17.07.2024, 21:03 ✶
Południowe stragany - Magiczne różności
Przyglądam się asortymentowi przy stoisku.
Nie przepadał za bieganiem. Wystarczyło mu to, że musiał latać wte i we wte z wózkami lekarskimi po Szpitalu św. Munga podczas obchodu studenckiego. Jakby tego było mało, często też przemieszczał się w zawrotnym tempie po wszystkich piętrach swojego miejsca pracy, nie chcąc ryzykować teleportacji w tak zatłoczonym miejscu. Jeszcze wylądowałby na sali zabiegowej podczas ważnej operacji i dostałby po dupie od Bulstrode.
Teraz jednak musiał zebrać się w sobie i spróbować nie poplątać sobie nóg podszedł tego szaleńczego biegu przez teren kiermaszu. W sumie nie dziwił się zbytnio temu, że Heather biegła tak, jakby nagle dostała robaków w miejscu, do którego nie sięgały promienie słońca; może i była brygadzistką, ale była też gwiazdą magicznego świata. A każda persona, nawet kontrowersyjna, miała pewne limity. Może w przypadku Wood było to chrumkanie przed reporterami Czarownicy i Proroka Codziennego?
— Może panikowanie to jakaś szczególna cecha świń? — podpowiedział, gdy już się zatrzymali i podrapał leniwie po głowie. Nie znał się na wiejskich zwierzętach, a już tym bardziej nie znał się na symbolice tych stworzonek. Przecież w świadomości ludzi krążyły takie określenia jak ''uparty jak osioł'', więc może istniało też ''panikować jak świnia''. — Ważne, że już przestało działać...
Ale żeby takie rzeczy sprzedawali akurat u Nory?, pomyślał ze zdziwieniem, bo kobieta jego zdaniem nie zaliczała się do grona tych wyjątkowo... zakręconych. Ba, od wydarzeń w Kniei Godryka jawiła mu się raczej jako rozsądna czarownica o zdecydowaniu godnym aurora. Bądź co bądź, gdyby nie ona, nigdy nie uciekliby z tego lasu i nie wrócili do reszty gości Beltane. Lupin powłóczył wzrokiem po stoisku, przy którym się zatrzymali.
— Hmm… Może ten stojak? — skomentował, zerkając na drewnianą ramę, w której można było umieścić fiolki na eliksiry. Przydałoby mu się coś takiego - zarówno do prywatnych badań, jak i do pracy w aptece Lupinów i Szpitalu św. Munga. — Ostatni raz miałem taki chyba przed sumami w Hogwarcie... Wybuchł podczas prób dopracowania receptury w Łazience Jęczącej Marty.
Koniec końców Cameron zdecydował się na kupno przedmiotu, zwracając się przy tym bezpośrednio do osoby zajmującej się stoiskiem, co by móc się rozliczyć. Po tym chłopak był właściwie gotowy do dalszej drogi.