12.07.2024, 20:13 ✶
Leżę na piasku przy wodzie, gadam z Brenną i Atreusem, nie umieram
Z dobrych wiadomości – nie połamał się. Ze złych wiadomości, ku szoku absolutnie nikogo, i tak kurwa bolało. Co więcej, ból skutecznie uswiadomił mu, jak głupie było to co przed chwilą zrobił i że następnym razem powinien chociaż nie lecieć w stronę wody, bo co z tego, że było płytko, nie miał gwarancji, czy i tak nie wpadły w panikę, gdyby do niej wpadł. No dobrze, wyszalał się na dzisiaj, chyba już mógł wrócić do swojej typowej osobowości, która sama, by na niego w tej sytuacji pewnie nakrzyczała. Tylko dlaczego mimo wszystko czuł jakąś satysfakcję z podjętego ryzyka?
Pierwsza podbiegła do niego Brenna. W sumie to cud, że nie spadł na nią, znając ich szczęście.
– Żyję – mruknął, ostrożnie siadając na piasku. Poza tym, że miał nagle burza jego, teraz już całkowicie rozczochranych loków, zrobiła się dziwnie piaskowa, wyglądał w miarę normalnie, może jedynie był trochę bardziej zirytowany, niż zazwyczaj. – Tylko się trochę poobijałem.
Zmarszczył brwi i zerknął na muszlę na swojej szyi. Naprawdę była muszla, która by to tłumaczyła? Po swojej po prostu się dobrze czuł i postanowił to wykorzystać.
– Nie... – odpowiedział na pytanie odnośnie zakładu, a potem skinieniem głowy wskazał na idącego w ich stronę Atreusa, który chyba jeszcze zdążył się z kimś pokłócić po drodze, ale nie słyszał o co chodziło. – Gorzej.
Trochę kusiło go, by złośliwie odpowiedzieć kuzynowi, że nie, nie było dobrze, właśnie umierał, a tak poza tym, to jego miotła pękła na pół, ale szybko to zamaskował zaklęciem, ale słysząc ton głosu Bulstrode, dał sobie spokój.
– Jestem cały – powiedział, więc po prostu, łapiąc rękę Atreusa i już po chwili stał na dwóch nogach krzywiąc się przy tym nieco. Na wszelki wypadek, poruszył ostrożnie stopami, by upewnić się, czy aby na pewno nie uszkodził sobie kostek i zerknął na Brennę. – W sumie dobrze, że jesteś. Wiesz może kto tu dzisiaj nie pije i byłby w stanie odstawić Atreusa łączoną teleportacją do domu? Albo dałoby się go gdzieś przenocować, bo właśnie rozmawialiśmy o tym, że nie będzie mógł wrócić na miotle po alkoholu. Może być nawet w jakiejś jaskini. Wystarczy mu koc i woda.
Prewett jeszcze rozejrzał się po okolicy, by zorientować się kto akurat gapił się na jego upadek i niemal odetchnął z ulgą, gdy zobaczył, że Florence była zajęta czymś zupełnie innym. Na Matkę, mieli naprawdę duże szczęścia. A potem dostrzegł kogoś, na czyj widok nieco pobladł. Siedziała tam przy ognisku. Jego leśna, blond zmora z Windermere.
– Brenno – powiedział ściszając nieco głos. – Ten blondyn przy ognisku... To ten niedźwiedź z Windermere. Kto to?