15.07.2024, 21:47 ✶
Zaśmiał się serdecznie z sugestii, że musiałby powiadomić aurorów o swojej sromotnej porażce zadbania o własne zdrowie i kondycję.
– Owszem gonił mnie. Uchodzący czas i żałosna kondycja, która zaniedbywana latami teraz domaga się posłuchu – odpowiedział swobodnie, nie wstydząc się punktowania własnych słabości. Znał je aż za dobrze, wiedział również, że jego bogin przyjmuje właśnie tę formę – niedołężnego pokrzywionego mężczyzny na wózku, karykaturę jego samego wykręconego chorobą i słabością. I tylko oczy... oczy błagające o to, by zakończyć cierpienie, w pełni świadome, ale nie mogące ruszyć skorupy. Nie wzdrygnął się przywołując tę niedawną wizję. Robił to często - za każdym razem gdy zastanawiał się jak idiotycznie musi wyglądać w dresie.
– Bieganie to nic. Również wyginam się na wschodnią modłę. To jest dopiero... unikatowa sytuacja. Moja nauczycielka potrafi założyć sobie nogi za głowę bez najmniejszego problemu, jej elastyczność jest... legendarna w moim mniemaniu, gdy tymczasem zgodnie z jej słowami, wielu, wielu magów zasiadających w radzie arcymaga potrafi to i wiele, wiele więcej. Podchodzą do ciała, ducha i magii bardzo holistycznie, zdecydowanie bardziej niż my... – Anthony był podróżnikiem i cechował się wielkim głodem kultur. Oczywiście potrafił dostrzec ich braki, niedostatki myśli zachodu, jej ostrości. Przez lata - zwłaszcza przez lata spokoju stołka zastępcy i później szefa OMSHM-u jego krytycyzm skierował się również ku własnemu gniazdu, a zamiłowanie do orientalizmu nie tylko w strojach, dało się odczuć podczas prowadzonych z nim rozmów.
– Widziałem tam pewne zamieszanie, byłem w okolicy, ale szczerze przyznaję, nie wchodziłem w detale. Świeczki i kadzidła nie są... nie są w kręgu moich zainteresowań, chyba że rozmawiamy o globalnym rynku. – W jego słowach brakło przygany, niemniej jednak ciężko było oczekiwać, że biznes świeczkowy w zestawieniu z jakąkolwiek karierą w ministerstwie będzie wyglądał dobrze, będzie wyglądał interesująco. Może i wiedział ciut więcej, może podsłyszał kawałek dość gorączkowej wymiany zdań między Erikiem i Isaaciem, może wiedział, że w całe zamieszanie wplątani byli jego protegowani lub współpracownicy, ale... nie przedstawił jej swoich domysłów czy puzzli z których dałoby się odtworzyć przebieg wydarzeń w jakiejś jego części. Wolał pozostawić przestrzeń, aby mogła - zgodnie ze swoją wolą - przybliżyć mu go sama. Kto jak kto, ale jako żona Roberta miała sporo wersji do poukładania poprzedniego dnia wieczorem. Był ciekaw, czy wspomni również o stoisku młodej rezolutnej Mulciberówny. Zaiste, młode pokolenie Mulciberów zachowywało się tak, jakby patronował im żółty, a nie zielony kolor. Cóż... w oczach Anthony'ego oba były bardzo blisko siebie.
Tymczasem podniebienie gościa go nie zawiodło, a uśmiech, który rozlał się po jego twarzy znaczył, że sprawiła mu niemałą przyjemność tym pytaniem.
– Kupiłem ją dwa dni temu. Wymaga remontu, ale tak... może w przyszłym roku, jeśli znajdziemy w swoim kalendarzu chociaż kilka dni... Moim marzeniem jest rozesłanie tych butelek po wszystkich bliskich mi osobach zamiast adresu i wyjechanie nie na dzień czy dwa, ale na miesiąc. Kwartał... Chciałbym zobaczyć, czyje zmysły będą na tyle wytrwałe, a umysł zdeterminowany, by stanąć u mego progu – jego romantyczna dusza niezwykle rzadko znajdowała swoje ucieleśnienie poza bezpiecznym wewnętrznym murem. Ale oni znali się od lat, współpracowali od lat. Przy niej mógł pozwolić sobie na ten moment miękkości i odklejenia. W żaden sposób przecież nie znaczyło to o braku jego kompetencji. Lipcowa niedyspozycja owszem, ale tego akurat nie zamierzał jej opowiadać.
