10.07.2024, 19:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 19:18 przez Cameron Lupin.)
Na kocu z Heather z Brenną obok.
Lato okazało się nie być najłatwiejszym okresem w życiu Camerona. Ledwo wypuścił względnie zdrową Heather z oddziału w Szpitalu św. Munga, a chwilę później spadła na niego kolejna fala istotnych obowiązków. Na dobrą sprawę każdą wolną chwilę poza pracą poświęcał rodzinie, swojemu związkowi lub douczaniu się poza godzinami pracy. A spędzanie czasu z krewnymi i tak w dużej mierze kończyło się pomocy na dyżurze w aptece.
Lupin wręcz pragnął nadejścia lata, jakby koniec sezonu wakacyjnego miał się równać mniejszym natłokiem pracy. Być może liczba wypadków teleportacyjnych nieco się zmniejszy? Odzwyczai się od widoku młodych twarzy nierozważnych nastolatków, którym zaklęcie łamane na eliksir łamane na domowa pieczęć wybuchły w twarz? Wiedział, że musi lepiej zadbać o równowagę w swoim życiu prywatnym i zawodowym.
Może wypad na wybrzeże ze znajomymi Brenny, to był jakiś początek tego zjawiska? Chociaż zerkał z ciekawością w stronę co bardziej znajomych twarzy, tak sam początek imprezy spędzał z Heather, ciesząc się zdrowymi płynami, dobrą pogodą i... pięknym towarzystwem. Zagubiony pośród własnych myśli, z opóźnieniem zwrócił się ku rudowłosej, gdy go o coś zagaiła.
— Aha — przytaknął na uwagę Rudej, po czym pociągnął łyk soku pomarańczowego. Spojrzał znad krawędzi wysokiej szklanki na innych gości, którzy bawili się w najlepsze. — Też masz wrażenie, że zaprosiła nas, żebyśmy trochę zaniżyli średnią wieku? — Zerknął kątem oka na czarownicę. — Mam wrażenie, że gdyby nie my, to to większościach tych tutaj mogłaby już mieć kartę stałego klienta w przychodni w Świętym Mungu.
Zaśmiał się krótko z własnego dowcipu. Na usta cisnęło mu się określenie ''geriatria'', jednak obawiał się, że ktoś starszej daty mógłby nie zrozumieć tego dowcipu. Zwłaszcza że na każdą znajomą twarz przypadało tutaj kilka innych, jakich Cameron absolutnie nie kojarzył. A to go trochę krępowało, bo jego własne towarzystwo nieco się uszczupliło. Chociażby Fernah, która jeszcze parę miesięcy temu uczęszczała na zajęcia w akademii Munga, a obecnie... Co najwyżej się mijali.
— Eh, nie wiem... Może ty zdecy-
Wtedy tuż obok nich wyrosła Brenna Longbottom, która położyła przed nim dar w formie... wielkie pudła? Lupin przekręcił głowę w bok, próbując się domyślić, co tam może być. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że opakowanie wyglądało, jak z cukierni. Nagle po plecach przeszedł mu dreszcz. To chyba nie był... Tort weselny? Przecież to było ZDECYDOWANIE za wcześnie?!
— Eee… Eee… Dzięki. Ja... My... M-my też mamy taką nadzieją — pochylił lekko głową przed panią gospodarz przyjęcia. — [b]Trochę to wszystko niespodziewanie wyszło, ale... Chyba idzie n-nam całkiem dobrze, p-prawda He...?
Urwał nagle, gdy pośród gości dojrzał swoją osobistą nemezis. Florence Bulstrode. Ręka Camerona momentalnie powędrowała ku dłoni Heather, jakby fizyczny kontakt miałby go, chociaż minimalnie uspokoić. Chłopak wstrzymał oddech, zatrzymując się w miejscu. Słyszał opowieści o niektórych stworach, które ignorowały swoją ofiarę, o ile ta pozostawała w bezruchu. Może dzięki temu go nie zauważy od razu?
