11.07.2024, 07:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2024, 09:16 przez Desmond Malfoy.)
"No wiesz co?" - nie wiedział. Ze zmrużonymi lekko oczyma przyjrzał się jej twarzy, próbując rozszyfrować, skąd wzięĺa się ta bardzo wyraźna zmiana w emocjach, które od niej odbierał. Skąd tyle negatywności? Nie zostało jej powiedziane nic nieuprzejmego, nie próbował też wycelować w nią żadnej zaowalowanej agresji. Z apatycznym cieniem frustracji przyjął fakt, że nie zamierzała mu wyjaśnić ani krzty tego, co się właśnie wydarzyło.
Jakby chciała go ukarać, jej kolejne słowa wyglądały na kompletny bełkot i to zakończony śmiechem. Wyglądało, jakby bawiło ją to, że nie pojmuje jej sekretnego szyfru. Napił się piwa, żeby ukryć swoją irytację.
– Tak oczywiście – odparł po chwili. – Na pewno Oleander uważa cię. Za osobę godną. Naśladowania.
Agitowanie jej nie było rozsądne, ale przecież jego słowa same w sobie wcale nie były w żaden sposób raniące. To, w jaki sposób Severine je zinterpretuje, nie leżało w sferze jego odpowiedzialności.
Kiedy prawniczka w dziwnym strachu odskoczyła od niego, wyrywając mu z palców materiał sukienki, wzdrygnął się ze złości i wyciągnął ręce w jej kierunku. Z jedną dłonią na jej talii i drugą na jej szyi, siłą przyciągnął ją do siebie.
– Przestań histeryzować – mruknął.
Ruchy, które wykonywał, gdy zmuszał Severine do tego, żeby przestała się wyrywać, przywiodły mu na myśl wciąż świeże wspomnienia.
Pamiętał, jak Maya wymusiła na nim zrobienie czegoś podobnego i z pewnym zaskoczeniem zauważył, że Oleandra trzymał już tak więcej niż raz. Jak prawdziwe rodzeństwo, oni byli do siebie podobni. Ale Severine była bardziej chwiejna. Słabsza.
– Tylko nie krzycz nienawidzę tego – rzucił w przestrzeń, ściągając jej sukienkę przez głowę. Robił to stopniowo, żeby uniknąć osłabienia uścisku.
Jakby chciała go ukarać, jej kolejne słowa wyglądały na kompletny bełkot i to zakończony śmiechem. Wyglądało, jakby bawiło ją to, że nie pojmuje jej sekretnego szyfru. Napił się piwa, żeby ukryć swoją irytację.
– Tak oczywiście – odparł po chwili. – Na pewno Oleander uważa cię. Za osobę godną. Naśladowania.
Agitowanie jej nie było rozsądne, ale przecież jego słowa same w sobie wcale nie były w żaden sposób raniące. To, w jaki sposób Severine je zinterpretuje, nie leżało w sferze jego odpowiedzialności.
Kiedy prawniczka w dziwnym strachu odskoczyła od niego, wyrywając mu z palców materiał sukienki, wzdrygnął się ze złości i wyciągnął ręce w jej kierunku. Z jedną dłonią na jej talii i drugą na jej szyi, siłą przyciągnął ją do siebie.
– Przestań histeryzować – mruknął.
Ruchy, które wykonywał, gdy zmuszał Severine do tego, żeby przestała się wyrywać, przywiodły mu na myśl wciąż świeże wspomnienia.
Pamiętał, jak Maya wymusiła na nim zrobienie czegoś podobnego i z pewnym zaskoczeniem zauważył, że Oleandra trzymał już tak więcej niż raz. Jak prawdziwe rodzeństwo, oni byli do siebie podobni. Ale Severine była bardziej chwiejna. Słabsza.
– Tylko nie krzycz nienawidzę tego – rzucił w przestrzeń, ściągając jej sukienkę przez głowę. Robił to stopniowo, żeby uniknąć osłabienia uścisku.