Udało im się przemknąć przez tłum tak, że nikt znajomy ich nie zauważył. Na szczęście, szkoda by było, żeby więcej osób dostrzegło, że porozumiewają się świńskim językiem. Wood zatrzymała się gwałtownie i zaczęła głośno oddychać, ten bieg był dosyć mocno wyczerpujący, spojrzała na Camerona, aby upewnić się, że przeżył ten sprint, miała świadomość, że jest mniej sprawny fizycznie od niej i mógł przez to umrzeć, oby nie, chociaż z drugiej strony po tym jak zasłabł pod sceną, może taki ruch by mu pomógł odzyskać siły? Było to tylko gdybanie, bo znała się na podobnych dolegliwościach praktycznie wcale.
Otworzyła usta, bała się, że znowu zamiast się odezwie to kwiknie, jednak chyba już skończył się ten, jakże wspaniały efekt po zjedzonych lodach. - Dziwne to było. - Rzuciła do Camerona. - Żyjesz, sorry, że cię tak przeczołgałam, ale poczułam nagły atak nadchodzącej paniki. - Przyglądała się uważnie Lupinowi, aby zobaczyć w jakim jest stanie.
Znaleźli się przed Magicznymi Różnościami. Heather zaczęła się rozglądać, w sumie ciekawa, co mogą znaleźć na stoisku. - Podoba ci się coś? - Zapytała Lupina, bo w sumie wypadałoby, żeby mu się jakoś odpłaciła za ten bieg pełen przeszkód.