!zaklętamuszla
Lato okazało się nie być najłatwiejszym okresem w życiu Camerona. Ledwo wypuścił względnie zdrową Heather z oddziału w Szpitalu św. Munga, a chwilę później spadła na niego kolejna fala istotnych obowiązków. Na dobrą sprawę każdą wolną chwilę poza pracą poświęcał rodzinie, swojemu związkowi lub douczaniu się poza godzinami pracy. A spędzanie czasu z krewnymi i tak w dużej mierze kończyło się pomocy na dyżurze w aptece.
Lupin wręcz pragnął nadejścia lata, jakby koniec sezonu wakacyjnego miał się równać mniejszym natłokiem pracy. Być może liczba wypadków teleportacyjnych nieco się zmniejszy? Odzwyczai się od widoku młodych twarzy nierozważnych nastolatków, którym zaklęcie łamane na eliksir łamane na domowa pieczęć wybuchły w twarz? Wiedział, że musi lepiej zadbać o równowagę w swoim życiu prywatnym i zawodowym.
Może wypad na wybrzeże ze znajomymi Brenny, to był jakiś początek tego zjawiska? Chociaż zerkał z ciekawością w stronę co bardziej znajomych twarzy, tak sam początek imprezy spędzał z Heather, ciesząc się zdrowymi płynami, dobrą pogodą i... pięknym towarzystwem. Zagubiony pośród własnych myśli, z opóźnieniem zwrócił się ku rudowłosej, gdy go o coś zagaiła.
— Aha — przytaknął na uwagę Rudej, po czym pociągnął łyk soku pomarańczowego. Spojrzał znad krawędzi wysokiej szklanki na innych gości, którzy bawili się w najlepsze. — Też masz wrażenie, że zaprosiła nas, żebyśmy trochę zaniżyli średnią wieku? — Zerknął kątem oka na czarownicę. — Mam wrażenie, że gdyby nie my, to to większościach tych tutaj mogłaby już mieć kartę stałego klienta w przychodni w Świętym Mungu.
Zaśmiał się krótko z własnego dowcipu. Na usta cisnęło mu się określenie ''geriatria'', jednak obawiał się, że ktoś starszej daty mógłby nie zrozumieć tego dowcipu. Zwłaszcza że na każdą znajomą twarz przypadało tutaj kilka innych, jakich Cameron absolutnie nie kojarzył. A to go trochę krępowało, bo jego własne towarzystwo nieco się uszczupliło. Chociażby Fernah, która jeszcze parę miesięcy temu uczęszczała na zajęcia w akademii Munga, a obecnie... Co najwyżej się mijali.
— Eh, nie wiem... Może ty zdecy-
Wtedy tuż obok nich wyrosła Brenna Longbottom, która położyła przed nim dar w formie... wielkie pudła? Lupin przekręcił głowę w bok, próbując się domyślić, co tam może być. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że opakowanie wyglądało, jak z cukierni. Nagle po plecach przeszedł mu dreszcz. To chyba nie był... Tort weselny? Przecież to było ZDECYDOWANIE za wcześnie?!
— Eee… Eee… Dzięki. Ja... My... M-my też mamy taką nadzieją — pochylił lekko głową przed panią gospodarz przyjęcia. — [b]Trochę to wszystko niespodziewanie wyszło, ale... Chyba idzie n-nam całkiem dobrze, p-prawda He...?
Urwał nagle, gdy pośród gości dojrzał swoją osobistą nemezis. Florence Bulstrode. Ręka Camerona momentalnie powędrowała ku dłoni Heather, jakby fizyczny kontakt miałby go, chociaż minimalnie uspokoić. Chłopak wstrzymał oddech, zatrzymując się w miejscu. Słyszał opowieści o niektórych stworach, które ignorowały swoją ofiarę, o ile ta pozostawała w bezruchu. Może dzięki temu go nie zauważy od razu?
!zaklętamuszla