Morpheus może nie był najlepszymi artystą scenicznymi, ale przez większość życia udawał, że jest całkowicie heteroseksualny i wychodziło mu to na tyle, aby utrzymać nieposzlakowaną reputację, przynajmniej w tym zakresie. Nie było natomiast niczego gorszego i bardziej żenującego do oglądania, niż niechętny asystent, więc trwał w firmowym uśmiechu Longbottomów, tak charakterystycznym, że wystarczyło wżenić się w rodzinę, aby go nabyć. Obligatoryjny dla nazwiska.
Stanął więc w udawane szranki z Millie, robiąc pozę wyjściową z klubu pojedynków jego ojca, byłby dumny z podręcznikowego podejścia i pięknie dostał czerwonym brokatem prosto w twarz. Czerwony blask pięknie pasował do jego szala i tym się pocieszał, ścierając z twarzy i ust drobinki. Bez względu na zaklęcia, znał antymagiczne właściwości tego paskudztwa. Czy po praniu czy w szorowaniu, resztki znajdzie jeszcze za dwa lata, w nowym domu, nie majac na sobie nic z ubrań, które miał obecnie na sobie.
Po raz kolejny się skłonił, licząc że to koniec i jak zwykle się przeliczył. Ryzyko było wykalkulowane, ale okazuje się, nie był zbyt dobry z matematyki. Miał o ochotę udusić Millie i najgorsze było to, że miał ku temu okazję. Zawahał się, czując podstęp i wzniósł oczy ku niebu, słysząc, jak go zachęca, więc zrobił pierwszą rzecz, która przyszła mu do głowy i zrobił mu tak, jak robili mu za często bracia, tarmosząc fryzurę.
Bardzo tego pożałował, gdy ból rozbłysnął mu najpierw w okolicy nerki, następnie na twarzy i na końcu między nogami. Drink, który wypił z Verą podszedł mu do gardła. Świetnie, świetnie. Z drugiej strony, będzie wspaniałym błaznem dla publiczności i kiedy wpakuje komuś miecz na wylot, jego ofiara nieźle się zdziwi.
Zebrał się szybciej, niż przeszedł ból, dobre maniery trzymały się go nawet w takich sytuacjach, dobrze ćwiczył.
— I należy pamiętać, stężenie złośliwości jest większe w małym ciele — zażartował do publiczności, pstryknął Millie w czoło i stworzył trzy manekiny, nie zamierzał być kozłem ofiarnym małej Moody.
Pożegnał się, skinął głową McGonagall, Isaacowi i trzeciemu uczestnikowi. Chciał jak najszybciej pozbyć się z siebie większości brokatu i znaleźć Verę.