10.07.2024, 23:02 ✶
Nadal na kocu, wchodząc Woody'emu na psychę.
— Słucham?
Zdążyła wypalić jedynie, czerwieniąc się lekko na twarzy. Doskonale wiedziała, że ten stary gbur przyjdzie ją gnębić. Nie sądziła jednak, że przy okazji spłoszy również Dorę, która — choć Tessa sama ją najpierw odesłała — czmychnęła tak prędko, że niemalże wznieciła za sobą chmury piasku.
Naprawdę liczyła się z tym, że prędzej czy później natknie się na byłego męża. Wiedziała, że będzie ją denerwował. Ale nie sądziła, że już po jego pierwszych słowach boleśnie zakłuje ją po lewej stronie piersi.
Zacisnęła wargi, dopijając prędko kieliszek wina i odstawiła go na bok, jakby potrzebowała do rozmowy z Woodym obu rąk i nowego papierosa w ręku. Starego zatem równie szybko dopaliła i lekko trzęsącymi się dłońmi (na tyle niezauważalnie, że nawet on nie mógł tego spostrzec) wyciągnęła nowego, cynamonowego szluga.
— No, no — rzuciła w końcu z niekrytą pogardą (naprawdę nie chciała tego mówić). — Zrzuciło się w końcu maskę. Zapewniam, że nie musisz robić takich podchodów, żeby ze mną porozmawiać.
Tak bardzo chciała go nienawidzić. Tak bardzo nie chciała z nim teraz rozmawiać. Tak bardzo pragnęła, żeby w końcu pozwolił jej zapomnieć. Zostawić za sobą te wszystkie lata, które spędzili razem. Załatać dziurę w sercu, której nie sposób było zapełnić niczym innym — pieniędzmi, antykami, pomocą niesioną uciśnionym czarodziejom i mugolakom. Dlatego w takich sytuacjach, kiedy doskonale wiedziała, że Woody liczył na jej wybuch, pozwalała sobie jedynie na jedno spojrzenie. Na machnięcie ręką. Na utwierdzenie w fakcie, że przecież była nieczuła i zgorzkniała.
Ale co było po sercu z kamienia, skoro ono i tak pękało?
— Proszę bardzo! Bo w każdej sytuacji zawsze jedynym słusznym wyjściem jest rzucanie mordą i bicie wszystko na oślep pięściami. No, nie zapomnijamy też o ucieknięciu na Nokturn za kryminalistami. No, przecież. W końcu to nie tak, że wystarczyłoby porozmawiać, prawda, Clemens?
Rozpędzała się — czuła, że podaje mu na tacy tę niewyjaśnioną satysfakcję z podniesionego ciśnienia. Z każdym kolejnym słowem ściszała powoli głos, wbijając w niego oczy i celując palcem w pierś.
Tylko gdzieś pod tym wszystkim kryło się jeszcze coś. Tessa nie mogła tego widzieć, nie mogła tego teraz czuć, ale to naprawdę tam było. Ta nić, która, nieważne ile czasu minęło, zawsze ciągnęła ją w stronę Woody’ego. Zawsze mieniła się ciemną, czerwoną barwą, ale kiedyś, bo jeszcze przed rozwodem, zawsze była przechodziła momentami w róż. Choć… teraz, może też tam był? Nić trzymała się jej palca wskazującego, owijała skrupulatnie wokół przegubu i zwisała luźno przy łokciu.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you