15.07.2024, 21:39 ✶
Rozmawiam z Heather. Odpowiadam Atreusowi.
— W ich wieku za dużo ruchu niekoniecznie może im wyjść na dobre. Wiesz, to już nie te stawy, co w wieku dziewiętnastu lat — kontynuował nabijanie się ze starszych członków ekipy, rozglądając się czujnie na prawo i lewo, co by sprawdzić, czy przypadkiem nikt nie próbował ich zagadać. — A po stawach, to już krótka droga do kontuzji, rehabilitacji, miotły inwalidzkiej i tak dalej...
Jak do tej pory młody Lupin nie miał zbyt wielu okazji do tego, aby spędzić czas wśród znajomych Heather z pracy. Wyjątkiem był wprawdzie marcowy Bal Longbottomów w Dolinie Godryka, jednak atmosfera była tam tak przedziwna przez to, jak agresywnie ludzie licytowali starszego brata Brenny, że Cameron nie potrafił wziąć tego wszystkiego na poważnie. To po prostu było party czystokrwistych. Tutaj było jednak nieco inaczej, a dzięki temu także zdecydowanie lepiej.
— Właśnie widzę... Zaraz się okaże, że gdzieś tutaj jest jeszcze jubiler i właścicielka sali weselnej. To już byśmy mieli połowę rzeczy załatwionych — skomentował ze sporą dozą rozbawienia.
Rozmawiali tak sobie spokojnie, co zdecydowanie pomogło Cameronowi zapomnieć o tym, że w okolicy krążyła Florence. Nie rozumiał, jak to było możliwe, że ta kobieta trafiła w te same kręgi towarzyskie, co on. Ba, ta najbardziej nerwowa cząstka duszy Lupina żyła w ciągłym przeświadczeniu, że kiedyś dzień imprezy zbiegnie się w czasie z naprawdę skomplikowanym czasem w życiu Bulstrode i ta zrobi coś naprawdę szalonego.
Na przykład: czarownica zacznie tańczyć twista w sukience powyżej uda, a on to zobaczy na żywo i potem będzie musiał składać przysięgę wieczystą, żeby informacja ta nie opuściła terenu imprezy. Cameron przełknął głośno ślinę, wodząc wzrokiem za palcem, który Heather wycelowała w jakiegoś typa na miotle. Z daleka Lupin nawet nie zauważył, że był to Basilius, który - co za zdziwienie - również pracował w Szpitalu św. Munga.
— Widzisz? Mówiłem! Miotła rehabilitacyjna już czeka — mruknął z kwaśną miną, wykrzywiając szyję, co by lepiej widzieć. — Dobrze, że my jesteśmy tacy młodzi i odpowiedzialni, c'nie?
Policzki Camerona pokryły się czerwienią, gdy tuż obok nich przeszedł Bulstrode i zaczął się dowalać do jego narzeczonej za tekst o dziadersach. Nabrał powietrza w usta; w pierwszej chwili chciał przytrzymać Heather przy sobie, co by nie eskalować incydentu, jednak coś kazało mu bronić honoru swojej kobiety, więc w mig zerwał się z koca.
— ACH TAK?! — krzyknął za Atreusem w nagłym przypływie odwagi. — To w takim razie ja też lecę. Albo polecą razem z nią! Jak już musisz wiedzieć — staruchu. — To przez ponad pół roku grałem w głównym eee składzie jako ściający Wichrów z Carlisle!
— W ich wieku za dużo ruchu niekoniecznie może im wyjść na dobre. Wiesz, to już nie te stawy, co w wieku dziewiętnastu lat — kontynuował nabijanie się ze starszych członków ekipy, rozglądając się czujnie na prawo i lewo, co by sprawdzić, czy przypadkiem nikt nie próbował ich zagadać. — A po stawach, to już krótka droga do kontuzji, rehabilitacji, miotły inwalidzkiej i tak dalej...
Jak do tej pory młody Lupin nie miał zbyt wielu okazji do tego, aby spędzić czas wśród znajomych Heather z pracy. Wyjątkiem był wprawdzie marcowy Bal Longbottomów w Dolinie Godryka, jednak atmosfera była tam tak przedziwna przez to, jak agresywnie ludzie licytowali starszego brata Brenny, że Cameron nie potrafił wziąć tego wszystkiego na poważnie. To po prostu było party czystokrwistych. Tutaj było jednak nieco inaczej, a dzięki temu także zdecydowanie lepiej.
— Właśnie widzę... Zaraz się okaże, że gdzieś tutaj jest jeszcze jubiler i właścicielka sali weselnej. To już byśmy mieli połowę rzeczy załatwionych — skomentował ze sporą dozą rozbawienia.
Rozmawiali tak sobie spokojnie, co zdecydowanie pomogło Cameronowi zapomnieć o tym, że w okolicy krążyła Florence. Nie rozumiał, jak to było możliwe, że ta kobieta trafiła w te same kręgi towarzyskie, co on. Ba, ta najbardziej nerwowa cząstka duszy Lupina żyła w ciągłym przeświadczeniu, że kiedyś dzień imprezy zbiegnie się w czasie z naprawdę skomplikowanym czasem w życiu Bulstrode i ta zrobi coś naprawdę szalonego.
Na przykład: czarownica zacznie tańczyć twista w sukience powyżej uda, a on to zobaczy na żywo i potem będzie musiał składać przysięgę wieczystą, żeby informacja ta nie opuściła terenu imprezy. Cameron przełknął głośno ślinę, wodząc wzrokiem za palcem, który Heather wycelowała w jakiegoś typa na miotle. Z daleka Lupin nawet nie zauważył, że był to Basilius, który - co za zdziwienie - również pracował w Szpitalu św. Munga.
— Widzisz? Mówiłem! Miotła rehabilitacyjna już czeka — mruknął z kwaśną miną, wykrzywiając szyję, co by lepiej widzieć. — Dobrze, że my jesteśmy tacy młodzi i odpowiedzialni, c'nie?
Policzki Camerona pokryły się czerwienią, gdy tuż obok nich przeszedł Bulstrode i zaczął się dowalać do jego narzeczonej za tekst o dziadersach. Nabrał powietrza w usta; w pierwszej chwili chciał przytrzymać Heather przy sobie, co by nie eskalować incydentu, jednak coś kazało mu bronić honoru swojej kobiety, więc w mig zerwał się z koca.
— ACH TAK?! — krzyknął za Atreusem w nagłym przypływie odwagi. — To w takim razie ja też lecę. Albo polecą razem z nią! Jak już musisz wiedzieć — staruchu. — To przez ponad pół roku grałem w głównym eee składzie jako ściający Wichrów z Carlisle!