11.07.2024, 03:36 ✶
przy ognisku razem z Alastorem, Alexandrem, Eden i Millie
Bertie niestety nie miał się objawić niczym Wenus Botticellego, łagodnie na muszli i pośród spienionych morskich fal. Nie był też nagi - przed tym akurat chroniły go czarne szorty, które miał właśnie na sobie, bo gdy zainteresowanym udało się odszukać go spojrzeniem, właśnie parł przez wodę, wracając do brzegu. Odrzucił nawet z czoła mokre kosmyki, prostym ruchem głową, a potem jeszcze dłońmi przetarł twarz, na której widniał krótki, schludnie przystrzyżony zarost. Przez moment szedł tak, rozglądając się po uczestnikach całej zabawy, szukając odpowiedniego punktu zaczepienia, aż w końcu znalazł. I to nawet nie jeden, a całą grupkę; Alastora, Millie, Eden i jakieś nieznanego mu czarodzieja. Bott uśmiechnął się i ruszył w ich stronę, po drodze zgarniając z piasku wcześniej pozostawiony tam ręcznik, którym podczas krótkiego spaceru wytarł się, a potem przerzucił za głowę, tak że ściskał przed sobą oba końce w dłoniach.
- Wciąż jestem trochę mokry, więc bez przytulania, ale Millie, jak cudownie że tu jesteś! - oznajmił tym wesołym, wyjątkowo ciepłym głosem, uśmiechając do niej przy tym. - I przyprowadziłaś ze sobą takiego miłego gościa. Dobrze cię znowu widzieć, Eden - i Malfoyównę obdarzył dokładnie tym samym uśmiechem, nawet przez moment nie zastanawiając się nad tym, że na jego widok w blondynce pewnie wzbiorą torsje. - O, ale widzę że sobie jecie tutaj. Znajdzie się dla mnie jakaś kiełbaska? Alek? - uśmiechnął się do przyjaciela, a potem dopiero przyjrzał Alexandrowi. - Oh, ależ gdzie ja mam maniery. Bertie Bott, do usług - przywitał się też z Bellem, podając mu dłoń.