10.07.2024, 19:20 ✶
Widząc zaskoczenie na twarzy Severine, spodziewał się, że mu odmówi i przygotował się na to psychicznie. Sam w jej sytuacji odrzuciłbym zaproszenie, strasznie frustrowały go podobne niespodzianki. Uśmiechnął się mechanicznie, kiedy usłyszał jej zgodę, choć wewnętrznie faktycznie ucieszył go taki zwrot akcji.
– Niech będzie – mówił beznamiętnie. – Chociaż interesującym byłoby. Zobaczenie mugolskich. Mechanicznych dementorów.
Gdy to powiedział, uderzyła go nagła świadomość tego, że czarodziejski zwyczaj nieprzerwanego torturowania wszystkich więźniów ot tak, mimochodem, nie musiał być powszechny w innych społeczeństwach. Prędko odepchnął od siebie wiercący w żołądku dyskomfort - przecież winni mogli po prostu nie popełniać przestępstw. Nieposzanowanie prawa musiało być surowo karane, inaczej moralne zepsucie rozpleniłoby się do tego stopnia, że zachwiałoby podwalinami obecnego porządku. Naturalny instynkt człowieka był chaotyczny, był brutalny, jego zwierzęce pragnienia należało utrzymywać pod ścisłą kontrolą, tak jak on utrzymywał swoje.
Lekko zbity z pantałyku kontrastem między treścią swoich przemyśleń a beztroską atmosferą obecnej sytuacji, spojrzał po sylwetce odwróconej do niego tyłem Severine. Nerwowo przyjrzał się matowemu lśnieniu pereł jej kolczyków, jego oczy gładko spłynęły po jej długiej, smukłej szyi do szerokich, kościstych ramion, do prostej, szerokiej talii. Był suwak. Widział suwak.
– On też. Lubi perły – powiedział, starając się nie dopuścić do świadomości tego, że musiał właśnie płonąć rumieńcem. – Tak to chyba jego ulubione dodatki.
Jeśli ona nie widziała w tym nic zdrożnego, to on również.
Delikatnie przesunął plik kartek, żeby zrobić na stoliku miejsce na odstawienie piwa. Następnie podniósł się sztywno z kanapy i wyciągnął ręce do zapięcia sukienki. Najpierw ostrożnie naciągnął materiał wokół niego, później szybko go rozpiął w taki sposób, że ledwo poczuła dotyk jego dłoni. Przez parę pełnych napięcia sekund debatował ze sobą, czy powinien pociągnąć sukienkę w dół czy w górę, żeby pomóc jej się rozebrać. Ostatecznie pociągnął w górę.
– Niech będzie – mówił beznamiętnie. – Chociaż interesującym byłoby. Zobaczenie mugolskich. Mechanicznych dementorów.
Gdy to powiedział, uderzyła go nagła świadomość tego, że czarodziejski zwyczaj nieprzerwanego torturowania wszystkich więźniów ot tak, mimochodem, nie musiał być powszechny w innych społeczeństwach. Prędko odepchnął od siebie wiercący w żołądku dyskomfort - przecież winni mogli po prostu nie popełniać przestępstw. Nieposzanowanie prawa musiało być surowo karane, inaczej moralne zepsucie rozpleniłoby się do tego stopnia, że zachwiałoby podwalinami obecnego porządku. Naturalny instynkt człowieka był chaotyczny, był brutalny, jego zwierzęce pragnienia należało utrzymywać pod ścisłą kontrolą, tak jak on utrzymywał swoje.
Lekko zbity z pantałyku kontrastem między treścią swoich przemyśleń a beztroską atmosferą obecnej sytuacji, spojrzał po sylwetce odwróconej do niego tyłem Severine. Nerwowo przyjrzał się matowemu lśnieniu pereł jej kolczyków, jego oczy gładko spłynęły po jej długiej, smukłej szyi do szerokich, kościstych ramion, do prostej, szerokiej talii. Był suwak. Widział suwak.
– On też. Lubi perły – powiedział, starając się nie dopuścić do świadomości tego, że musiał właśnie płonąć rumieńcem. – Tak to chyba jego ulubione dodatki.
Jeśli ona nie widziała w tym nic zdrożnego, to on również.
Delikatnie przesunął plik kartek, żeby zrobić na stoliku miejsce na odstawienie piwa. Następnie podniósł się sztywno z kanapy i wyciągnął ręce do zapięcia sukienki. Najpierw ostrożnie naciągnął materiał wokół niego, później szybko go rozpiął w taki sposób, że ledwo poczuła dotyk jego dłoni. Przez parę pełnych napięcia sekund debatował ze sobą, czy powinien pociągnąć sukienkę w dół czy w górę, żeby pomóc jej się rozebrać. Ostatecznie pociągnął w górę.