10.07.2024, 18:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 18:41 przez Basilius Prewett.)
Dalej kocyk z Atreusem, szykuje się do lotu na miotle
Basilius jedynie przewrócił oczami na jego słowa dalej skupiając się na tasowanej w dłoniach talii. Nawet jeśli lubił kuzyna na tyle, by grać z nim swoim ulubionym zestawem kart, tak dzisiaj korzystał z tego nieco brzydszego na wypadek, gdyby talia postanowiła uszkodzić się na plaży.
– Mam na myśli jakiekolwiek próby lecenia na niej do domu po alkoholu – powiedział, kręcąc głową na znak, że nie chciał papierosa. To chyba była kwestia muszli, bo przecież nie szczęścia, nie gdy w pobliżu była Brenna, ale czuł się dzisiaj naprawdę dobrze. Lepiej, niż gdy tutaj przyszedł a wtedy, jako że dzisiaj dość mocno się oszczędzał, już i tak miał jak na siebie całkiem sporo sił, tak że w pewnym momencie nawet zaczął trochę wiercić się na kocyku i co chwila zmieniać położenie nóg, zachowując się zupełnie nie jak to chore i blade dziecko rodziny.
Może to dlatego, wcale nie trzeba go było dlugo namawiać nim zgodził się na propozycję kuzyna.
– Hm... – mruknął, przyglądając się najpierw dystansowi, który powinien przeleciec, szacując potencjalne zyski i straty. Woda przy brzegu była płytka, więc przy całej swojej nienawiści do zbiorników wodnych nie ryzykował, jakoś dużo, tak samo, jak nie zamierzał przecież wznosić się wysoko. No i hej, ostatnio całkiem długo udało mu się utrzymać na miotle, zanim niemal się nie zabił, więc chyba miał szanse. I przecież trzeba było powstrzymać Atreusa przed leceniem na niej do domu. To znaczy, nawet jeśli mu się nie uda, to miał sprytny plan, zwrócenia uwadze na ten fakt Florence, by mu te miotłę po prostu zabrała, ale Bulstrode nie musiał jeszcze o tym wiedzieć.
– Dobra – zgodził się, chowając karty i wstając z koca bardzo energicznie, jak na niego. Wyciągnął rękę, aby wziąć od niego miotłę. – Jakieś wskazówki?
Basilius jedynie przewrócił oczami na jego słowa dalej skupiając się na tasowanej w dłoniach talii. Nawet jeśli lubił kuzyna na tyle, by grać z nim swoim ulubionym zestawem kart, tak dzisiaj korzystał z tego nieco brzydszego na wypadek, gdyby talia postanowiła uszkodzić się na plaży.
– Mam na myśli jakiekolwiek próby lecenia na niej do domu po alkoholu – powiedział, kręcąc głową na znak, że nie chciał papierosa. To chyba była kwestia muszli, bo przecież nie szczęścia, nie gdy w pobliżu była Brenna, ale czuł się dzisiaj naprawdę dobrze. Lepiej, niż gdy tutaj przyszedł a wtedy, jako że dzisiaj dość mocno się oszczędzał, już i tak miał jak na siebie całkiem sporo sił, tak że w pewnym momencie nawet zaczął trochę wiercić się na kocyku i co chwila zmieniać położenie nóg, zachowując się zupełnie nie jak to chore i blade dziecko rodziny.
Może to dlatego, wcale nie trzeba go było dlugo namawiać nim zgodził się na propozycję kuzyna.
– Hm... – mruknął, przyglądając się najpierw dystansowi, który powinien przeleciec, szacując potencjalne zyski i straty. Woda przy brzegu była płytka, więc przy całej swojej nienawiści do zbiorników wodnych nie ryzykował, jakoś dużo, tak samo, jak nie zamierzał przecież wznosić się wysoko. No i hej, ostatnio całkiem długo udało mu się utrzymać na miotle, zanim niemal się nie zabił, więc chyba miał szanse. I przecież trzeba było powstrzymać Atreusa przed leceniem na niej do domu. To znaczy, nawet jeśli mu się nie uda, to miał sprytny plan, zwrócenia uwadze na ten fakt Florence, by mu te miotłę po prostu zabrała, ale Bulstrode nie musiał jeszcze o tym wiedzieć.
– Dobra – zgodził się, chowając karty i wstając z koca bardzo energicznie, jak na niego. Wyciągnął rękę, aby wziąć od niego miotłę. – Jakieś wskazówki?