09.07.2024, 11:12 ✶
Oczywiście, że Laurent go nie posłuchał. W tej kwestii byli niesamowicie do siebie podobni - obaj ryzykowali własne życia w imię... czego, właściwie? Postąpienia słusznie? Świadomości, że zrobiło się coś dobrego? Poczucia bycia potrzebnym? To nie prowadziło do niczego dobrego. Cierń irytacji wbił się w jego psyche; nic chyba bardziej nie mierziło niż własne cechy widziane w innych ludziach. Zwłaszcza, jeśli zauważało się, jak nierozsądne było własne zachowanie.
— Ma złą aurę — szepnął jeszcze raz błagalnie, mając nadzieję, że to zmusi Laurenta do refleksji. Ale tak się nie stało - a nawet jeśli, to żaden z nich nie miał szans na reakcję, kiedy Adria chwyciła biedną fokę i zanurzyła jej głowę w kotle. To wywołało w nim prawdziwy gniew; zacisnął mocniej palce na różdżce i ponowny raz użył nekromancji. Nie obchodziło go, że sprawi jej tym ból - on chciał sprawić jej ból za to, że ośmieliła się położyć swoje oślizgłe łapy na jego... kim? Znajomym? Przyjacielu? Obiekcie westchnień? Na pewno kimś bardzo ważnym dla Perseusa.
Kiedy Laurent uniósł się znad kotła jego ciało rozluźniło się w uldze, że nic mu się nie stało, że zawartość naczynia nie poparzyła selkie lub nie skrzywdziła jej w inny sposób. Prędko jednak przekonał się, że był w błędzie - fizycznie może i Prewettowi nic nie dolegało, ale nienawiść w jego oczach przeraziła nawet jego, magipsychiatrę. Z ust wyrwało się westchnienie bólu, kiedy Laurent go ugryzł. W pierwszym odruchu chciał wyszarpać rękę z uścisku foczych szczęk, ale w porę się opanował. Zdawał sobie sprawę z tego, że w ten sposób może tylko sobie zaszkodzić i rozszarpać rany. Po drugie - jego czarna jak noc krew miała właściwości halucynogenne i mogła na moment odwrócić uwagę Prewetta od prób ataku.
Na tym, co działo się wokół nie skupiał szczególnej uwagi. Nie z powodu ignorancji, ale chaosu, z którego nie był w stanie niczego wywnioskować. Poza tym miał swoje małe zmartwienie, wbijające ostre zęby w jego rękę. Słyszał za sobą jakiś ruch i przeklinającą Victorię (gdyby nie okoliczności, być może by się uśmiechnął) i miał głęboką nadzieję, że radzi sobie świetnie. Jego spojrzenie prześlizgnęło się po pozostałych, a upewniwszy się, że nadal żyją, znów skierował się w stronę Laurenta.
Przełknij ślinę, połknij krew, którą masz w ustach. Będzie przyjemnie, zobaczysz, myślał ze smutkiem. Po przecież oprócz wywoływania halucynacji, krew Blacków miała inną cechę - była trująca. Miał jednak nadzieję, że taka ilość mu nie zaszkodzi...
Rzucam na nekromancję - kolejny raz Exumei - żeby osłabić Adrię
— Ma złą aurę — szepnął jeszcze raz błagalnie, mając nadzieję, że to zmusi Laurenta do refleksji. Ale tak się nie stało - a nawet jeśli, to żaden z nich nie miał szans na reakcję, kiedy Adria chwyciła biedną fokę i zanurzyła jej głowę w kotle. To wywołało w nim prawdziwy gniew; zacisnął mocniej palce na różdżce i ponowny raz użył nekromancji. Nie obchodziło go, że sprawi jej tym ból - on chciał sprawić jej ból za to, że ośmieliła się położyć swoje oślizgłe łapy na jego... kim? Znajomym? Przyjacielu? Obiekcie westchnień? Na pewno kimś bardzo ważnym dla Perseusa.
Kiedy Laurent uniósł się znad kotła jego ciało rozluźniło się w uldze, że nic mu się nie stało, że zawartość naczynia nie poparzyła selkie lub nie skrzywdziła jej w inny sposób. Prędko jednak przekonał się, że był w błędzie - fizycznie może i Prewettowi nic nie dolegało, ale nienawiść w jego oczach przeraziła nawet jego, magipsychiatrę. Z ust wyrwało się westchnienie bólu, kiedy Laurent go ugryzł. W pierwszym odruchu chciał wyszarpać rękę z uścisku foczych szczęk, ale w porę się opanował. Zdawał sobie sprawę z tego, że w ten sposób może tylko sobie zaszkodzić i rozszarpać rany. Po drugie - jego czarna jak noc krew miała właściwości halucynogenne i mogła na moment odwrócić uwagę Prewetta od prób ataku.
Na tym, co działo się wokół nie skupiał szczególnej uwagi. Nie z powodu ignorancji, ale chaosu, z którego nie był w stanie niczego wywnioskować. Poza tym miał swoje małe zmartwienie, wbijające ostre zęby w jego rękę. Słyszał za sobą jakiś ruch i przeklinającą Victorię (gdyby nie okoliczności, być może by się uśmiechnął) i miał głęboką nadzieję, że radzi sobie świetnie. Jego spojrzenie prześlizgnęło się po pozostałych, a upewniwszy się, że nadal żyją, znów skierował się w stronę Laurenta.
Przełknij ślinę, połknij krew, którą masz w ustach. Będzie przyjemnie, zobaczysz, myślał ze smutkiem. Po przecież oprócz wywoływania halucynacji, krew Blacków miała inną cechę - była trująca. Miał jednak nadzieję, że taka ilość mu nie zaszkodzi...
Rzucam na nekromancję - kolejny raz Exumei - żeby osłabić Adrię
Rzut Z 1d100 - 18
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 81
Sukces!
Sukces!
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory