mogłyby mu odpowiadać w codziennych obowiązkach. Nie było tam co prawda żywicznych tonów, ale te rzeczywiście miał zarezerwowane tylko na swoje samotne wieczory, na momenty, kiedy po prostu chciał od wszystkich odpocząć. Nie sięgał po ten zapach otoczony tłumem. Tymczasem zwłaszcza ów czarna herbata przykuła jego uwagę. Lubił ten zapach. Nawet bardzo.
– Daj się skusić, nie wiesz, że Longbottomom się nie odmawia? Tak działa przecież magia ich krwi. – Oczywiście Anthony wiedział, że nie tak działa wyzywanie na pojedynek, nie był też świadomy, że Brenna odziedziczyła inne talenty po kądzieli. Nie miało to jednak znaczenia. Gdy odwrócił się do Jonathana, dostrzegł zmierzającą do domu smoka Lorien.
– Wybaczcie na moment, Jonathan nasza umowa pozostaje w mocy, muszę zamienić kilka słów z sędziną i uratować ją przed ubiegłorocznym rocznikiem. Dajcie mi chwilę – rzucił pospiesznie poklepując przyjaciela po ramionach i w długich krokach zrównał się z przyjaciółką i jej towarzyszką.
– Kogo moje oczy widzą! – przywitał je jowialnie. – Czyżby naszła Wasz ochota na wino? Dla tak wyjątkowych osób, wyjątkowa degustacja, co Wy na to? – mówił na tyle głośno, by Tahira go słyszała i rychło otworzyła pod ladą butelkę, a nie nalewała jego gościom z beczek.