15.07.2024, 23:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.07.2024, 08:27 przez Lorien Mulciber.)
Na pytanie o brak zaproszenia nawet nie odpowiedziała. Zamiast tego spojrzała na gospodynię w niemym szoku, starając się go jak najszybciej zatuszować.
To o nich mówiono na salonach? Nie byli wystarczający na jakieś podrzędne wesele po którym… ganiały kury?
Już tej opowieści Camille słuchała z lekkim niedowierzaniem, próbując zrozumieć jaki pożytek mieli szanujący się czystokrwiści w cyrkowcach i zwierzynie. Rzeczywiście, jeśli główną atrakcją miały być bójki i słaniające się na Shafiq’a panny, to ciężko było tu mówić o sensownym przyjęciu. A jednak wciąż… Wyraźna insynuacja, że Mulciberowie stali się gorszym sortem wśród rodów zabolała.
- Nie jestem wielką fanką ptactwa hodowlanego.- Przyznała, całkiem nawet szczerze. Z reguły preferowała, żeby jej obiad nie biegał wcześniej pod nogami. Skupiła w pełni uwagę na stole przed sobą, analizując kolejne kroki i działania.
Zwłaszcza, że temat zszedł… na problemy związkowe Arteusa. Czy to kwestia zajętych myśli czy faktu, że Agnes skakała między wątkami jak szalona - Lorien w pierwszej sekundzie nie połączyła kilku istotnych kropek. Ba! Nawet zaczęła Bulstrode’owi naprawdę współczuć tego całego porzucenia i … cokolwiek wydarzyło się z nim najwyraźniej na Beltane. Ale potem padły magiczne słowa - Widowisko Randkowe, a osobowość tajemniczej, zdradliwej narzeczonej stała się jasna jak słońce.
Czy to był jakiś festiwal poniżenia i kłopotliwej ciszy?
- Agnes, kochana…- Kobieta przechyliła delikatnie głowę. Ruletka była zdradliwa, tu nie dało się schować za kartami i dać sobie choćby sekundy do namysłu. - Myślę, że Atreus sobie poradzi. Skoro to tylko jakaś głupiutka dziewczynka… Nie ma się co nią przejmować. Zresztą która z nas nigdy nie popełniła błędów z miłości.- Zaśmiała się, ale ten śmiech był tylko ładną przykrywką dla narastającej paniki.
Musiała odpowiedzieć, zanim to zrobi Sophie. Zanim owa “głupiutka dziewczyna” da pani Delacour kolejny powód do plotek, odzywając się i kierując na siebie uwagę. Nawet jeśli kładła głowę pod topór, Sophie miała mniejszą szansę na przetrwanie wśród tych piranii. Każdego dnia Lorien przekonywała się, że jej pasierbica jest… zupełnie inna. Delikatna, wrażliwa. Tak irracjonalnie łagodna Co ją podkusiło, żeby tu przyjść? Zaproszenie, zaproszeniem, ale…
To wciąż nie są kasyna na Nokturnie. Tam już by ją ktoś kupił.
Fakt. Mogli się tylko cieszyć, że działali we względnie kontrolowanym środowisku.
Wygrała? Wygrała! Znaczy... No oczywiście, że tak. Nie wyobrażała sobie innego rozstrzygnięcia.
Niemal automatycznie zebrała swoje żetony, czując to miłe mrowienie w palcach, smak zwycięstwa i słodki głosik mamiący wizją większego bogactwa. Ale nie urodziła się dzisiaj, żeby pozwolić się sprowokować. Na pewno nie przy ruletce. Poker był wojną charakterów. Tu o byciu i niebyciu decydowała głupia kulka.
- Postaram się opróżnić je co do knuta.- Obiecała. Ułożyła dłoń na piersi jakby miała złożyć na to przysięgę, równocześnie pozwalając światłu odbić się w drogich pierścionkach. Równocześnie poczuła kompletny zawód, gdy okazało się, że Sophie jest kompletnie spłukana. Zostać bez żetonów na samym początku wieczoru? Co następne? Zacznie się zastawiać z… Czy ona w ogóle miała co zastawić w razie czego? Zadłużenie się nie wchodziło w grę.
Lorien była wyraźnie daleka od zadowolenia, gdy Agnes zainterweniowała.
- Rozpuścisz moją małą księżniczkę.- Udała, że nic się nie stało. Ale cholera jasna stało się. I ciężko było teraz to odkręcić. - A to moje zadanie, amore mio.- Przesunęła w stronę Sophie część żetonów ze swojego stosika. Nawet nie liczyła ile, ot tylko przeleciała wzrokiem po żetonach, żeby liczba była konkretna i w miarę równa. Zamiast jednak rozwodzić się dalej nad pasierbicą przyjrzała się uważniej ruletce.
Te same liczby co rundę wcześniej
Interesujące. Ale z pewnością niegłupie. Zwłaszcza, że na szali stała spora ilość galeonów. Ale z drugiej strony, pieniądze stawiane przez Kasyno były pustymi pieniędzmi. Kusiło, żeby uwierzyć, że Agnes dokona jakiejś magii i uszczęśliwi dodatkowo biedne dziecko, któremu dała swoje żetony. Sophie zobaczy identyczne liczby, obstawi wysokie kwoty, wygra i będzie szczęśliwa. Albo, co bardziej prawdopodobne, rozwali się o ścianę, gdy znów wszystko straci. Pokręciła lekko głową, próbując nie rozwalać włosa na czworo.
A potem rzuciła na odpowiednie pola swoje żetony - 5 z nich na 9. Dodatkowe 3 na czerwony kolor. Wyjątkowo łagodna zagrywka ze strony kogoś kto jak mały smok trzymał pazury na małej fortunie.
