16.07.2024, 21:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2024, 21:38 przez Basilius Prewett.)
Przy wodzie z Brenną i Atreusem
– Ah, to wiele wyjaśnia – mruknął, zerkając na swoją muszlę. Może na wszelki wypadek powinien ją zdjąć już teraz, aby kontrolować swoje samopoczucie bez wspomagaczy, skoro te miały przecież przestać działać dość nagle, ale... Nie chciał. Bardzo nie chciał. – Skakałaś z miotły? Z własnej woli? – Zmarszczył brwi, nie chcąc dodać w sumie to ja trochę też. Oczywiście był pewny, że cokolwiek się stało w przypadku Brenny, było znacznie mniej uzasadnione, niż to czemu on zrobił to co zrobił, jakiś czas temu.
Skrzywił się nieco, gdy kuzyn objął go ramieniem, czując jak poobijane miejsca, jeszcze nie przestały być poobijanymi miejscami.
– Hm, liczyłem, że docenisz moją miłość i poświęcenie do ciebie i po prostu zgodzisz się być chociaż raz rozsądny – powiedział, zerkając na Brenną w nadziei na jakieś wsparcie w tej sprawie. – Poza tym dalibyśmy ci jakieś resztki z grilla.
No cóż, najwyżej będzie musiał włączyć do całej akcji Florence. Jakoś to przeżyje i może nawet uniknie tłumaczenia się czemu wlazł na tę cholerna miotłę.
W sumie to w tym momencie miał ochotę ponownie przywalić sobie głową w piasek.
A więc to był animag... Animag, z którym będzie musiał potem poważnie porozmawiać i przeprosić go za parę rzeczy.
– To nie był mał... – urwał, a potem przewrócił oczami. – Nie było cię tam wtedy to się nie wypowiadaj. – Jak jakiś polityk. Olał kuzyna i skierował spojrzenie na Brennę I westchnął cicho. – I chyba dobrze, że to jednak nie strażnik. Będę musiał z nim potem porozmawiać. Jakieś wskazówki? Często zmienia się w agresywnego niedźwiedzia, czy to byl tylko urok tamtego miejsca?
W tym czasie najwyraźniej nastroje do wyścigu były coraz bardziej wyczuwalne, co było zaakcentowane nawet odpowiednią muzyką. Chyba będzie musiał pójść tak na wszelki wypadek po apteczkę.
– Nie rób niczego głupiego – rzucił po cichu do Atresua. Nie musiał mówić, że jak coś to stawiał na niego, bo to było jasne. Hm... A może tak zakłady... Kogo by się dało łatwo na to namówić? Tak by to ktoś inny zasugerował, aby nie było, że on sam? Gdzie był Isaac?