10.07.2024, 17:56 ✶
Widownia
Cathal wędrował pomiędzy stoiskami, niezbyt zainteresowany towarami wystawianymi na większości, skupiony chyba bardziej na pozostaniu tu i teraz, nie pozwoleniu sobie na ucieczkę myślami do wspomnień z poprzednich sabatów. Litha w Stonehange: niedawno, a jakby w innym życiu. Beltane w Kniei: teraz wypełnionej potworami, z której zbierano trupy.
Nadmiar bodźców był irytujący, towary może i mogące zrobić wrażenie, piękne, pomysłowe albo przynajmniej przydatne, ale nie przyciągające człowieka takiego, jak Shafiq, zainteresowanego głównie tym, co bardzo nowe, albo tym, co miało tysiąc lat. I miał już nawet skierować się najpierw do wejścia do kamienicy, w której znajdowało się jego niewielkie, londyńskie mieszkanie, a potem na serię teleportacjii dostać na wykopaliska, byle dalej od tego tłumu, hałasów i zapachów - gdy jego wzrok padł na scenę.
McGongall miała fioletowe włosy, ale jej uroda była zbyt charakterystyczna, aby Cathal kobiety nie rozpoznał. Pamięć Shafiqa zresztą odnotowywała mimowolnie wszystko - sposób poruszania się, drobne gesty, to jak układały się włosy – i to zostawało w jego umyśle już na zawsze. Jedno spojrzenie wystarczyło, by zorientował się, że to Ginny postanowiła wziąć udział w występach.
Skierował się więc ku widowni, chociaż wcześniej omijał ją szerokim łukiem, ze względu na gęsty tłum, i stanął gdzieś na tyłach. Był na tyle wysoki, że górował przynajmniej nad częścią ludzi i miał dobry widok na… wyglądało to na pokazy samoobrony? Spoglądał na występujących odrobinę zaskoczony, odrobinę rozbawiony, bo nigdy nie wziąłby Guinevre za kogoś, kto rwałby się do walki wręcz i bicia innych – ale być może skusiła ją nagroda.
Albo słowo konkurs.
Uśmiechnął się lekko pod nosem, obserwując, jak szło jej powtarzanie ciosów, zademonstrowanych przez Brygadzistkę.
Cathal wędrował pomiędzy stoiskami, niezbyt zainteresowany towarami wystawianymi na większości, skupiony chyba bardziej na pozostaniu tu i teraz, nie pozwoleniu sobie na ucieczkę myślami do wspomnień z poprzednich sabatów. Litha w Stonehange: niedawno, a jakby w innym życiu. Beltane w Kniei: teraz wypełnionej potworami, z której zbierano trupy.
Nadmiar bodźców był irytujący, towary może i mogące zrobić wrażenie, piękne, pomysłowe albo przynajmniej przydatne, ale nie przyciągające człowieka takiego, jak Shafiq, zainteresowanego głównie tym, co bardzo nowe, albo tym, co miało tysiąc lat. I miał już nawet skierować się najpierw do wejścia do kamienicy, w której znajdowało się jego niewielkie, londyńskie mieszkanie, a potem na serię teleportacjii dostać na wykopaliska, byle dalej od tego tłumu, hałasów i zapachów - gdy jego wzrok padł na scenę.
McGongall miała fioletowe włosy, ale jej uroda była zbyt charakterystyczna, aby Cathal kobiety nie rozpoznał. Pamięć Shafiqa zresztą odnotowywała mimowolnie wszystko - sposób poruszania się, drobne gesty, to jak układały się włosy – i to zostawało w jego umyśle już na zawsze. Jedno spojrzenie wystarczyło, by zorientował się, że to Ginny postanowiła wziąć udział w występach.
Skierował się więc ku widowni, chociaż wcześniej omijał ją szerokim łukiem, ze względu na gęsty tłum, i stanął gdzieś na tyłach. Był na tyle wysoki, że górował przynajmniej nad częścią ludzi i miał dobry widok na… wyglądało to na pokazy samoobrony? Spoglądał na występujących odrobinę zaskoczony, odrobinę rozbawiony, bo nigdy nie wziąłby Guinevre za kogoś, kto rwałby się do walki wręcz i bicia innych – ale być może skusiła ją nagroda.
Albo słowo konkurs.
Uśmiechnął się lekko pod nosem, obserwując, jak szło jej powtarzanie ciosów, zademonstrowanych przez Brygadzistkę.