Ostrygi... mandżurskie. No tak powiedział też wcześniej Charles. Tylko, Richard od razu nie załapał że mowa tutaj o afrodyzjaku. Mogło mu się pomylić z innym nazewnictwem. Mając świadomość, że jego rodzina zajmowała się badaniami mózgu Departamencie Tajemnic, to nie zdziwiłyby go jakieś słoiki czymkolwiek żywym wypełnione w piwniczej pracowni. Dlatego tutaj mógł coś źle zrozumieć. Poprosił syna, aby nie spieszył się i powoli mu wyjaśniał. Nie wszystko na raz.
Oparł się łokciami o swoje uda i dłońmi przetarł twarz, słuchając dalszych słów syna, że nie zapytał Roberta o możliwość użytkowania składników, znajdujących się głęboko schowanych. Westchnął trochę zrezygnowany.
- Charles. Pytaj za każdym razem, jak nie jesteś czegoś pewny. To, że Robert zezwolił ci korzystać z pracowni, podstawowych składników i narzędzi, nie znaczy, że możesz grzebać wszędzie i wykopywać stare składniki.Poprosił go, stanowczym tonem. Mając nadzieję, że to się nie powtórzy. Chyba że było inaczej. Tego musiałby się i od Roberta dowiedzieć.
Przyjął do wiadomości, że chłopak odkupi zużyty składnik. Wręcz powinien to zrobić, jeżeli nie chce przeżyć kolejnego gniewu wujka. Richard wolał uczulić chłopaków na różne zachowania brata. Bo sam nie lubił, gdy ktoś grzebie w jego rzeczach (tylko brat może).
- Odkup. I jemu o tym powiedz.Rzekł krótko, zdecydowanie. Dzięki temu może Charles dowie się, czy będzie mógł nadal korzystać z pracowni. Po tym wyskoku, Richard nie widział tego dobrze. A słysząc po raz kolejny o tym, że te świeczki to żart. Chyba chłopak zapomniał już, do czego ten żart doprowadził.
- Nie uprzedziłeś mnie. Nie poinformowałeś Roberta o tym, że coś jeszcze będziesz miał na stoisku. Jeżeli nikt nie miał tego widzieć, to nie powinno się to tutaj znaleźć. Rozumiesz?
Mówił spokojnie, lecz ton głosu miał mocniejszy, aby uświadomić chłopaka, gdzie popełnił błąd. Czy w ogóle rozumiał, co zrobił i co powiedział? Nikt by tych świeczek nie widział, gdyby nie pojawiły się na tym stoisku, gdyby nie zostały komuś zaprezentowane w miejscu publicznym.
- Sprzedając je pod naszym nazwiskiem, pod rodzinnym interesem, naruszyło naszą reputację. Rozejdą się plotki na temat tego, że zaczęliśmy produkcję świec o intymnych kształtach. Jakby sam problem z cytrynówką Sophie nie był wystarczający. To teraz to.
Tutaj już zszedł z tonu, wyjaśniając synowi jak to może zostać odebrane przez innych. Jak on to widzi z boku.
Westchnął i wyjął papierośnicę, aby wyjąć z niej papierosa i zapalić. Coś czuł, że opróżni opakowanie do końca kiermaszu.
- To nie może się więcej powtórzyć.Patrzył na syna poważnie, czekając na jego słowa obietnicy, że nigdy więcej nie zrobi takiego numeru. Że te pierdolone świeczki nie będą sprzedawane od strony rodzinnej. Jak tutaj.