10.07.2024, 15:49 ✶
Może gdyby widywali się mimo wszystko częściej (I oboje by te częstsze spotkania przeżyli) i nie obawiał się, że ten gest aktywowałby ich klątwę i zaraz stałoby się coś strasznego, to objąłby ją pocieszająco ramieniem, ale na wszelki wypadek zezygnował z tego pomysłu.
– To jest nas dwoje – mruknął tylko, wzdychając cicho i ponownie pomagając sobie kawą. Nie do końca udało mu się ukryć rozczarowanie, gdy usłyszał, że to aurorzy sprawdzą kryptę. I niby był jeszcze niedawno pod ziemią i pomógł w wydostaniu Bagshota, to i tak czuł się teraz strasznie bezczynnie i chyba przez to nie mógł w spokoju odpoczywać, tak jak mu kazali. – Hej! Archiwa bywają fascynujące. Nie mam pojęcia o co ci chodzi.
Na informację o starszym Longbottomie jedynie skinął głową, sam nie mając pojęcia o co tak naprawdę chodziło przed chwilą jego głowie.
– Dupki — odpowiedział jedynie, nie mając pojęcia, czy odnosił się właśnie do czarnoksiężników, biskupa, czarnej magii tak ogólnie, czy też tego, kto postanowił ustanowić takie, a nie inne zasady tej głupiej gry. Po rozpoczęciu wojny, zwszytkiny tym wszytkim, zaczał przyglądać się podstawom nekromancji, bojąc się, że zwykłe zaklęcia mogły nie wystarczyć, by uratować niektórych. A teraz? Gdyby znalazł się sposob, aby ominąć te wszystkie zastrzeżenia, aby rzucić coś, co naprawdę by pomogło... Myślał, że mógłby to zrobić. Tylko co z ceną? Nie potrafiłby postąpić podobnie do biskupa, ale gdyby cena dotyczyła jedynie jego samego i miałby gwarancje, że naprawdę udałoby im się coś osiągnąć... Może wtedy rzeczywiście by się na coś takiego zdecydował. Energia za energię. Było to w pewien sposób okropnie sprawiedliwe i nieuczciwe jednocześnie. A tak poza tym to zaczynała boleć go głowa.
– Tego kapłana, który był z tobą? – spytał, marszcząc brwi, próbując się połapać w tym o kogo pytała. Nie kojarzył jednak żadnych innych Sebastianów na miejscu zdarzenia. – Nie wiem, ale tak. Powiedział to pod ziemią – dopowiedział, przyglądać się temu, jak Brenna po prostu opada na trawę. Sam nie zrobił tego tylko dlatego, że bał się, że przez chwilę leżenia po prostu zaśnie. – Hm... I co? Zaczął z nim grać w karty? – rzucił, próbując jakoś poprawić atmosferę. Cholera. Zagrałby teraz w coś.
– To jest nas dwoje – mruknął tylko, wzdychając cicho i ponownie pomagając sobie kawą. Nie do końca udało mu się ukryć rozczarowanie, gdy usłyszał, że to aurorzy sprawdzą kryptę. I niby był jeszcze niedawno pod ziemią i pomógł w wydostaniu Bagshota, to i tak czuł się teraz strasznie bezczynnie i chyba przez to nie mógł w spokoju odpoczywać, tak jak mu kazali. – Hej! Archiwa bywają fascynujące. Nie mam pojęcia o co ci chodzi.
Na informację o starszym Longbottomie jedynie skinął głową, sam nie mając pojęcia o co tak naprawdę chodziło przed chwilą jego głowie.
– Dupki — odpowiedział jedynie, nie mając pojęcia, czy odnosił się właśnie do czarnoksiężników, biskupa, czarnej magii tak ogólnie, czy też tego, kto postanowił ustanowić takie, a nie inne zasady tej głupiej gry. Po rozpoczęciu wojny, zwszytkiny tym wszytkim, zaczał przyglądać się podstawom nekromancji, bojąc się, że zwykłe zaklęcia mogły nie wystarczyć, by uratować niektórych. A teraz? Gdyby znalazł się sposob, aby ominąć te wszystkie zastrzeżenia, aby rzucić coś, co naprawdę by pomogło... Myślał, że mógłby to zrobić. Tylko co z ceną? Nie potrafiłby postąpić podobnie do biskupa, ale gdyby cena dotyczyła jedynie jego samego i miałby gwarancje, że naprawdę udałoby im się coś osiągnąć... Może wtedy rzeczywiście by się na coś takiego zdecydował. Energia za energię. Było to w pewien sposób okropnie sprawiedliwe i nieuczciwe jednocześnie. A tak poza tym to zaczynała boleć go głowa.
– Tego kapłana, który był z tobą? – spytał, marszcząc brwi, próbując się połapać w tym o kogo pytała. Nie kojarzył jednak żadnych innych Sebastianów na miejscu zdarzenia. – Nie wiem, ale tak. Powiedział to pod ziemią – dopowiedział, przyglądać się temu, jak Brenna po prostu opada na trawę. Sam nie zrobił tego tylko dlatego, że bał się, że przez chwilę leżenia po prostu zaśnie. – Hm... I co? Zaczął z nim grać w karty? – rzucił, próbując jakoś poprawić atmosferę. Cholera. Zagrałby teraz w coś.