15.07.2024, 21:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.07.2024, 21:53 przez Cedric Lupin.)
Stoisko z biżuterią Viorici
Męcząco, chaotycznie, ale też zaskakująco przyjemnie. Dzień jeszcze się nie skończył, ale już teraz wiedział, że szybko o tym nie zapomni. Pierwszy raz od naprawdę dawna odważył się zrobić coś więcej i pomimo początkowej niechęci, w ostatecznym rozrachunku czuł się naprawdę dobrze. Oczywiście wydarzenie jeszcze się nie zakończyło i potencjalnie wszystko mogło się zepsuć, ale miał zbyt dobry humor, żeby poddać się negatywnym myślom. Jasne, pomoc przy stoisku kosztowała go całkiem sporo stresu, ale w sumie to nie było to takie złe. Ba, nawet mógłby się do tego przyzwyczaić. Czy wpływ na takie, a nie inne postrzeganie sytuacji miał fakt, że spędził z Vior cały dzień? Początek tej "nowej" znajomości był dość niepozorny, bo przecież zaczął się od tego, że zebrał od niej solidny ochrzan. W normalnej sytuacji zapewne unikałby kolejnego spotkania, chcąc uniknąć dalszych konfrontacji, ale zdążył się już nauczyć, że przy niej życie nie było takie oczywiste. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu zdecydowała się na spędzanie z nim coraz większych ilości czasu, co w ostatecznym rozrachunku doprowadziło ich tutaj. Cedric odmówił przesiadywania w pracy. Tylko po to, żeby cały dzień spędzić na Lammas, z nią. W teorii byli tylko znajomymi, ale coraz trudniej szło mu myślenie o czymś innym niż ona. Najgorsze było w tym wszystkim to, że tak właściwie to nie czuł się z tym jakoś szczególnie źle. Robił sobie nadzieje i gdzieś w środku czuł, że było to głupie. Może lubiła jego towarzystwo, ale nie było szans na to, żeby polubiła bardziej takiego nudziarza jak on.
— Dobrze, obiecuję się dołożyć wszelkich starań, żeby stoisko utrzymało się w jednym kawałku — odparł, lekko się przy tym uśmiechając. Mina mu jednak zrzedła, gdy nagle zaczęła łapać go za słówka. — Zaraz, co? Ja... och. — W pierwszej chwili był nieco skonfundowany, ale gdy w końcu dotarł do niego sens jej słów, momentalnie się zmieszał. W tej chwili rumieńce w jej towarzystwie stanowiły wręcz jego drugą skórę. Niezręczności dodawał tutaj fakt, że za kilka dni mieli przecież wyjechać razem nad jezioro. Naprawdę nie chciał, żeby kobieta pomyślała, że zabiera ją tam w takim celu. Naprawdę lubił spędzać z nią czas i nie chciał, żeby pomyślała, że traktuje ją przedmiotowo.
Myśli te pochłonęły go na tyle, że w dalszej rozmowie Vior z Dorą służył raczej za tło. Nie omieszkał się jednak zawstydzić, gdy Zamfir znowu postanowiła się z nim droczyć. — Obiecałem Dorze, także znajdę czas. Obiecuję. Okey? — bardziej wyburczał, niż powiedział, patrząc na nią z usilnie skrywanym zawstydzeniem. Niby mieli już za sobą sporo spędzonego wspólnie czasu, ale i tak wzbierał się w nim stres, gdy ustalali coś nowego. Za każdym razem zaskakiwało go, że chciała z nim spędzać coraz więcej czasu. Bo czym była ich relacja? Z jednej strony naprawdę chciał się tego dowiedzieć, ale z drugiej brakowało mu nieco odwagi.
Cedric był naprawdę skrytym i nieśmiałym człowiekiem, a Vior... cóż, była sobą. Już wiele razy uświadamiała mu, jak bardzo jest niezwykła, ale wciąż potrafiła go zaskakiwać, czego doskonałym przykładem była aktualna sytuacja. Czy spodziewał się, że włoży mu na głowę wieniec? Zdecydowanie nie. Czy miał coś przeciwko? W sumie to nie? Czy czuł się głupio? Jak cholera. Czy znowu ogarniało go zawstydzenie? Nie zdążyło go opuścić po wcześniejszej sytuacji.
Przez dłuższą chwilę po prostu stał w miejscu, z szeroko otworzonymi oczami. Nie był to żaden intymny gest czy wyznanie, ale serce i tak mu przyśpieszyło. W tej chwili naprawdę żałował, że jest tchórzem, a wokół nich jest tylu ludzi, bo miał ochotę ją pocałować. Oczywiście była to tylko chwilowa myśl, którą szybko wyrzucił z głowy. Bo przecież na trzeźwo nie miał w sobie tyle odwagi.
Gdy w końcu spojrzał jej w oczy, jego uszy przybrały barwę soczystego buraka. Próbował coś powiedzieć, ale nie wiedział, jakich słów użyć. Na szczęście z tej opresji uratowali go przybyli nagle goście, którzy okazali się przyjaciółmi Vior.
Crow był, hm, specyficzny.
— Ja... och, okey — rzucił tylko, lekko skonfundowany tą odpowiedzią. Oczywiście ostatecznie doszedł do wniosku, że był to tylko żart, wyjątkowo specyficzny. — W takim razie przekaż moje gratulacje bratu. Jeśli uda ci się go odnaleźć — dorzucił, lekko się przy tym uśmiechając. Następnie uścisnął dłoń Laurenta, a gdy ten przywitał się z jego towarzyszką w nad wyraz szarmancki sposób, poczuł się nieco nieswojo. Lekka zazdrość, niepewność oraz poczucie, że rozmawiał z kimś z zupełnie innej sfery życiowej. Takiej, która była ponad nim. Mężczyzna wyglądał jak ktoś, kto często bywał na salonach. Ostatecznie skupił się jednak na pochwałach, które rzucił w stronę wyrobów zebranych na straganie. — Tak, jest wspaniały. Vior ma prawdziwy talent do takich rzeczy. W przyszłości planuje nawet otworzyć własny lokal. Nie może się jednak zdecydować na lokalizację — zagaił, zerkając przy tym w stronę kobiety. Zapewne nie będzie zadowolona z tego, że Cedric rozsiewa nie do końca prawdziwe historie, ale chciał ją zmotywować do działania. Miał nadzieję, że mężczyźni podchwycą temat i być może również zaoferują swoją pomoc.
Poczuł się nieco dziwnie, gdy Crow przerzucił temat na kolczyki i pępki, ale nie komentował. W końcu byli to znajomi Vior. No i potencjalni klienci. Po prostu milczał, śledząc dalszy przebieg rozmowy. To właśnie w tym momencie dotarło do niego, że o czymś zapomniał. Starając się być przy tym dyskretnym, sięgnął ku swojej głowie i ściągnął wciąż tkwiący tam wieniec, chowając go za plecami. Miał nadzieję, że Laurent i Crow go nie zauważyli. Wyjaśnienie tego typu nakrycia głowy byłoby co najmniej problematyczne. W końcu dalej nie wiedział, co tkwiło w głowie Vior.