– Owszem gonił mnie. Uchodzący czas i żałosna kondycja, która zaniedbywana latami teraz domaga się posłuchu – odpowiedział swobodnie, nie wstydząc się punktowania własnych słabości. Znał je aż za dobrze, wiedział również, że jego bogin przyjmuje właśnie tę formę – niedołężnego pokrzywionego mężczyzny na wózku, karykaturę jego samego wykręconego chorobą i słabością. I tylko oczy... oczy błagające o to, by zakończyć cierpienie, w pełni świadome, ale nie mogące ruszyć skorupy. Nie wzdrygnął się przywołując tę niedawną wizję. Robił to często - za każdym razem gdy zastanawiał się jak idiotycznie musi wyglądać w dresie.
– Bieganie to nic. Również wyginam się na wschodnią modłę. To jest dopiero... unikatowa sytuacja. Moja nauczycielka potrafi założyć sobie nogi za głowę bez najmniejszego problemu, jej elastyczność jest... legendarna w moim mniemaniu, gdy tymczasem zgodnie z jej słowami, wielu, wielu magów zasiadających w radzie arcymaga potrafi to i wiele, wiele więcej. Podchodzą do ciała, ducha i magii bardzo holistycznie, zdecydowanie bardziej niż my... – Anthony był podróżnikiem i cechował się wielkim głodem kultur. Oczywiście potrafił dostrzec ich braki, niedostatki myśli zachodu, jej ostrości. Przez lata - zwłaszcza przez lata spokoju stołka zastępcy i później szefa OMSHM-u jego krytycyzm skierował się również ku własnemu gniazdu, a zamiłowanie do orientalizmu nie tylko w strojach, dało się odczuć podczas prowadzonych z nim rozmów.
– Widziałem tam pewne zamieszanie, byłem w okolicy, ale szczerze przyznaję, nie wchodziłem w detale. Świeczki i kadzidła nie są... nie są w kręgu moich zainteresowań, chyba że rozmawiamy o globalnym rynku. – W jego słowach brakło przygany, niemniej jednak ciężko było oczekiwać, że biznes świeczkowy w zestawieniu z jakąkolwiek karierą w ministerstwie będzie wyglądał dobrze, będzie wyglądał interesująco. Może i wiedział ciut więcej, może podsłyszał kawałek dość gorączkowej wymiany zdań między Erikiem i Isaaciem, może wiedział, że w całe zamieszanie wplątani byli jego protegowani lub współpracownicy, ale... nie przedstawił jej swoich domysłów czy puzzli z których dałoby się odtworzyć przebieg wydarzeń w jakiejś jego części. Wolał pozostawić przestrzeń, aby mogła - zgodnie ze swoją wolą - przybliżyć mu go sama. Kto jak kto, ale jako żona Roberta miała sporo wersji do poukładania poprzedniego dnia wieczorem. Był ciekaw, czy wspomni również o stoisku młodej rezolutnej Mulciberówny. Zaiste, młode pokolenie Mulciberów zachowywało się tak, jakby patronował im żółty, a nie zielony kolor. Cóż... w oczach Anthony'ego oba były bardzo blisko siebie.
Tymczasem podniebienie gościa go nie zawiodło, a uśmiech, który rozlał się po jego twarzy znaczył, że sprawiła mu niemałą przyjemność tym pytaniem.
– Kupiłem ją dwa dni temu. Wymaga remontu, ale tak... może w przyszłym roku, jeśli znajdziemy w swoim kalendarzu chociaż kilka dni... Moim marzeniem jest rozesłanie tych butelek po wszystkich bliskich mi osobach zamiast adresu i wyjechanie nie na dzień czy dwa, ale na miesiąc. Kwartał... Chciałbym zobaczyć, czyje zmysły będą na tyle wytrwałe, a umysł zdeterminowany, by stanąć u mego progu – jego romantyczna dusza niezwykle rzadko znajdowała swoje ucieleśnienie poza bezpiecznym wewnętrznym murem. Ale oni znali się od lat, współpracowali od lat. Przy niej mógł pozwolić sobie na ten moment miękkości i odklejenia. W żaden sposób przecież nie znaczyło to o braku jego kompetencji. Lipcowa niedyspozycja owszem, ale tego akurat nie zamierzał jej opowiadać.