Odkryj wiadomość pozafabularną
To o nich mówiono na salonach? Nie byli wystarczający na jakieś podrzędne wesele po którym… ganiały kury?
Już tej opowieści Camille słuchała z lekkim niedowierzaniem, próbując zrozumieć jaki pożytek mieli szanujący się czystokrwiści w cyrkowcach i zwierzynie. Rzeczywiście, jeśli główną atrakcją miały być bójki i słaniające się na Shafiq’a panny, to ciężko było tu mówić o sensownym przyjęciu. A jednak wciąż… Wyraźna insynuacja, że Mulciberowie stali się gorszym sortem wśród rodów zabolała.
- Nie jestem wielką fanką ptactwa hodowlanego.- Przyznała, całkiem nawet szczerze. Z reguły preferowała, żeby jej obiad nie biegał wcześniej pod nogami. Skupiła w pełni uwagę na stole przed sobą, analizując kolejne kroki i działania.
Zwłaszcza, że temat zszedł… na problemy związkowe Arteusa. Czy to kwestia zajętych myśli czy faktu, że Agnes skakała między wątkami jak szalona - Lorien w pierwszej sekundzie nie połączyła kilku istotnych kropek. Ba! Nawet zaczęła Bulstrode’owi naprawdę współczuć tego całego porzucenia i … cokolwiek wydarzyło się z nim najwyraźniej na Beltane. Ale potem padły magiczne słowa - Widowisko Randkowe, a osobowość tajemniczej, zdradliwej narzeczonej stała się jasna jak słońce.
Czy to był jakiś festiwal poniżenia i kłopotliwej ciszy?
- Agnes, kochana…- Kobieta przechyliła delikatnie głowę. Ruletka była zdradliwa, tu nie dało się schować za kartami i dać sobie choćby sekundy do namysłu. - Myślę, że Atreus sobie poradzi. Skoro to tylko jakaś głupiutka dziewczynka… Nie ma się co nią przejmować. Zresztą która z nas nigdy nie popełniła błędów z miłości.- Zaśmiała się, ale ten śmiech był tylko ładną przykrywką dla narastającej paniki.
Musiała odpowiedzieć, zanim to zrobi Sophie. Zanim owa “głupiutka dziewczyna” da pani Delacour kolejny powód do plotek, odzywając się i kierując na siebie uwagę. Nawet jeśli kładła głowę pod topór, Sophie miała mniejszą szansę na przetrwanie wśród tych piranii. Każdego dnia Lorien przekonywała się, że jej pasierbica jest… zupełnie inna. Delikatna, wrażliwa. Tak irracjonalnie łagodna Co ją podkusiło, żeby tu przyjść? Zaproszenie, zaproszeniem, ale…
To wciąż nie są kasyna na Nokturnie. Tam już by ją ktoś kupił.
Fakt. Mogli się tylko cieszyć, że działali we względnie kontrolowanym środowisku.
Wygrała? Wygrała! Znaczy... No oczywiście, że tak. Nie wyobrażała sobie innego rozstrzygnięcia.
Niemal automatycznie zebrała swoje żetony, czując to miłe mrowienie w palcach, smak zwycięstwa i słodki głosik mamiący wizją większego bogactwa. Ale nie urodziła się dzisiaj, żeby pozwolić się sprowokować. Na pewno nie przy ruletce. Poker był wojną charakterów. Tu o byciu i niebyciu decydowała głupia kulka.
- Postaram się opróżnić je co do knuta.- Obiecała. Ułożyła dłoń na piersi jakby miała złożyć na to przysięgę, równocześnie pozwalając światłu odbić się w drogich pierścionkach. Równocześnie poczuła kompletny zawód, gdy okazało się, że Sophie jest kompletnie spłukana. Zostać bez żetonów na samym początku wieczoru? Co następne? Zacznie się zastawiać z… Czy ona w ogóle miała co zastawić w razie czego? Zadłużenie się nie wchodziło w grę.
Lorien była wyraźnie daleka od zadowolenia, gdy Agnes zainterweniowała.
- Rozpuścisz moją małą księżniczkę.- Udała, że nic się nie stało. Ale cholera jasna stało się. I ciężko było teraz to odkręcić. - A to moje zadanie, amore mio.- Przesunęła w stronę Sophie część żetonów ze swojego stosika. Nawet nie liczyła ile, ot tylko przeleciała wzrokiem po żetonach, żeby liczba była konkretna i w miarę równa. Zamiast jednak rozwodzić się dalej nad pasierbicą przyjrzała się uważniej ruletce.
Te same liczby co rundę wcześniej
Interesujące. Ale z pewnością niegłupie. Zwłaszcza, że na szali stała spora ilość galeonów. Ale z drugiej strony, pieniądze stawiane przez Kasyno były pustymi pieniędzmi. Kusiło, żeby uwierzyć, że Agnes dokona jakiejś magii i uszczęśliwi dodatkowo biedne dziecko, któremu dała swoje żetony. Sophie zobaczy identyczne liczby, obstawi wysokie kwoty, wygra i będzie szczęśliwa. Albo, co bardziej prawdopodobne, rozwali się o ścianę, gdy znów wszystko straci. Pokręciła lekko głową, próbując nie rozwalać włosa na czworo.
A potem rzuciła na odpowiednie pola swoje żetony - 5 z nich na 9. Dodatkowe 3 na czerwony kolor. Wyjątkowo łagodna zagrywka ze strony kogoś kto jak mały smok trzymał pazury na małej fortunie.
Przesuwa 25 żetonów do Sophie.
Stawia 5 żetonów na 9.
3 żetony na kolor czerwony - konsekwentnie.
Stawia 5 żetonów na 9.
3 żetony na kolor czerwony - konsekwentnie.