Wystawka wyglądała krzywo, gdyż Charles zaczął w niej grzebać. Upomniał syna, żeby to zostawił. Jeszcze trochę, to przyjdzie Leonard i też zacznie poprawiać, bo mu coś nie pasuje.
Po obsłużeniu klientów i odczekaniu aż się oddalą od ich stoiska, zanim podszedł do syna, aby zacząć tę ważną część rozmowy, sam poprawił na stoliku to, co zostało naruszone. Obojętnie przez kogo. Miało być wszystko elegancko poukładane. Natrętne spaczenie rodzinne.
Skrzynie mogły być spokojnie dwie, skoro wcześniej zasiadali na nich Philip i Robert. Teraz te miejsca były dla nich przeznaczone. Richard zadał pytanie, odnośnie pomysłu tych kontrowersyjnych świeczek, oczekując szczerego wyjaśnienia.
Tylko właśnie. Jak można nie wiedzieć, skąd wziął się pomysł? Czym on się sugerował? Swoim przyrodzeniem? Co z tym wszystkim mają wspólnego ostrygi mandżurskie? To w ogóle istnieje? Czy Robert pozwalał mu sięgać po coś, co było dawno nie używane?
- Chwila. Charles.Nie nadążał za wyjaśnieniami syna. Może nie umiał, nie miał talentu do tworzenia świec i czegokolwiek, ale podstawową wiedzę z zakresu składnikowego świec i kadzideł posiadał.
- Co wspomniane przez Ciebie ostrygi mają wspólnego ze świecami, jakie zrobiłeś? Pytałeś Roberta, czy możesz ich użyć? Czy może potrzebować ich będzie później?
Zadał mu trzy pytania, patrząc na niego poważnie. Próbował znaleźć w tych jego wytłumaczeniach logikę. Sens.
- Robiąc z tego żart, zdawałeś sobie sprawę z tego, do czego może to doprowadzić?
Kolejne pytanie, czy w ogóle Charles myślał o konsekwencjach, reputacji rodziny, jak ludzie na to spojrzą z boku? Wyszło to z jego rąk. Ale sprzedał pod działalnością Roberta. To nie powinno mieć miejsca.