- Tak, są coraz bliżej gryzienia ziemi od spodu. - Rzuciła jeszcze do Camerona. Najwyraźniej uważała, że wszyscy ludzie po trzydziestce zmierzają ku jednemu miejscu, którym był cmentarz. Lupin miał nieco lepszą wizję, bo po drodze sugerował jeszcze miotłę inwalidzką, czy rehabilitację, Ruda nie była najwyraźniej tak bardzo pozytywnie nastawiona do procesu starzenia się.
Dobrze było spędzić jeden dzień z Cameronem w towarzystwie swoich znajomych, w końcu, co mogło pójść nie tak? Znajdowali się tu przecież sami przyjaciele, taaaak...
- Nie no, aż tak, to nam się chyba nigdzie nie spieszy. - Nieco przerażała ją wizja, aż tak rychłego zamążpójścia, niby cieszyła się zaręczynami i w ogóle, jednak małżeństwo było poważną decyzją, z którą mogli jeszcze trochę poczekać, jakoś do roku? Chyba po roku od zaręczyn wypadało wziąć ślub, chociaż nie znała się na tym jakoś specjalnie.
- Muszę chyba powiedzieć ojcu, żeby zaczął robić więcej tych rehabilitacyjnych, może jest to jakaś nisza w branży. - Pomysł wcale nie wydawał się jej być taki głupi, na pewno z nim porozmawia na dniach, żeby zainteresował się tym tematem.
Ojej. To była jej pierwsza myśl, kiedy Atreus zaczął się do niej rzucać. Nie, żeby się go przestraszyła, wręcz przeciwnie, spoglądała na niego z dziką satysfakcją w oczach, bo najwyraźniej udało się jej go rozzłościć, punkt dla niej. Szkoda, że Brenn nie było gdzieś w pobliżu, to by zobaczyła, jak się do niej spruł.
- Bardzo chętnie pokażę wam jak się lata. - Odparła z uśmiechem wyszczerzając zęby. Nie musiał się powtarzać, wyciągnęła rękę przed siebie i krzyknęła - KAFLU do mnie - Wezwała swoją miotłę, która była specjalnie zaklęta, pojawiła się jakiś czas po jej nawoływaniu.
Mrugnęła dwa razy, kiedy Cameron się odezwał. Nie spodziewała się po nim czegoś takiego, nie miał w zwyczaju bycia, aż takim odważnym, a do tego przecież miał lęk wysokości... - - Czyś ty do reszty zwariował, przecież nienawidzisz latać. - Powiedziała szeptem, aby teraz jej słów nikt nie usłyszał.