10.07.2024, 20:45 ✶
Wiele, wiele czasu minęło, odkąd ostatni raz Woody pojawił się w takim miejscu. Przez takie miał na myśli wypełnione wymuskanymi bogaczami w drogich futrach oraz szumem ich ugrzecznionych rozmówek. Nie chodziło o wystrój samego lokalu, bo w takim to bywał, a nawet posiadał. Bo gdyby spytać Tarpaulina, z pełnym przekonaniem zapewniłby, że tak, Rejwach to miejsce równie gustowne jak kluby dla elit, tylko bez elit — czyli jeszcze lepiej. Z politowaniem lustrował więc lampioniki, podwieszane girlandy kwiatowe i adamaszkowe obrusy przy stołach dla gości licytacji. Co za obraz nędzy i bezguścia. Jego pub prezentował zaś sobą klasę (w stylu vintage) oraz o niebo lepszą składankę muzyczną.
Nie było to więc miejsce, w jakim Woody Tarpaulin zjawiłby się dla przyjemności, ale przecież i on był swego rodzaju handlarzem. Jego obecność na zamkniętej aukcji na pewno dało się tym właśnie usprawiedliwić? Czyżby w Rejwachu zjawił się ktoś poszukujący jednego z wystawianych tego wieczora antyków? A może to zwykłe rozeznanie rynkowe?
Otóż nie tym razem.
Nie uruchomił swoich kontaktów po to, aby zaproszono go tu dla licytowanych przedmiotów. Antyk, dla którego tu przyszedł, nie był bowiem towarem, a kupcem.
Kupcem, który powinien się skupić na swojej robocie i przyjść tu licytować zaklętą komodę rzeźbioną w goblinie główki, a nie mieć oko na byle mugolaka. Być może był jakiś cień racji w tym, że na takim wydarzeniu Tessa będzie naturalnie wtapiać się w otoczenie, ale co potem? Co jeśli pojawi się zagrożenie, którego tak niestrudzenie wypatruje? Miała stawić mu czoła sama? Nadstawiać karku dla tego wesolutkiego, dzianego matołka, Ebenezera Creightona?
— Wszystko pięknie, panie Creighton, ale ile by mnie taka szafeczka grająca wyniosła? — Obejmujący rzeczonego handlarza Woody wkroczył do bufetu, kierując swoje kroki ku ladzie, za którą wystawiono niewielki barek.
Przy prostym garniturze Tarpa Ebenezer prezentował się jak barwny ptak. Bardzo egzotyczny ptak. Fioletowa szata, podkręcony wąsik, ulizany włos, rachityczne palce ginące pod ciężarem masywnych pierścieni. Mimo że wyglądał w ocenie Tarpa co najmniej jarmarcznie, widać było w jego stroju pieniądze, a w połączeniu z ekstrawertyczno-ekscentryczną manierą nie sposób było domyślić się, czemu mogły krążyć plotki o tym, że przeszkadza czystokrwistym fanom Czarnego Pana.
W ciągu krótkiej rozmowy, w jaką Woody go wciągnął, Creighton zdążył zirytować Longbottoma do tego stopnia, że przeszło mu przez myśl, aby wziąć Tessę pod pachę i zostawić handlarza na pastwę losu i/lub śmierciożerców. Kretynizm i pozerstwo nie wystarczyły jednak, aby go do tego ruchu przekonać, toteż skończył z Ebenezerem przy barku, zamawiając obu im po kolejeczce najmocniejszego, co było w ofercie.
Tuż obok Tessy. Ostentacyjnie.
Nie było to więc miejsce, w jakim Woody Tarpaulin zjawiłby się dla przyjemności, ale przecież i on był swego rodzaju handlarzem. Jego obecność na zamkniętej aukcji na pewno dało się tym właśnie usprawiedliwić? Czyżby w Rejwachu zjawił się ktoś poszukujący jednego z wystawianych tego wieczora antyków? A może to zwykłe rozeznanie rynkowe?
Otóż nie tym razem.
Nie uruchomił swoich kontaktów po to, aby zaproszono go tu dla licytowanych przedmiotów. Antyk, dla którego tu przyszedł, nie był bowiem towarem, a kupcem.
Kupcem, który powinien się skupić na swojej robocie i przyjść tu licytować zaklętą komodę rzeźbioną w goblinie główki, a nie mieć oko na byle mugolaka. Być może był jakiś cień racji w tym, że na takim wydarzeniu Tessa będzie naturalnie wtapiać się w otoczenie, ale co potem? Co jeśli pojawi się zagrożenie, którego tak niestrudzenie wypatruje? Miała stawić mu czoła sama? Nadstawiać karku dla tego wesolutkiego, dzianego matołka, Ebenezera Creightona?
— Wszystko pięknie, panie Creighton, ale ile by mnie taka szafeczka grająca wyniosła? — Obejmujący rzeczonego handlarza Woody wkroczył do bufetu, kierując swoje kroki ku ladzie, za którą wystawiono niewielki barek.
Przy prostym garniturze Tarpa Ebenezer prezentował się jak barwny ptak. Bardzo egzotyczny ptak. Fioletowa szata, podkręcony wąsik, ulizany włos, rachityczne palce ginące pod ciężarem masywnych pierścieni. Mimo że wyglądał w ocenie Tarpa co najmniej jarmarcznie, widać było w jego stroju pieniądze, a w połączeniu z ekstrawertyczno-ekscentryczną manierą nie sposób było domyślić się, czemu mogły krążyć plotki o tym, że przeszkadza czystokrwistym fanom Czarnego Pana.
W ciągu krótkiej rozmowy, w jaką Woody go wciągnął, Creighton zdążył zirytować Longbottoma do tego stopnia, że przeszło mu przez myśl, aby wziąć Tessę pod pachę i zostawić handlarza na pastwę losu i/lub śmierciożerców. Kretynizm i pozerstwo nie wystarczyły jednak, aby go do tego ruchu przekonać, toteż skończył z Ebenezerem przy barku, zamawiając obu im po kolejeczce najmocniejszego, co było w ofercie.
Tuż obok Tessy. Ostentacyjnie.
piw0 to moje paliwo