16.07.2024, 12:23 ✶
Poczuł ukłucie żalu, kiedy Adria wydawała ostatnie tchnienie. Po pierwsze, uważał się za współwinnego jej śmierci, nawet jeśli to nie on zadał jej śmiertelny cios (lecz przecież, czy w zemście za Laurenta nie ciskał w nią zaklęciami? Ale to było coś innego - chciał ją osłabić, być może trochę skrzywdzić, ale chyba nie chciał zabić...? Teraz już nie pamiętał, gdy emocje opadły). Po drugie, miał mnóstwo pytań, z których większość prawdopodobnie na zawsze pozostanie bez odpowiedzi; czy Adria naprawdę była zła? Czy może wydarzyło się coś, co zaważyło na jej sposobie postrzegania świata? Może dało jej się pomóc, wyleczyć z tego stanu - tego nie zdradzi mu już dryfujące bezładnie ciało.
Usłyszawszy głos Laurenta odwrócił się w jego stronę i posłał mu zmęczony uśmiech. Miał zająć się swoją raną? Spojrzał na pulsujący bólem nadgarstek; wciąż krwawił, ale nie wydawało mu się to aż tak poważne. A może był zbyt przytępiony, by ocenić powagę sytuacji? W każdym razie, skinął w głową w odpowiedzi.
— Czy to minęło? — zapytał jeszcze Prewetta, nawiązując do halucynacji. Nie pytał o to, co widział - przede wszystkim, nie był to czas ani miejsce na takie rozmowy. Poza tym, bał się tego, co może usłyszeć. Jak potężna była jego krew? Jak okropne wizje zsyłała na człowieka? Patrzył jeszcze na niego przez chwilę, już na człowieka, nie fokę i chciał go... chciał go tylko stamtąd zabrać. Wysuszyć jego ubranie, podać mu swój eliksir na bezsenność i pozwolić odespać ten koszmar głębokim, pozbawionym obrazów snem.
W następnej chwili podpłynął do Geraldine i z zaciekawieniem obejrzał jej rany. Być może jest to okrutne, ale cieszę się, że mamy rannych, myślał, obejmując ramię czarownicy obiema dłońmi. Były zimne jak lód, choć i tak zdawały się cieplejsze niż woda na dnie jeziora. Przynajmniej mogę czymś zająć myśli i nie czuję się tak zbędny.
— Bardzo boli? — pytał troskliwie, dotykając brzegów rozcięć, by ocenić ich głębokość. Pokręcił głową zmartwiony — Nie mam na to eliksiru z dyptamu, a bardzo by teraz pomógł. Victoria może...? — odwrócił się w stronę Lestrange zajętej swoimi sprawami i westchnął — Nie, to nie ma sensu pod wodą. Nie wiemy czy i jak to zadziała. Opatrzę je prowizorycznie, żebyś się nie wykrwawiła i żeby żadne nieczystości nie dostały się do rany, ale musisz pójść z tym do uzdrowiciela. Nie wiem, czy nie będzie potrzebne szycie.
Zaraz potem łagodnie, ale jednocześnie stanowczo wysunął spomiędzy jej palców sztylet, na którym zdawało mu się, że wciąż widnieje krew Adrii (choć ta została najprawdopodobniej już wypłukana) i odciął nim rękaw swojej koszuli. Pociął go na mniejsze paski, a potem metodycznie zaczął owijać je wokół ramienia Yaxleyówny. Był przy tym spokojny i skupiony, jakby podchodził do całej procedury z nabożną czcią, choć dłonie mu drżały i zdradzały jak bardzo był zdenerwowany. Lub zmęczony. Właściwie, to jedno i drugie.
— Nie Laurencie, są umieszczeni w bańkach i nie grozi im niebezpieczeństwo, dlatego nie sądzę abyśmy powinni ich teraz uwalniać — zauważył, wciąż pochylony nad ramieniem Gerry — Jeśli wypuścimy ich na powierzchni, rozpierzchną się i będziemy mieli problem ze złamaniem kodeksu tajności, a dochodzenie przed Wizengamotem to ostatnie, czego w tej chwili potrzebujemy. Lepiej, aby zajęło się nimi Ministerstwo. Czuję w kościach, że przyda się pomoc amnestezjatorów. A poza tym Ulth sprawiał wrażenie skłonnego do współpracy.
