Heather Wood uwielbiała rywalizację, szczególnie kiedy dochodziło do latania na miotle. W końcu rodzice mówili jej, że urodziła się z tym magicznym kijkiem w ręku. Nie ma się więc co dziwić, że wzięła sobie za punkt honoru to, aby wygrać ten wyścig. Nie obchodziło jej nic więcej (no, może poza tym, żeby utrzeć nosa Atreusowi, jego przegrana jakoś tak zawsze bardzo mocno ją cieszyła).
Mknęła więc przed siebie, jakby jutra miało nie być. Wiatr rozwiewał jej włosy, uwielbiała to uczucie, czuła się wolna. Zapomniała o tym, że Cameron nie potrafi latać, skupiona była na sobie i swojej miotle. Oczywiście, że byłoby jej przykro gdyby coś mu się stało, jednak w tym momencie istotne było tylko zwycięstwo. Taka drobna, głupia, ludzka zachcianka.
Wcale nie tak łatwo było ją rozproszyć, nie miała pojęcia, czy ktoś obserwuje ich wyścig, póki co, wiedziała, że jest na samym przedzie, nikt inny bowiem nie mignął jej z boku, czy przed nią. Miała jednak świadomość, że to może się zmienić w każdej chwili, nie mogła odpuszczać, musiała do samego końca skupiać się na tym, co chciała osiągnąć. Trzy okrążenia, to wcale nie było zbyt wiele, szczególnie, że przecież jeszcze niedawno całe dni spędzała na lataniu i graniu w quidditcha, dobrze by było sprawdzić, czy faktycznie nadal jest w takiej świetnej formie.
Zaczęła kolejne okrążenie, aby nie tracić czasu.