18.07.2024, 01:07 ✶
Tylko się uśmiechnął na te słowa. Czy Victoria na pewno nie próbowałaby przywiązać jej do łóżka, żeby tylko Longbottom zaznała odrobiny snu? Być może. Być może po prostu palnęłaby ją w łeb, żeby była spokojna - nigdy nie wiesz. Jednak gdy Brenna odbiła piłeczkę, po prostu uniósł ręce w geście poddania. Nawet zrobił krok w tył, żeby pokazać, że nie zamierza się z nią o to kłócić, bo... Prawda była taka, że jeżeli kobieta tylko by szepnęła Viki o tym, że spotkali się o świcie w jakimś zaułku, to dostałby po głowie nie mniej niż ona.
- Jakby mógł... Brenna - zmarszczył brwi, gdy kobieta ruszyła w stronę szarpaniny. Westchnął głośno, ale wątpił, żeby to usłyszała - a jeśli nawet, to Longbottom była na tyle uparta, że przecież i tak by sobie nic z tego nie zrobiła. Najgorsze było to, że nie mógł teraz odejść, bo przecież jej nie zostawi. Z kilku powodów, ale przecież najważniejsze było to, żeby dbał o swoją reputację. A kim by był, gdyby zostawił ją tak po prostu, gdy pchała się w paszczę niebezpieczeństwa? Nawet tak... pozornego. Ruszył więc za nią, odruchowo sięgając do wewnętrznej klapy marynarki, żeby zacisnąć palce na różdżce.
Pewnie starałby się pozostać gdzieś z boku jeśli chodzi o tę dyskusję, ale mężczyzna bezczelnie wycelował w niego palec. Zmarszczył brwi w odpowiedzi, a potem zerknął na Brennę. A potem na goblina, który wciąż się pieklił. Kąciki ust mu drgnęły, jednak nie uśmiechnął się. Wyglądało to tak, jakby bardzo próbował powstrzymać swoją mimikę.
- Czarodziej nie może ukraść niczego, co należało do niego - odpowiedział spokojnie, wyjmując powoli różdżkę. Nie robił tego w żaden ostentacyjny sposób, żeby przypadkiem nie sprowokować goblinów, chociaż... czyż jego słowa nie były w tej chwili prowokujące?
- Jakby mógł... Brenna - zmarszczył brwi, gdy kobieta ruszyła w stronę szarpaniny. Westchnął głośno, ale wątpił, żeby to usłyszała - a jeśli nawet, to Longbottom była na tyle uparta, że przecież i tak by sobie nic z tego nie zrobiła. Najgorsze było to, że nie mógł teraz odejść, bo przecież jej nie zostawi. Z kilku powodów, ale przecież najważniejsze było to, żeby dbał o swoją reputację. A kim by był, gdyby zostawił ją tak po prostu, gdy pchała się w paszczę niebezpieczeństwa? Nawet tak... pozornego. Ruszył więc za nią, odruchowo sięgając do wewnętrznej klapy marynarki, żeby zacisnąć palce na różdżce.
Pewnie starałby się pozostać gdzieś z boku jeśli chodzi o tę dyskusję, ale mężczyzna bezczelnie wycelował w niego palec. Zmarszczył brwi w odpowiedzi, a potem zerknął na Brennę. A potem na goblina, który wciąż się pieklił. Kąciki ust mu drgnęły, jednak nie uśmiechnął się. Wyglądało to tak, jakby bardzo próbował powstrzymać swoją mimikę.
- Czarodziej nie może ukraść niczego, co należało do niego - odpowiedział spokojnie, wyjmując powoli różdżkę. Nie robił tego w żaden ostentacyjny sposób, żeby przypadkiem nie sprowokować goblinów, chociaż... czyż jego słowa nie były w tej chwili prowokujące?