Miał tylko nadzieję, że pozostali posłuchają jego argumentów - bo to przecież nie tak, że Perseus nienawidził wszystkiego, co mugolskie, wręcz przeciwnie, ale zbyt głęboko zakorzeniono w nim przekonanie o tym, że do mugolskiego świata nigdy należeć nie będzie. Naturalnym było więc, że w razie komplikacji, w pierwszej kolejności myślał o swoich magicznych pobratymcach.
Usłyszawszy głos Laurenta odwrócił się w jego stronę i posłał mu zmęczony uśmiech. Miał zająć się swoją raną? Spojrzał na pulsujący bólem nadgarstek; wciąż krwawił, ale nie wydawało mu się to aż tak poważne. A może był zbyt przytępiony, by ocenić powagę sytuacji? W każdym razie, skinął w głową w odpowiedzi.
— Czy to minęło? — zapytał jeszcze Prewetta, nawiązując do halucynacji. Nie pytał o to, co widział - przede wszystkim, nie był to czas ani miejsce na takie rozmowy. Poza tym, bał się tego, co może usłyszeć. Jak potężna była jego krew? Jak okropne wizje zsyłała na człowieka? Patrzył jeszcze na niego przez chwilę, już na człowieka, nie fokę i chciał go... chciał go tylko stamtąd zabrać. Wysuszyć jego ubranie, podać mu swój eliksir na bezsenność i pozwolić odespać ten koszmar głębokim, pozbawionym obrazów snem.
W następnej chwili podpłynął do Geraldine i z zaciekawieniem obejrzał jej rany. Być może jest to okrutne, ale cieszę się, że mamy rannych, myślał, obejmując ramię czarownicy obiema dłońmi. Były zimne jak lód, choć i tak zdawały się cieplejsze niż woda na dnie jeziora. Przynajmniej mogę czymś zająć myśli i nie czuję się tak zbędny.
— Bardzo boli? — pytał troskliwie, dotykając brzegów rozcięć, by ocenić ich głębokość. Pokręcił głową zmartwiony — Nie mam na to eliksiru z dyptamu, a bardzo by teraz pomógł. Victoria może...? — odwrócił się w stronę Lestrange zajętej swoimi sprawami i westchnął — Nie, to nie ma sensu pod wodą. Nie wiemy czy i jak to zadziała. Opatrzę je prowizorycznie, żebyś się nie wykrwawiła i żeby żadne nieczystości nie dostały się do rany, ale musisz pójść z tym do uzdrowiciela. Nie wiem, czy nie będzie potrzebne szycie.
Zaraz potem łagodnie, ale jednocześnie stanowczo wysunął spomiędzy jej palców sztylet, na którym zdawało mu się, że wciąż widnieje krew Adrii (choć ta została najprawdopodobniej już wypłukana) i odciął nim rękaw swojej koszuli. Pociął go na mniejsze paski, a potem metodycznie zaczął owijać je wokół ramienia Yaxleyówny. Był przy tym spokojny i skupiony, jakby podchodził do całej procedury z nabożną czcią, choć dłonie mu drżały i zdradzały jak bardzo był zdenerwowany. Lub zmęczony. Właściwie, to jedno i drugie.
— Nie Laurencie, są umieszczeni w bańkach i nie grozi im niebezpieczeństwo, dlatego nie sądzę abyśmy powinni ich teraz uwalniać — zauważył, wciąż pochylony nad ramieniem Gerry — Jeśli wypuścimy ich na powierzchni, rozpierzchną się i będziemy mieli problem ze złamaniem kodeksu tajności, a dochodzenie przed Wizengamotem to ostatnie, czego w tej chwili potrzebujemy. Lepiej, aby zajęło się nimi Ministerstwo. Czuję w kościach, że przyda się pomoc amnestezjatorów. A poza tym Ulth sprawiał wrażenie skłonnego do współpracy.
Miał tylko nadzieję, że pozostali posłuchają jego argumentów - bo to przecież nie tak, że Perseus nienawidził wszystkiego, co mugolskie, wręcz przeciwnie, ale zbyt głęboko zakorzeniono w nim przekonanie o tym, że do mugolskiego świata nigdy należeć nie będzie. Naturalnym było więc, że w razie komplikacji, w pierwszej kolejności myślał o swoich magicznych pobratymcach.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory