Heather wbiegła do salonu, widziała, jak inni próbują poradzić sobie z kościotrupem. Nie wchodziła im w paradę, przynajmniej nie na samym początku. Trzymała mocno różdżkę w dłoni, w gotowości do ewentualnego ataku, gdyby coś poszło nie tak, gdyby trzeba było im chronić tyłki. To nie tak, że zakładała, że nie są w stanie sobie poradzić sami, przecież był wśród nich detektyw i łamacz klątw na emeryturze, ale nigdy nie wiadomo, jak potoczy się akcja. Skupiona była na obserwacji tej istoty, którą wyczarowała wiedźma.
Ciskali w niego zaklęciami, jednak to chyba nic nie dało. Na pewno nic nie dało, bo w pewnej chwili kościotrup uwolnił się z zaklęcia lewitującego i pomknął w stronę Erika. No nie, od wujka to lepiej niech się on odczepi, tylko ona mogła się nad nim znęcać, i to jedynie dla zabawy, a nie jakieś dziwne stwory.
Westchnęła jedynie pod nosem, nic nie mówiła, znaczy wyszeptała zaklęcie i machnęła różdżką. Chciała rozwalić kościotrupa wykształtowaną przez siebie siłą energii.
Sukces!
Sukces!