Richard bywał zdecydowanie za bardzo spostrzegawczy. Zwracał uwagę na kwestie, co do których byłoby znacznie lepiej, gdyby je po prostu przeoczył. Trzeba było jakoś z tego wybrnąć. Odbić piłeczkę w taki sposób, żeby ta nie wróciła. Albo przynajmniej nie wróciła zbyt wcześnie. Pozbyć się tych wszystkich jego słusznych podejrzeń. Ostatnim czego chciał Robert, było bowiem wplątanie własnego bliźniaka w sprawy, z którymi nie powinien on być w jakikolwiek sposób powiązany. Wystarczyło, że jeden z nich tkwił już w tym bagnie po pas.
Nie zamierzał się tutaj uginać. Zmieniać tego, co jakiś czas temu sam sobie postanowił. Liczył właśnie na taką odpowiedź ze strony Richarda. On, Robert Mulciber, miałby być tym kimś, kto zaangażował się w mordowanie szlam? O ile pod względem poglądów mógł idealnie nadawać się na śmierciożerce, to czy w ślad za tym faktycznie szły odpowiednie predyspozycje? Niektórzy mogli by mieć w tym temacie sporo wątpliwości. Wątpliwości, które byłyby w dodatku jak najbardziej uzasadnione.
- Wiesz przecież, że nie ma drugiej osoby, której ufałbym równie mocno, co Tobie. - odpowiada. Spogląda prosto w oczy brata. Próbuje te wzajemne zaufanie wykorzystać na swoją korzyść. Przekaz jest w tym przypadku jasny. Gdyby coś było w tym przypadku na rzeczy, wiedziałbyś o tym, Rick. Tylko czy na pewno jest w tym wszystkim wystarczająco wiarygodny? - Nie szukaj tego na siłę, Rick.
Ostatnie słowa, o ile brat tego wszystkiego nie kupił, potraktować powinien jako prośbę. Prośbę, jaką w stosunku do niego wystosował Robert. Nie grzeb w tym. Zaufaj mi, że jeśli w czymkolwiek obecnie tkwię, to dobrze wiem, o tym co robię. Przecież nie zrobiłbym nic głupiego, prawda? Znasz mnie dobrze.
Nie śpieszył się z tym, żeby zebrać się do gabinetu, choć powinien wreszcie zająć się pracą. Pracą, która na niego czekała. Pracą, której nigdy nie brakowało. I którą w ostatnich tygodniach bardzo często zaniedbywał. Wszystko przez dodatkowe obowiązki, jakie znalazły się na jego barkach. Zadania. Spotkania, które zmuszony był odbyć.
- Masz z dzieciakami jakieś plany na dzisiejszy dzień? - zamiast w tym momencie pożegnać się z bratem, pozbyć się go, uciec przed tym niewygodnym tematem, który dopiero co poruszyli, zadał pytanie. Zainteresował się planami Richarda. Tym, co zamierzał robić. Chciał odciągnąć go tym samym od tych niewygodnych, a przy tym również niezbyt bezpiecznych rozważań? Zapewne owszem, do pewnego stopnia o to mu chodziło.