Richard naprawdę nie miał nic przeciwko temu, jeżeli jego młodszy syn chciał rozpocząć własny biznes. Tylko ten jeden szczegół, zakłócał całemu porządkowi dobrego interesu i nie doprowadzania do kompromitacji rodziny. Tak jak w przypadku Sophie, nie stosowna jest produkcja cytrynówki, tak Richard nie chciałby widzieć rozwijającego się erotycznego przedsięwzięcia syna. Jego pokolenie najwyraźniej ma na to inne spojrzenie i trudno zaakceptować inne poglądy młodszych czarodziei. Nie chciał Charlesowi ucinać możliwości rozwojowych, ale jeżeli uprze się przy tych kontrowersyjnych świeczkach, niech robi to bardzo dyskretnie.
Miał nadzieję, że jego słowa w jakikolwiek sposób dotarły do młodego móżdżka Charlesa. Że skorzysta z rady i dostosuje się do prośby.
- Trzymam Cię za słowo.Inaczej nie mógł wymusić na nim pewnego rodzaju w tym obietnicy. Jeżeli faktycznie chłopakowi zależało na tym, aby ojciec był z niego dumny.
- Wolałbym, aby nic nie pisał o naszym stoisku.
Wtrącił się w sprawie artykułu, jeżeli pierdolony dziennikarz Bagshot miał zamiar cokolwiek pisać na temat ich stoiska. Co innego być wymienionym na liście jako uczestnicy ze swoim stoiskiem na kiermaszu, a co innego być ocenianym przez osoby trzecie w jakiejś prasie. Biorąc jeszcze pod uwagę to, co miało tutaj miejsce. Richard nie ufał Isaacowi. Najchętniej zamieniłby go w ślimaka i zdeptał.
Strzepnął popiół z papierosa, kiedy po chwili Charles wspomniał o świeczkach zapachowych, dostając o nie pytania. Richard spojrzał na niego z uniesioną brwią lekkiego zdziwienia. Zaczął się zastanawiać, czy on w ogóle wie jaki towar tutaj mają i czy w ogóle słuchał Roberta, kiedy to wszystko mu przygotowywał.
Wsadził papierosa do ust i kiedy Charles dalej mówił, Richard wstał, podszedł do skrzyń i kartonów, znajdujących się pod stołem. Nie chciał niczego brać ze stolika. Z jednego, odpowiedniego kartonu, wyjął jedną zapakowaną świeczkę. Średniej wielkości, jasnofioletowego koloru. Wrócił na swoje miejsce i podał Charlesowi.
- Rozpakuj i powąchaj.Zachęcił, zaciągnąwszy się papierosem, wypuszczając dym z ust. Trzymając go już między palcami dłoni. Świeczkę jaką otrzymał Charles, była o zapachu lawendy. Zwyczajna, wosk barwiony i jeszcze posiadała zapach rośliny. Mieli też inne, ale tę miał pod ręką. Na opakowaniu było napisane, że zapachowa. I kosztowała o dwa knuty więcej od klasycznej bezzapachowej.
- Mamy takich sporo. Nawet w domu je paliliśmy.
Wyjaśnił i obserwował Charlesa, czy pamięć ma dobrą czy coś nie uważnie podchodził do interesu? Nie zarejestrował? Nic nie stało na przeszkodzie, aby je produkował i to zapachowe. U Charlesa był tylko problem z formą świeczek. Tu istniała obawa, czy on naprawdę jest tego świadomy. Może robić proste walce, gwiazdy, serca, stożki, kule ale nie fallusy.
Pieniądze są zawsze problemem. Pożyczka. Richard nie polecałby zadłużania się gdziekolwiek i u kogokolwiek. Zostawił ten temat na razie. Wrócą do niego jak przyjdzie na to odpowiedni czas.
- Odpuśćmy sobie warsztaty.To była jego ostateczna decyzja. Jeszcze zbierze się kolejny tłum zainteresowanych, a fani Charlesa zaczną pytać jak zrobił chujowe świeczki... Richard nie chciał za bardzo ryzykować, mimo zapewnień syna, że będzie grzeczny. Nie chciał też ponownie widzieć tutaj kręcących się dziennikarzy. Z drugiej strony, szybciej będą mogli się stąd zwinąć.