10.07.2024, 16:52 ✶
Właśnie za to lubiła Rejwach. Mogła tu przyjść o każdej porze dnia i nocy, a Woody zawsze ją przygarnął w tych czterech ścianach (o ile nie spał) i nie musiała zbyt dużo słuchać o tym, że powinna być we własnym domu. Szczególnie, że cztery ściany w których zdarzało jej się zostawać samej wcale nie były momentami bezpieczne. Nie wtedy, gdy chciało się po prostu zachlać.
Kiedyś może tych dnie bywało trochę więcej, potem Vior zakładała, że będzie lepsza i na chwilę dawała się omamić samej sobie. By ostatnio znów wrócić do starych nawyków, szczególnie, gdy wszystko zaczynało znów być beznadziejne, zamiast po prostu mdłe.
Zresztą, tu przynajmniej nie zdychała przy okazji z gorąca, jedynie z załamania swoją własną osobą. Zawsze jakieś plusy.
Nie skomentowała postawianej przed Tarpem szklanki piwa, bo sama była ostatnią osobą która w ogóle powinna to robić. Spojrzała jedynie na kota, którego wcześniej udało się przez sen pogłaskać, a który postanowił ich opuścić, zapewne nie chcąc słuchać o tym jak bardzo była żałosna.
Też by tak zrobiła na jego miejscu.
- Słuchaj, ja nie wiem, co was do tego zmusza, ale na pewno nie jest to zdrowe - bąknęła, znów wracając do tych cholernych myśli, które kazały jej się porównywać z innymi członkami społeczeństwa. Cóż. Wyglądała mizernie. Szczególnie przy Cedricu. Co ona sobie w ogóle myślała?
Przecież nawet nie zdążyła powiedzieć mu o wszystkich tajemnicach, nawet nie zdążył jej dobrze poznać, a i tak wszystko poszło się jebać, bo postanowiła ześwirować.
A co by było, gdyby nadszedł momenty gdy w końcu mu zdradzi, że hej, słuchaj, byłam zawodową złodziejką, mam za sobą kilkuletnią działalność przestępczą, od lat poruszam się w podejrzanym towarzystwie i mam kilka nałogów, z których nawet mi się nie chcę wychodzić?
Na pewno miało się to skończyć świetnie.
Tak naprawdę miała zamiar tu się głównie napić, wrócić do domu i może spróbować następnego dnia udawać, że wcale nie jest tak źle. Nie liczyła na rady i dyskusję o jej problemach. Ale gdy usłyszała to pytanie…
Skrzywiła się na nie, podparła twarz na dłoni i spojrzała gdzieś na ścianę za kontuarem. Może i powinna po prostu to wszystko z siebie wyrzucić i potem spróbować iść dalej? Może to był sposób.
- Za tobą? Oczywiście, że się stęskniłam - zamrugała zalotnie, w dość teatralny sposób, wywołują na chwilę na swojej twarzy uśmiech, zaraz jednak zniknął.
Westchnęła ciężko.
- Tak naprawdę? To za cholerę nie wiem co się stało. Znaczy… - zawahała się, bo naprawdę nie rozumiała całej tej sytuacji. - Wiesz, dotarliśmy na miejsce, było całkiem miło, ale zanim porządnie rozpakowaliśmy walizki, coś mi odbiło. Tak kompletnie. W jeden chwili zdałam sobie sprawę, że to, że Cedric mnie tam zabrał nie może być szczerą intencją, zaczęłam szukać dziury w całym i słuchaj, byłam pewna, że będzie jak z tymi wszystkimi osobami którym zaufałam i które mnie zdradziły! I to było tak silne, że po prostu nie wiedziałam co zrobić i uciekłam. - Jęknęła, czując się jak największy debil tego świata. - A potem wróciłam do domu i wiedziałam, że przecież wcale tak nie myślę. Że, cholera - zacięła się, czując, jak jakaś gula rośnie w jej gardle a w oczach zapiekło w ten dziwny sposób, jak zwykle to bywało zanim człowiek miał się rozpłakać. - Naprawdę nie wiem co mi strzeliło do tego łba, ale kurwa wszystko zepsułam - mówiła żałosnym głosem, sięgając po szklankę, którą Woody wcześniej zbezcześcił zalewając z niej trochę zawartości.
