biorę udział w konkursie na manekinie z Zawijanym Wąsem; mam włosy fioletowe przez watę cukrową Nory
Zajadając watę cukrową, przyglądała się jak pan Longbottom jest ogrywany przez nadmiernie energiczną i głośną brygadzistkę. Rozpoznała go dość prędko i nawet uśmiechnęła się pod nosem, widząc rozprysk… brokatu, który go oblepił, nim niziutka kobietka przeskoczyła na dach jakiegoś straganu. Na ile zdołała go poznać, nie dziwiła się, że nie był zbyt chętny do tego, by przed oczami wpatrzonych weń ludzi robić pokaz, dlatego wcale nie dołączyła do tłumu klaszczących na zachętę ludzi, a gdy tamta wyprowadziła kilka ciosów, którym McGonagall przyglądała się z uwagą, i wręcz złożył się biedny, to aż zasłoniła sobie usta dłonią. Nawet jeśli był to tylko pokaz, nic naprawdę, to niewprawna osoba nie mogła się czuć komfortowo. A już na pewno nie po tym ostatnim ciosie.
Konkurs.
To słowo zawsze elektryzująco działało na Ginewrę. Przez moment ze sobą walczyła, bo wcale nie chciała dokładać biednemu Morpheusowi, któremu współczuła teraz z całego serca, męska duma to była przecież tak ważna rzecz… ale kiedy brygadzistka się, ekhem, poprawiła i okazało się, że nie trzeba będzie próbować odtworzyć tej sekwencji na nim, to odetchnęła i potrzebowała tylko kilku sekund więcej na zastanowienie, po czym zaczęła się przeciskać przez tłum i zamachała jeszcze do tego ręką, że jest chętna.
Miała nadzieję, że gdzieś Longbottoma usadzą i sobie odpocznie w spokoju, i że nic mu się właściwie nie stało… Ale ostatecznie przedarła się do sceny, na którą weszła, gratulując sobie w myślach, że jednak ubrała dzisiaj lniane spodnie, a nie sukienkę w barwne kwiaty, bo to by dopiero było… Włosy miała proste, rozpuszczone i całkowicie fioletowe od waty cukrowej, którą jeszcze przed momentem się zajadała, nadal kompletnie nieświadoma, że nie są w swoim naturalnym kolorze.
Uśmiechnęła się promiennie do Millie, Morpheusowi puściła oko, przedstawiła krótko z imienia, odłożyła torbę na bok, by nie przeszkadzała i zmierzyła czujnym okiem manekiny, ostatecznie wybierając tego, z fantazyjnym Zawijanym Wąsem. Może i nie była mistrzynią walki, ale co z tego? To tylko zabawa. Zabawa, w której można coś wygrać, a Ginny bardzo lubiła wygrywać…
Tłum jej nie onieśmielał, nie przeszkadzał. Zmrużyła oczy, odtwarzając w pamięci ruchy, jakie wykonała Moody i teraz planowała to samo powtórzyć na całkowicie nieruchomym i, całe szczęście, nieżywym manekinie. Łokieć, pięta, nie ma klienta. Za to ostatnie, kopniak w klejnoty rodowe – o ten ruch przynajmniej znała!
Percepcja
Sukces!
Aktywność fizyczna
Akcja nieudana