Wzięła kolejny duży łyk.
Kiedyś może tych dnie bywało trochę więcej, potem Vior zakładała, że będzie lepsza i na chwilę dawała się omamić samej sobie. By ostatnio znów wrócić do starych nawyków, szczególnie, gdy wszystko zaczynało znów być beznadziejne, zamiast po prostu mdłe.
Zresztą, tu przynajmniej nie zdychała przy okazji z gorąca, jedynie z załamania swoją własną osobą. Zawsze jakieś plusy.
Nie skomentowała postawianej przed Tarpem szklanki piwa, bo sama była ostatnią osobą która w ogóle powinna to robić. Spojrzała jedynie na kota, którego wcześniej udało się przez sen pogłaskać, a który postanowił ich opuścić, zapewne nie chcąc słuchać o tym jak bardzo była żałosna.
Też by tak zrobiła na jego miejscu.
- Słuchaj, ja nie wiem, co was do tego zmusza, ale na pewno nie jest to zdrowe - bąknęła, znów wracając do tych cholernych myśli, które kazały jej się porównywać z innymi członkami społeczeństwa. Cóż. Wyglądała mizernie. Szczególnie przy Cedricu. Co ona sobie w ogóle myślała?
Przecież nawet nie zdążyła powiedzieć mu o wszystkich tajemnicach, nawet nie zdążył jej dobrze poznać, a i tak wszystko poszło się jebać, bo postanowiła ześwirować.
A co by było, gdyby nadszedł momenty gdy w końcu mu zdradzi, że hej, słuchaj, byłam zawodową złodziejką, mam za sobą kilkuletnią działalność przestępczą, od lat poruszam się w podejrzanym towarzystwie i mam kilka nałogów, z których nawet mi się nie chcę wychodzić?
Na pewno miało się to skończyć świetnie.
Tak naprawdę miała zamiar tu się głównie napić, wrócić do domu i może spróbować następnego dnia udawać, że wcale nie jest tak źle. Nie liczyła na rady i dyskusję o jej problemach. Ale gdy usłyszała to pytanie…
Skrzywiła się na nie, podparła twarz na dłoni i spojrzała gdzieś na ścianę za kontuarem. Może i powinna po prostu to wszystko z siebie wyrzucić i potem spróbować iść dalej? Może to był sposób.
- Za tobą? Oczywiście, że się stęskniłam - zamrugała zalotnie, w dość teatralny sposób, wywołują na chwilę na swojej twarzy uśmiech, zaraz jednak zniknął.
Westchnęła ciężko.
- Tak naprawdę? To za cholerę nie wiem co się stało. Znaczy… - zawahała się, bo naprawdę nie rozumiała całej tej sytuacji. - Wiesz, dotarliśmy na miejsce, było całkiem miło, ale zanim porządnie rozpakowaliśmy walizki, coś mi odbiło. Tak kompletnie. W jeden chwili zdałam sobie sprawę, że to, że Cedric mnie tam zabrał nie może być szczerą intencją, zaczęłam szukać dziury w całym i słuchaj, byłam pewna, że będzie jak z tymi wszystkimi osobami którym zaufałam i które mnie zdradziły! I to było tak silne, że po prostu nie wiedziałam co zrobić i uciekłam. - Jęknęła, czując się jak największy debil tego świata. - A potem wróciłam do domu i wiedziałam, że przecież wcale tak nie myślę. Że, cholera - zacięła się, czując, jak jakaś gula rośnie w jej gardle a w oczach zapiekło w ten dziwny sposób, jak zwykle to bywało zanim człowiek miał się rozpłakać. - Naprawdę nie wiem co mi strzeliło do tego łba, ale kurwa wszystko zepsułam - mówiła żałosnym głosem, sięgając po szklankę, którą Woody wcześniej zbezcześcił zalewając z niej trochę zawartości.
Wzięła kolejny duży łyk.